Ostatnie Wpisy

JEDNA JASKÓŁKA WIOSNY NIE CZYNI... MADZIARKI ZA MOCNE...

Autor: rasmarsom | Kategorie: Sport
Tagi: mistrzostwa świata kobiet, piłka ręczna, siatkówka
07. grudnia 2017 16:24:00

    Czy tak miało to wyglądać w tych mistrzostwach świata? Czy Polki mogły osiągnąć więcej? Realnie patrząc to nie, ale w sporcie nic nigdy nie wiadomo. Kto by się spodziewał zwycięstwa nad Szwedkami? A kto by się spodziewał potem niespodziewanej porażki z Czeszkami? To jest całe piękno sportu. Szwedki były lepsze, ale zagrały najgorszy mecz na tym turnieju, który tak naprawdę nic dla nich nie oznaczał, bo z Węgierkami wygrały. Naszym wychodziło wszystko w tym spotkaniu. Takie mecze się zdarzają, ale lepszym zespołem na teraz jest Szwecja. Czeszki natomiast były w zasięgu, ale nasze panie miały mało odpoczynku i druga połowa była koszmarem... Zadecydował też brak doświadczenia wielu zawodniczek. Ta druga połowa okazała się kluczowa dla całego turnieju w wykonaniu Polek. Potem przyszła planowa porażka z Norweżkami, ale rozmiar był trochę za wysoki. Po dwóch porażkach z rzędu grały dziś z Węgierkami. One pod wodzą Kima Rasmussena przegrały dwa spotkania i nie wyglądało to obiecująco, ale dziś zagrały najlepszy mecz na tym turnieju w najważniejszym momencie. Polki nie miały większych szans niestety i tym samym odpadają z mistrzostw świata. Zostaje walka o Puchar Prezydenta, czyli o miejsce 17. i starcia z takimi zespołami egzotycznymi jak Kamerun czy Paragwaj... Zwycięstwo ze Szwedkami, czyli taka jedna "jaskółka" nie uczyniła wiosny...

 

CZY POLKI MOGŁY ZROBIĆ COŚ WIĘCEJ NA TYM TURNIEJU?

 

   Niestety, ale polska piłka ręczna przechodzi kryzys. Po latach tłustych w sukcesy nastąpiły te chude... Pamiętamy przecież styczeń kiedy to polscy piłkarze ręczni jak zwykle walczyli o medale na mistrzostwach świata czy Europy. W tym samym czasie Adam Małysz dokładał wszystkim na skoczniach całego świata, a Justyna Kowalczyk nokautowała Norweżki! Styczeń to był naprawdę piękny czas dla polskiego sportu, ale wszystko się kiedyś kończy. Niespodziewanie przykład z ręcznych zaczęły brać nasze piłkarki ręczne i dwa razy zadziwiły świat i zajęły czwarte miejsca na dwóch poprzednich mistrzostwach świata. Jednak tak jak w przypadku panów doświadczone zawodniczki zakończyły kariery i jest nowa generacja. Na sukcesy trzeba poczekać, ciężko pracować i zbierać doświadczenie. Ja pamiętam początki KIMA RASMUSSENA. Dzięki niemu piłka ręczna kobiet w Polsce zaczęła odnosić sukcesy. Zaszczepił w tych zawodniczkach duńską mentalność. Stworzył drużynę, która mogła wygrać prawie z każdym. Pamiętam jego początki i mecze w prekwalifikacjach do dużych turniejów. Zrobił fantastyczną robotę i nikt temu nie zaprzeczy. Taką robotę jak Bogdan Wenta w przypadku naszych piłkarzy ręcznych.

 

   Dziś niestety Kim Rasmussen stał po drugiej stronie... Prowadzi teraz Węgierki gdzie ten sport jest bardzo popularny. Dla nich porażka dziś z Polkami byłaby dramatem. Zakończenie mistrzostw na fazie grupowej z pewnością zostałoby źle odebrane u Madziarów. Dwa lata temu Polki w drodze do czwartego miejsca na świecie ograły właśnie Węgierki jedną bramką w 1/8 finału. Dziś nastąpił naprawdę srogi rewanż. Czego zabrakło Polkom pod wodzą Leszka Krowickiego? Myślę, że umiejętności. To jest bardzo młody i niedoświadczony zespół. Dla wielu dziewczyn to pierwszy taki turniej w karierach. Robiły co mogły Achruk, Kudłacz czy Grzyb, ale to było za mało. Cztery zawodniczki grają tylko poza granicami kraju, a reszta w polskiej słabej lidze! Czego tu wymagać? Na dodatek naprawdę trafiły ciężką grupę na tych mistrzostwach! Piłka ręczna kobiet i mężczyzn to Europa, a w tej grupie było aż pięć zespołów z Europy! Reprezentacje z innych kontynentów oprócz Japonek, Koreanek czy Brazylijek wyraźnie odstają. Właśnie z tymi "potęgami" Polki zagrają o miejsca 17-24... Nabędą kolejne doświadczenie, które jest bardzo ważne dla tego zespołu. Już poprzednie mistrzostwa Europy były tak fatalne, że Polki musiały grać w kwalifikacjach z Rosjankami! Przegrały ten dwumecz z mistrzyniami olimpijskimi wyraźnie. Na całe szczęście została im przyznana "dzika karta"... Dzięki temu, że to jednak czwarta drużyna świata, ale skład już nie ten sam... Także pamiętajmy, że w sportowej rywalizacji Polki nie wywalczyły awansu. Nie przypominam sobie od dawna sytuacji, że piłka ręczna kobieca i męska nie ma reprezentacji na imprezach mistrzowskich w grudniu i styczniu! Tak mogło się stać jakby Polki nie dostały "dzikiej karty"! Męskiej reprezentacji przecież nie będzie na mistrzostwach świata... Po raz pierwszy od wielu lat. Tam jest zmiana pokoleniowa, nowy trener i potrzeba czasu na sukcesy... Polska piłka ręczna przechodzi regres i to widać. To samo dzieje się z siatkówką niestety... A przecież sukcesy ręcznej czy siatkówki rekompensowały nam brak sukcesów reprezentacji Polski w piłce nożnej. Piłka nożna przestała być sportem narodowym w pewnym momencie... Teraz wszystko się zmieniło.

 

   Polki jechały po naukę. Ja mam nadzieję, że nasze reprezentacje awansują do mistrzostw Europy. Zarówno żeńska jak i męska i nieważne jakim wynikiem zakończy się start na tych imprezach. Ważny jest udział i zbieranie doświadczenia. Piotr Przybecki i Leszek Krowicki mają trudny czas, bo kibice przyzwyczaili się do sukcesów. Apetytów przed mistrzostwami świata w Niemczech narobiły trzy wyraźne zwycięstwa w meczach towarzyskich z Rumunią, Brazylią i Macedonią. Macedonia jednak nie gra na tych mistrzostwach. Brazylijki to nie jest jakiś top, a być może Rumunki potraktowały sparing na luzie. Dla naszych dziewczyn te sparingi jednak sporo dały. Wcześniej udane dwa spotkania w eliminacjach do przyszłorocznych mistrzostw Europy. Jechały w świetnych nastrojach. Leszek Krowicki stwierdził w żartach, że boi się, że forma przyszła za szybko... Miał rację... Polki pod wodzą Rasmussena zaczynały turnieje mistrzostw świata słabo. Wychodziły z grupy, ale nie grały najlepiej i wtedy w fazie pucharowej zadziwiały świat! Teraz zaczęło się fantastycznie! Skończyło się koszmarnie, paskudnie i fatalnie. Jedna z zawodniczek na gorąco stwierdziła, że przegrały tylko trzema bramkami i że spotkanie było na styku... Radzę na spokojnie obejrzeć to spotkanie dzisiejsze. Polki były słabsze. Różnica trzech bramek na koniec to efekt rozluźnienia Węgierek, które prowadziły już nawet ośmioma bramkami! Miały całe, ale to całe spotkanie pod kontrolą!!!! Były lepsze, miały lepsze zawodniczki, grały lepiej w obronie, miały indywidualności, były skuteczniejsze. Jedynie w pierwszej połowie Polki starały się dotrzymać kroku, ale początek drugiej połowy ustawił spotkanie. Cztery bramki z rzędu i dla mnie było już po meczu... Wiadomo, że cuda się zdarzają, ale nie było wiary w polskim zespole. Nie były równorzędnym przeciwnikiem niestety dziś. Robiła co mogła kapitan Kudłacz, Achruk zagrała słabiej i Kinga Grzyb. Pani kapitan nie miała wsparcia w koleżankach co pewnie ją drażniło... Na dodatek jeszcze dostała mocny cios w głowę, który ją zamroczył. To była kwintesencja niemocy Polek. Kudłacz wróciła jeszcze do gry czym pokazała charakter. Brawa za to dla pani Kapitan! Nie zostawiła tonącego okrętu. Utonęła z podniesioną głową wraz z nim...

 

   Zawsze wszystko staram się oceniać na chłodno. Rozumiem komentatorów i ich zachwyty, wiarę, emocje. Dla mnie pierwszy mecz ze Szwedkami nie dał żadnych odpowiedzi. Widziałem, że Polki są napędzone tymi trzema zwycięstwami przed turniejem, że są pewne siebie, że grają fajną piłkę ręczną. Różnorodność akcji, dużo walki, dużo wywalczonych rzutów karnych. Szalony mecz. Rzuty do pustej bramki w stylu Siódmiaka! Uśmiechy na twarzach i radość. Mało rzutów z drugiej linii, wypracowane akcje w ataku. Rzucały i ze skrzydeł i z 6. metra i obrotowa grała świetnie. Miło się to oglądało. Szwedki natomiast były zaskoczone tym jak szybko Polki rozgrywały akcje. Pogubiły się kompletnie. Na dodatek ostrzeliwały słupki, ich bramkarka przez całe spotkanie obroniła tylko cztery rzuty! Polki grały mecz życia w tym składzie! Wysoka skuteczność, mało błędów. Decydujący był moment gry Szwedek w osłabieniu i wycofanie bramkarki. Wtedy Polki rzuciły aż cztery razy do pustej bramki!!! Szaleństwo!!! Co tu się dzieje? Szwedki bezradne... Śpieszą się, a pośpiesz nie jest wskazany. Gonią wynik. Myślę, że same Polki były zaskoczone, że wygrały to spotkanie!!! Takie mecze się jednak zdarzają na takich turniejach. Widziałem, że Szwedki mają większy potencjał i byłem pewien, że wyjdą z tej grupy. Pokazały to już w meczu z Węgierkami. Szybko się pozbierały i nie jest powiedziane, że nie zajdą wysoko. Polki natomiast zrobiły nadwyżkę w planie. Decydujące spotkanie miało być z Czeszkami o wyjście z grupy. Zakładano na papierze, że Szwedki, Norweżki i Węgierki okażą się mocniejsze... Z Czeszkami miał być mecz o wszystko... Jednak paradoksalnie to zwycięstwo ze Szwedkami nieoczekiwane popsuło wszystko...

 

   A dlaczego popsuło? Dlatego, że to był szalony i bardzo intensywny i szybki mecz. Polki na drugi dzień już o 14 grały z Czeszkami, które miały spacer z Argentynkami. Nasze podobno nie mogły usnąć w nocy po takiej WIKTORII!!! Nie ma się co dziwić... To był wielki sukces dla tej niedoświadczonej drużyny!!! Niestety w drugiej połowie meczu z Czeszkami Polki nagle stanęły. Mecz ze Szwedkami się odbił na ich grze... Tak jak Szwedki przegrały bardziej ze sobą z Polkami tak Polki przegrały na własne życzenie z Czeszkami. Wiecie jaki był najważniejszy moment tych mistrzostw??? Nie wygrana ze Szwedkami, ale moment meczu gdzie było aż 18-13 dla Polek i wtedy w ataku Polki próbowały zagrać troszkę na wiwat taką wrzutkę. Poczuły się tak pewnie. Świetnie to wychwycił Jacek Laskowski, że nie czas na takie zabawy, a potem zaczął się koszmar. Zabrakło sił i koncentracji. Na dodatek Szwedki wygrały z Węgierkami i wróciły do gry... Okazało się, że mecz z Węgierkami i byłym selekcjonerem naszej kadry będzie meczem o wszystko... Paradoksalnie zwycięstwo nad Szwedkami i układ spotkań w tej grupie zadziałał na niekorzyść Polek. Jednego dnia Polki szły po medal, a następnego... Z nieba do piekła... A dziś? Sam byłem ciekaw jak zagrają Węgierki... One nie grały dotąd dobrze, ale miałem w pamięci, że przecież Rasmussen z Polkami też zaczynał źle mistrzostwa, a potem ocierały się one o medale. Niestety Węgierki zagrały dziś najlepsze spotkanie w tym turnieju. Genialna i bardzo twarda defensywa, skuteczność w ataku. Nasze nie radziły sobie oprócz kapitan Kudłacz. Rasmussen wiedział jak Polki zagrają i przekazał to swoim podopiecznym. Dobrze zauważył, że Węgierki przewyższają techicznie nasze zawodniczki. Mają większe indywidualności. Siłą naszej drużyny miał być kolektyw i zespołowość. Niestety na tym turnieju Polki grały słabo w obronie, a wiadomo, że w piłce ręcznej spotkania wygrywa się OBRONĄ!!! Można mieć drużynę, ale trzeba mieć też indywidualności, które potrafią rostrzygnąć spotkanie, dać coś ekstra drużynie. Poderwać jak nie idzie! Przykład Roberta Lewandowskiego jest idealny. Bez niego tej reprezentacji nie ma!!! Sam nie wygra spotkania, ale ma ten błysk geniuszu... Jeżeli nie ma w zespole indywidualności to jesteś przeciętnym zespołem. I tak to się skończyło...

   Czy Polki mogły zrobić więcej??? Bardzo się starały i zdecydował mecz z Czeszkami przegrany na własne życzenie. Nie wiadomo co by było w fazie pucharowej, ale sądzę, że zabrakło umiejętności, ogrania na takim turnieju i doświadczenia. Przecież żeńska piłka ręczna nie jest u nas na jakimś niebotycznym poziomie. Węgrzy inwestują w ten sport, a u nas mistrzynie Polski, czyli Vistal Gdynia zagrały w Lidze Mistrzyń... Przegrały wyraźnie wszystkie spotkania więc o czym tu mowa??? Sukcesy nie rodzą się z niczego, a większość naszych zawodniczek gra w polskiej lidze przecież!!! My Polacy zawsze chcemy coś ugrać z niczego i udaje się nam. Przykład Małysza czy Kowalczyk jest idealny. Nie jest to poparte szkoleniem czy inwestowaniem w daną dyscyplinę. Łyżwiarze szybcy nie mieli gdzie trenować aż do tego roku!!! A zdobyli aż 4 medale na Igrzyskach Olimpijskich trenując na odkrytym torze w Zakopanem i jeżdżąc po Europie, żeby móc się rozwijać... To takie typowo polskie jest prawda??? Z drugiej strony kształtuje się charakter takich sportowców... Nie masz nic, nie masz warunków, a osiągasz sukcesy... Dlatego fajnie, że Polki grają na tych mistrzostwach, ale to jeszcze nie czas na sukcesy... Sporo jeszcze brakuje... A zawodniczek się klonować nie da przecież... Chociaż....

 

GDZIE SĄ SUKCESY W RĘCZNEJ I SIATKÓWCE?

 

   Chciałoby się powiedzieć obsenicznie w dup..... Dlaczego tak jest? Jeszcze skojarzyło mi się, że coś TVP ma pecha ostatnio do wielkich imprez w sporcie... Nie mieli praw do piłkarskiej reprezentacji Polski, a ona zaczęła na Polsacie odnosić sukcesy. Siatkówkę i sukcesy też ma Polsat, ale TVP miała ręczną... Kończą się też sukcesy w biegach narciarskich... Oby to nie był zły omen przed mundialem w Rosji...

 

   Wrócę jednak do tematu. Jeżeli chodzi o piłkę ręczną i wielkie sukcesy reprezentacji "Gladiatorów" oraz sukces Vive Kielce w Lidze Mistrzów to coś się skończyło, bo musiało. Stara gwardia odeszła, zmiana pokolenia i trzeba czekać na kolejne talenty. Bielecki czy Jurasik czy Jurecki grają jeszcze w Vive Kielce, ale zespół ten też coś zawodzi. Po wielkim zwycięstwie w Lidze Mistrzów spuścili z tonu. Niestety coś się kończy. Bohaterowie są coraz starsi i już zmęczeni, a na nowych trzeba poczekać. Vive Kielce czy Wisła Płock nie stanowią o sile Ligi Mistrzów. Przegrywają w tym sezonie bardzo wiele spotkań... Reprezentacja nie awansowała do mistrzostw świata i jest to pierwszy turniej od lat bez udziału polskich szczypiornistów!!! Piotr Przybecki potrzebuje czasu na zbudowanie nowej reprezentacji...

 

   A co u Pań? Również nowe pokolenie zawodniczek i oczekiwanie na sukcesy. Ciekawe jak długo będziemy znów czekać na sukcesy polskiego "szczypiorniaka"? Czy te pokolenia "Gladiatorów" czy "Gladiatorek" to był tylko przypadek, że w jednym czasie narodziło się takie pokolenie odnoszące sukcesy? Pożyjemy, zobaczymy. U pań jak już pisałem Vistal Gdynia odstawał od innych ekip w Lidze Mistrzów. Na teraz poziom polskiego szczypiorniaka nie jest najlepszy i trzeba do tego przywyknąć, a nie trąbić o medalach dla Pań po jednym spotkaniu ze Szwedkami!!! Ślepej kurze to i ziarno się trafi przecież... Potrzeba jeszcze czasu dla Leszka Krowickiego też. Widać, że to trener inny niż Rasmussen. Taki trener akademicki. Spokojny, wyważony. Z pewnością nie krzyczy na zawodniczki. Taki po prostu tata. Tyle, że Rasmussen krzyczał i sukcesy były!!! Trener Rosjanek jak krzyknął na nie na Igrzyskach Olimpijskich to zdobyły złoty medal!!! Pamiętam jedno spotkanie jak przegrywały i im nie szło. Wziął czas rosyjski niedźwiedź, opieprzył je tak, że miały łzy w oczach, ale wyszły na parkiet i odwróciły losy spotkania i wygrały. Cóż... Każdy trener ma inne metody, a rozlicza się go z sukcesów jak Bieglera czy Duszebajewa... Oni przecież już nie radzili sobie tak jak Wenta!!! A Bogdan do spokojnych nie należał. Ja jestem osobiście zwolennikiem trenerów, którzy żyją na ławce jak Conte czy Klopp. Oni są z zespołem i potrafią pobudzić zawodników. Wolę takich szaleńców, a nie takich jak Benitez czy Ancelotti. Oni jak nie idzie nie potrafią zmobilizować swoich zawodników!!! Krowicki i Przybecki są spokojni... De Giorgi w siatkówce kobiet też był... Ale nic nie insynuuję...

 

   I tak płynnie zakończę na siatkówce. Ten sezon jak i poprzedni w wykonaniu siatkarzy był fatalny. W dwóch mistrzostwach Europy z rzędu odpadają ze Słowenią w barażach. Na Igrzyskach w Rio jak zwykle ćwierćfinał. Tu też coś się skończyło... Był Lozano, był Antiga, a potem nastał De Giorgi... Dla mnie ten facet to była pomyłka, ale czekałem do mistrzostw Europy... Moje pierwsze wrażenie jak go ujrzałem było trafne. Nie poradził sobie i nie radził od początku. Przerosło go to... Nie jest dobrze teraz w męskiej siatkówce i czekamy na wybór nowego trenera, który przygotuje zespół do obrony tytułu mistrzów świata. Tutaj też coś się skończyło... A przecież to sport narodowy Polaków i u nas są największe imprezy. Wszyscy kochają grać w Polsce. Niesamowicie się ta dyscyplina rozwinęła przez lata dzięki sukcesom. Teraz jednak jest bessa jak w przypadku piłki ręcznej... Jak dobrze, że mamy tych piłkarzy i Lewandowskiego...

   Jeszcze słowo o siatkarkach... One na mistrzostwach Europy zaprezentowały się lepiej niż panowie. Od nich nikt nic wielkiego nie oczekiwał. To panowie byli i są na świeczniku. Panie ten sezon miały bardzo dobry. Nie udał się niestety awans do mistrzostw świata, ale w Lidze Światowej było bardzo dobrze. Mecz z Niemkami na mistrzostwach Europy też wyszedł lepiej niż oczekiwano. Przypomniało mi to mecz ze Szwedkami piłkarek ręcznych. Miłe złego początki. Tu też nie oczekiwano zwycięstwa nad Niemkami, ale potem z Azerbejdżanem i Węgierkami Polki nie potwierdziły formy. Wydawało się, że Turczynki, które grały słab na tym turnieju są do ogrania w barażach o ćwierfinał... Rzeczywistość okazała się inna... Pokazały większe doświadczenie. Na dodatek wiele zawodniczek nie chce grać w tej kadrze. Nie grają same najlepsze...

   Więc pozostaje nam czekać na sukcesy ponowne siatkówki i piłki ręcznej... Te dyscypliny dały nam tyle radości i wzruszeń, tyle medali. Ileż emocji!!! I za to dziękujemy, ale trzeba patrzeć w przyszłość spokojnie. Przyzwyczailiśmy się do sukcesów więc teraz jakoś tak smutniej jak piłkarze ręczni przegrywają z Rumunią, a siatkarze ze Słowenią... Trzeba pracować, budować nowe zespoły, awansować do mistrzowskich turniejów, zbierać doświadczenie. I tak jest lepiej niż w koszykówce gdzie męska reprezentacja niby potencjał ma, ale dawno nie wyszła z grupy na mistrzowskiej imprezie... Panie nawet nie awansują na mistrzostwa...

 

   I tak wygląda smutna rzeczywistość w sportach drużynowych... Ale może będzie lepiej... Zobaczymy kiedy. Pozostaje czekać i obserwować i cieszyć się z każdego zwycięstwa nawet ze słabszym zespołem i nie oczekiwać za wiele. Były lata TŁUSTE więc te CHUDSZE też musiały nadejść. Wszystko w przyrodzie musi się zgadzać... Bilans musi wyjść mniej więcej na zero. Suma szczęścia równa się zero... Były wielkie sukcesy, a teraz mamy okres ich braku... W innych nacjach to się odbywa inaczej i te zmiany pokoleniowe nie wpływają aż tak na poziom reprezentacji. Widocznie mają lepsze szkolenie młodzieży. Odbywa się to tam jakoś mniej boleśnie... Może u nas po prostu rodzą się raz na jakiś czas pokolenia zwycięzców, świetne drużyny, a potem zostaje "spalona ziemia"... Pamiętamy przecież czasy "Złotek" w siatkówce kobiet... Ach... Nie jest dobrze teraz... Trzeba się cieszyć z każdego zwycięstwa... Może na medale przyjdzie czas... To się jednak nie odbywa na pstryk palca. Budowanie drużyny w sportach zespołowych to długi proces...

KIERUNEK PYONGCHANG. JAK TO BĘDZIE W KOREI?

Autor: rasmarsom | Kategorie:
Tagi: dyscypliny zimowe, igrzyska olimpijskie, pyongchang
06. grudnia 2017 13:09:00

   Bardzo lubię Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Pierwsze, które pamiętam to Albertville w 1992 roku. Zawsze mi się podobało to, że nie ma tak wielu dyscyplin jak latem i można prawie wszystko obejrzeć. Nie trzeba się zastanawiać jak na Letnich Igrzyskach jaką relację na żywo w danej chwili obejrzeć i na czym się skupić, bo tak wiele się dzieje każdego dnia na wszystkich arenach olimpijskich. Zimowe Igrzyska mają ten urok, że tu wszystko jakby rozgrywa się spokojniej, jest mniej dyscyplin i kompletów medali. Dzięki temu jak się ma czas to można prawie wszystko na żywo śledzić. W ogóle zresztą dyscypliny zimowe mają swój urok. Uwielbiam ten czas. To jest też czas świąteczny. Szybko się ciemno robi za oknem, człowiek więcej w domu przesiaduje. Więcej ogląda się telewizji. Na ten właśnie okres zimowy można się poemocjonować rywalizacją sportowców. U nas to był zawsze serial Kowalczyk - Małysz... Najlepsza telenowela na świecie! Ile nam ta dwójka dała wzruszeń, wrażeń, radości, dumy w tych zimnych, ciemnych zimowych miesiącach. Potęgą jednak w sportach zimowych nigdy nie byliśmy i nie będziemy. Rodzą się jednak u nas takie "zimorodki" w jakiejś Kasinie Wielkiej czy Wiśle raz na ileś tam lat. Potrafią osiągać nagle i z niczego sukcesy tak wielkie, są zdeterminowani, utalentowani, pokazują, że Polak potrafi. Obdarzeni wielkim charakterem. Dzięki nim zdobywaliśmy medale na Igrzyskach Olimpijskich. A jak będzie za dwa miesiące w dalekiej Korei Południowej? Czy powtórzy się Sochi i najlepsze Igrzyska w historii? Myślę, że trzeba się cieszyć z każdego miejsca w ósemce, a nawet dziesiątce. Przywiezienie sześciu medali, a w tym aż czterech złotych może się okazać zadaniem niewykonalnym. Nic dwa razy się nie zdarza... Te medale nie oddały siły polskich dyscyplin zimowych. Były jakby trochę na wyrost. Mamy ich łącznie w historii 20. Ten dorobek z pewnością się powiększy. Pamiętajmy też, że na Igrzyskach jest łatwiej zająć wyższe miejsce niż w Pucharach Świata. A dlaczego? Ponieważ potęgi takie jak Niemcy, Austriacy czy Norwegowie mają ograniczoną ilość miejsc w poszczególnych dyscyplinach. Na dodatek nie będzie Rosjan... Sytuacja bez precedensu w historii. Będzie to wyglądać tak jak na mistrzostwach świata w lekkoatletyce. Startowali oni, ale jako bezpaństwowcy. Najgorsze, że krzywdzi się tych "czystych" sportowców. Przecież nie ma odpowiedzialności zbiorowej niby... MKOL jednak jak i cały świat od jakiegoś czasu chce pokazać Rosjanom, że się ich nikt nie boi. Prawda jest jednak inna i takimi sankcjami nie zniszczą tego narodu. Próbowali w historii i nigdy się nie udało. Rosja jest potęgą,  była i będzie. Zresztą Putin i Rosjanie pokazali to w Sochi jak się robi Igrzyska, a teraz pokażą mundial piłkarski. Szkoda mi tylko tych sportowców, którzy nie byli uwikłani w doping. Nawet jak wystartują to nie dla swojego kraju... W głębi duszy i owszem, ale hymnu im nikt nie zagra...

   Wracając jeszcze do mistrzostw świata w lekkoatletyce. W tej dyscyplinie jesteśmy potęgą światową i nie można się tego bać. W klasyfikacji punktowej zajęliśmy bardzo wysokie miejsce. W medalowej oczywiście też. Tutaj fajnie, że jest szkolenie i że pojawiają się nowe talenty. Jednak lekkoatletyka to "Królowa Sportu". Lekkoatletom brakuje tylko coś szczęścia na Igrzyskach Olimpijskich. W mistrzostwach świata czy Europy jest grad medali, a na Igrzyskach dwa albo trzy... Tyle, że tu serce rośnie jak się widzi, że starzy mistrzowie odchodzą, a po nich nie zostaje "spalona ziemia". Od razu pojawiają się następcy. Jest ciągłość szkolenia. Naprawdę fajnie to wygląda.

 

20 MEDALI W HISTORII ZIMOWYCH IGRZYSK OLIMPIJSKICH. DUŻO CZY MAŁO?

 

    Uważam, że to bardzo dużo jak na kraj, który nie ma tradycji w dyscyplinach zimowych. To już będą 23. Zimowe Igrzyska Olimpijskie. Wychodzi na to, że średnio nie zdobywamy nawet jednego medalu na jedną imprezę raz na cztery lata. Z tym raz na cztery lata to też nie zawsze tak było. MKOL nie chciał, żeby i Zimowe i Letnie Igrzyska odbywały się w tym samym roku więc Albertville było w 1992 roku, a Lillehammer w 1994 roku już, czyli po dwóch latach i od tamtej pory i Letnie i Zimowe Igrzyska nie nakładają się na siebie w jednym roku. Mamy cykl czteroletni, ale co drugi rok albo Zimowe albo Letnie Igrzyska. Nasz dorobek nie ma co porównywać np. z lekkoatletyką, boksem, wioślarstwem czy zapasami. Na zimowe dyscypliny nikt nie stawiał. Nie mamy takich warunków jak Francja, Włochy, Niemcy, Norwegia, Finlandia, Szwecja czy Austria oraz Szwajcaria. To są kraje alpejskie, mają dużo gór, terenów do uprawiania dyscyplin zimowych. Tam od lat się stawia na dyscypliny zimowe. Są jeszcze Holendrzy, którzy postawili na łyżwiarstwo szybkie. Azjaci również szybko mkną na panczenach po lodzie i to również po tym krótkim zwanym short-trackiem. Nie wspomniałem jeszcze o Rosjanach, którzy są również potęgą, ale ich nie ujrzymy jako narodowości w Pjongczang... Z powodu systemowego dopingu. Ja oczywiście nigdy w to nie uwierzę i sądzę, że jest to spisek Unii Europejskiej przeciwko Rosji. Jest to jak zwykle polityczna walka o władzę w Europie i pokazanie Rosjanom, że można im utrzeć nosa na niwie sportowej. A sport jest wizytówką każdego kraju przecież. Zastanawia mnie po prostu fakt, że meldonium było dozwolone do stosowania, a nagle w jednym roku i to tym olimpijskim zostało zakazane... To tak jakby całe życie ci mówili, że jabłko jest zdrowe, a nagle w 1 stycznia jakiegoś roku powiedzieli, że jednak jabłka są trujące... W sporcie wyczynowym zawsze szuka się dozwolonych środków. Tam wszystko jest już takie wyżyłowane... Mi się śmiać chce jak widzę, że bobsleiści wpadli na dopingu... Ciekawe po co im to było? Wszystko to jest szyte grubymi nićmi i dla mnie jest to pokazanie siły Rosjanom. Najgorsze, że poszkodowane będą niewinne osoby. Ci, którzy trenują po to, żeby zdobyć złoty medal na Igrzyskach Olimpijskich, patrzeć jak wędruje flaga w górę i słuchać hymnu... Oj wiele reprezentacji się ucieszy jak nie będzie sztafet rosyjskich. Sam jestem ciekawy ilu tam Rosjan pojedzie. Mieliśmy przykład jak to wygląda na mistrzostwach świata w lekkoatletyce kiedy to reprezentantka Rosji stała na najwyższym stopniu podium i słuchała jakiejś muzyczki zamiast hymnu... Jestem ciekaw też jak zareagują sportowcy rosyjscy i ilu ich tam pojedzie do Korei Południowej. Tak czy owak stworzy się szansa dla innych do zdobycia medali w wielu dyscyplinach. Pamiętajmy, że Rosjanie wygrali klasyfikację medalową w Sochi! Igrzyska stracą przez to... Jest to niesprawiedliwe dla sportowców, którzy będą poszkodowani. Dziwi mnie zawsze odpowiedzialność zbiorowa... W PZKOL teraz przecież mamy aferę obyczajową... Też nie wiadomo kto wiedział o tym, kto pozwolił na to, ale głowy mają polecieć, a nie tylko winni. Chociaż tam sprawda wygląda też poważniej, bo chodzi również o sprawy finansowe... Tak czy owak to będzie wielka strata, że nie będzie Rosjan w Pjongczang... Dla mnie jest to decyzja polityczna, a przecież MKOL powinien być odcięty od tego. Pamiętamy zresztą Samarancha i jego machlojki czy Blattera w FIFIE. Tam gdzie są potężne pieniądze są i przekręty. Te organizacje wcale nie są czyste... A tu próbuje się uznać Rosjan za jedynych winnych dopingu w sporcie. Oczywiście chodzi tu o to, że władze na to pozwalały. Coś jak z dopingiem w byłej NRD. Teraz mamy patrzeć, że jak coś nieczysto to z pewnością Rosjanie, a cały świat sportowy jest "czysty" i jak ktoś wpada na dopingu to są to jednostkowe przypadki, a nie systemowe i po linii władzy... Wrócę jednak do potęg w dyscyplinach zimowych... Aha. Jeszcze jedno mi się skojarzyło. Nie będzie Rosjan w hokeju na lodzie... Tutaj IHF prosił wręcz MKOL o pozwolenie na udział Rosjan w Igrzyskach, ale cóż... Żaden hokeista nie został złapany na dopingu, a tak wielkiej reprezentacji nie będzie na największej zimowej imprezie czterolecia! I czemu oni są winni? Nie ma odpowiedzialności zbiorowej! Tak myślę też, że przecież te organizacje też nie są bez winy. Blatter dał mistrzostwa świata w piłce nożnej Rosji i Katarowi, była tam korupcja i co??? Zawiesili całe FIFA? Usunęli tylko pojedyńcze osoby. A Samaranch? Został usunięty za Igrzyska w Salt Lake City. Zawiesili całe MKOL???!!! Sami mają burdel i korupcję i nie wierzę, że są zamieszane tylko pojedyńcze osoby. Jedną się usuwa jako kozła ofiarnego, ale przecież więcej osób w tych skandalach uczestniczyło z pewnością. To jest to. Siebie nie widzą. O tym od wczoraj z pewnością świat sportowy i nie tylko dyskutuje. Jest to potężny cios wymierzony w Rosjan. Mają być teraz kojarzeni z dopingiem. Taka łatka przylgnie. Chcą zniszczyć cały sport rosyjski??? Chcą zniszczyć Rosjan??? Nie uda im się to nigdy!!! Szkoda tylko, że jak zwykle cierpią niewinni. To tak jak na wojnie. Musi zginąć wielu cywili... Ktoś inny to rozpętał, ale giną niewinni. Sprawiedliwości na świecie nie było, nie ma i nie będzie. Ale dość o tym, bo jak widać bulwersuje mnie to. Wciąż mam w głowie wykluczenie Marii Sharapovej... Ona mówiła otwarcie, że stosowała meldonium, bo było dozwolone! I nagle wprowadzili je na listę substancji zakazanych... Ciekawe... Dlaczego akurat w 2016 roku, czyli przed Igrzyskami w Rio? Dlaczego wcześniej nie uznano tego za doping? Dlaczego wiedziano, że tylko Rosjanie to stosują? Obserwując wydarzenia na świecie trzeba patrzeć uważnie, bo nie chodzi o to co nam wmawiają. Chodzi o to kto ma z tego korzyści. To jest tak jak z iluzjonistą. Sztuczka polega na tym, że patrzysz tam gdzie iluzjonista chce, żebyś patrzył. Przykład WTC!!!! Amerykanie sami sobie to zrobili, żeby dostać się do ropy na Bliskim Wschodzie pod pretekstem zaprowadzenia pokoju i wtargnięcia tam za pozwoleniem całego świata. Największa szopka w historii. Największy show telewizyjny. Amerykanie jednak to potęga kina! Do tego terroryzm. Zdrowy na umyśle, myślący i logiczny człowiek wie, że to nie był zamach! Tępak czerpiący wiedzę z TV myśli, że to był zamach. Ja jednak w pewnym momencie zacząłem drążyć i szukać prawd o tym świecie i wyobraźcie sobie, że prawie wszystko jest na odwrót. Stąd zamiłowanie do szukania drugiego dna i teorii spiskowych... Kłamstwo powtórzone 100 razy staje się PRAWDĄ!!! Pamiętajcie o tym!!! Ależ mnie wzburzyła ta sprawa wykluczenia Rosjan!!! Wracam do wątku...

   W naszej historii zaczęło się od medalu w kombinacji norweskiej. Franciszek Groń-Gąsienica w 1956 roku zdobył brązowy medal. Potem w historii nie mieliśmy już sukcesów w tej dyscyplinie. Cztery lata później dwa medale w łyżwiarstwie szybkim. Na 1500 metrów co ciekawe. Tyle, że panie sięgały po te medale. Seroczyńska srebro, a Pilejczyk brąz. 54 lata później też na 1500 metrów, ale wśród panów po złoty medal sięgnął strażak Zbigniew Bródka! To co nie udało się paniom udało się jemu! To przejdzie do historii polskiego sportu. Ten pamiętny finisz Holendra, ten sam czas i czekanie na tysięczne części sekundy! Potem wszyscy oszaleli, a Zbyszek był sam w szoku. Chyba najbardziej niespodziewany złoty medal w polskiej historii Zimowych Igrzysk Olimpijskich. Do tego w Sochi panowie i panie zdobyli również medale w wyścigu drużynowym! Panie srebro, a panowie brąz! Okazało się, że łyżwiarstwo szybkie dało nam aż trzy medale w Sochi!!! A aż do tego roku nie mieliśmy krytego toru łyżwiarskiego i zawodnicy na mistrzostwach Polski startowali w Zakopanem na torze odkrytym! Pierwszy raz w tym roku nie musieli marznąć i się przeziębiać... Konrad Niedźwiecki sam jest w szoku, że w końcu taki tor powstał... On jest bardzo doświadczony i w zasadzie przez całą karierę trenował w Holandii. Jest to sport narodowy Holendrów. Cieszy się, że dożył tego, że można trenować w Polsce. Pamiętajmy jeszcze, że w Vancouver w 2010 roku Polki zdobyły brąz w wyścigu drużynowym! Łyżwiarstwo szybkie dało nam aż 6 medali w historii! Więcej dali tylko skoczkowie narciarscy. Także tutaj sukces naszych drużyn i Zbigniewa Bródki rodził się jakby z niczego i na przekór wszystkiemu. To jest ciekawe w naszym kraju, że najpierw ktoś musi osiągnąć sukces, żeby potem były warunki do uprawiania tej dyscypliny sportu w naszym kraju. U nas zawsze wszystko na odwrót. Na szczęście Polak potrafi radzić sobie z przeciwnościami co kształtuje nasz charakter. Tak myślę, że welodromu w kolarstwie torowym też nie mieliśmy długi czas. Teraz na szczęście i kolarze torowi i łyżwiarze szybcy mają gdzie trenować. Przecież i Konrad Niedźwiecki i Katarzyna Bachleda-Curuś zaraz skończą kariery. Czas na wykuwanie następców.

   Zresztą drużynowo zawsze jesteśmy mocni. To jest specyfika sztafet czy wyścigów drużynowych. Tutaj siła jest w wyrównanym składzie. Dlatego stąd te trzy medale olimpijskie w łyżwiarstwie szybkim. Indywidualnie jest o to bardzo ciężko, ale w drużynie łatwiej zdobyć medal. Teraz mamy drużynę skoczków i apetyty na pierwszy w historii medal Igrzysk Olimpijskich! Już w zasadzie ten medal zawiesza się na szyjach zawodników, bo nie ma co ukrywać, że brak medalu w drużynie będzie porażką. Skoki narciarskie dały nam tyle radości i wzruszeń... Zaczął Wojciech Fortuna, który wyskoczył na te 111 metrów jak "diabeł z pudełka" czy "skoczek z dziupli". To są te pojedyńcze gwiazdy jednych zawodów, które mają swoje "5 minut" właśnie na najważniejszej imprezie czterolecia. Zgarniają złoto sprzed nosa faworytom, a potem w karierze już nic nie osiągają wielkiego... Po 1972 roku długo czekaliśmy na medal Igrzysk Olimpijskich!!! Tak długo jak na występ polskich piłkarzy na mundialu. Trochę dłużej jednak, ale pojawił się on!!! ADAM MAŁYSZ!!! Kto go nie zna w świecie skoków narciarskich? Na stałe wpisał się jako jeden z największych skoczków w historii! Wychowałem się na nim. Pamiętam jego pierwsze zwycięstwo w Oslo! Miałem to szczęście, że już od 1990 roku oglądałem skoki narciarskie jako 10-letni chłopak. Wycinki z gazet, zapiski wyników... Bogata kolekcja. Stare "Przeglądy Sportowe". Czasy przed Internetem. Jeden kanał sportowy, czyli EUROSPORT po angielsku. Do tego ARD i ZDF po niemiecku. Od małego byłem zmuszony poznawać te dwa języki. Ten Turniej Czterech Skoczni... Tego nie zapomnę do końca życia. Pamiętam jak Adamowi nie szło. Pamiętam Igrzyska w Nagano w 1998 roku... Był cieniem skoczka. Trzy chude lata. Myśli o końcu kariery, bo przecież skoki nie istniały wtedy w Polsce. I nagle dotyk Aniołów, jakaś boska przemiana! Płakałem jak bóbr jak Adam wygrywał ten Turniej Czterech Skoczni dlatego, że pamiętałem go jako młodego chłopaka wygrywającego w Oslo czy Sapporo... O nim jako czlowieku i sportowcu możnaby napisać bardzo wiele. Mój idol sportowy obok Michaela Jordana. I właśnie w Salt Lake City marzyliśmy o złotym medalu... Był w wielkiej formie. Srebro i brąz tylko... Potem osiem lat oczekiwania i Vancouver. Znów bez złota... Dwa srebrne medale. Ten latający Szwajcar Ammann zabrał złote medale. Adamowi w karierze brakowało tylko złota w Igrzyskach Olimpijskich... Zdobył wszystko co mógł zdobyć w tej dyscyplinie sportu. Oprócz złota olimpijskiego... W przyrodzie jednak wszystko się musi zgadzać i wielkiego mistrza pomścił jego następca. Kamil Stoch w Sochi dał nam dwa złota olimpijskie!!! Narodził się w Polsce kolejny wielki skoczek. Po Adamie nie została "spalona ziemia".

   Skoki narciarskie dały nam tyle radości! Stały się sportem narodowym! Mamy dwie piękne skocznie w Zakopanem i Wiśle. Cały świat skoczków uwielbia przyjeżdżać na te zawody... Byłem w Zakopanem dwa razy na Pucharze Świata i jest to przeżycie niezapomniane. 40 tysięcy ludzi dmie w trąbki gdy Adam Małysz staje na rozbiegu!!! To trzeba przeżyć. Tego się nie da opisać. Wszyscy szczęśliwi, uśmiechnięci, uradowani, weseli. Ten facet porwał Polskę. Wszyscy zakochali się w Nim. Stał się kimś więcej niż skoczkiem narciarskim, ale jak to mówił Włodek Szaranowicz ambasadorem polskiego sportu!!! Dzięki niemu teraz mamy kolejne sukcesy, przy nim rozwinął się Kamil Stoch. Mamy kolejnych zdolnych i skoki narciarskie nie zginą. Dzięki temu chłopakowi z wąsem staliśmy się jedną z potęg w skokach narciarskich tak jak w żużlu dzięki Tomaszowi Gollobowi. Ktoś te szlaki musi przetrzeć niestety albo stety... Żeby potem się dana dyscyplina rozwinęła w naszym kraju, zyskała popularność, sponsorów, zaplecze, sztab. Mogą się wtedy rozwijać kolejne talenty. Mają swoich idoli i autorytety. Ściąga to młodzież do danej dyscypliny co gwarantuje rozwój. Tak się dzieje w skokach narciarskich i mam nadzieję, że tak będzie też w łyżwiarstwie szybkim... Ile ten człowiek niósł na swoich barkach przez tyle lat... Mowa o Adamie... Ucierał nosa Niemcom, a przecież uwielbiamy bić Niemca. Jak słucham pożegnania Włodka Szaranowicza to płaczę. On zawarł wszystko w tych słowach i sam się wzruszył. On i Przemek Babiarz to komentatorzy, którzy to czują. Czują te emocje, człowieka w tym. Potrafią je oddać. To trzeba mieć w sobie, żeby potrafić oddawać emocje sportowe. Oni to potrafią jak nikt inny...

   Teraz kilka słów o biathlonie. Bardzo emocjonująca dyscyplina sportu. I tu też mamy medal kolejnej wielkiej postaci, czyli Tomka Sikory z Turynu z 2006 roku. On jest dla biathlonu tym kim jest dla skoków Adam Małysz. Taki "zimorodek". Taki jak Adam i Justyna. Wybitne postacie polskiego sportu, które uprawiają bądź uprawiały dyscypliny bez sukcesów w Polsce. One jakby napędziły zainteresowanie w Polsce dyscyplinami zimowymi. Łyżwiarze szybcy i Zbigniew Bródka też zrobili swoje. Zawsze ktoś musi przetrzeć szlaki. Sikora długo był jednym z najlepszych biathlonistów świata. Zdobył medal olimpijski, a ostatnio był trenerem kadry. Niestety bez sukcesów. Panowie nie dorastają do pięt mistrzowi... Nie mamy następców na razie. Lepiej jest w biathlonie kobiet, ale ostatnio bez sukcesów. Może pod okiem trenera z Norwegii Nowakowska, Gwizdoń, Hojnisz czy Guzik zaskoczą na Igrzyskach chociażby w sztafecie... Zobaczymy... Tu Tomek Sikora pokazał paniom, że można walczyć z najlepszymi. Panów jednak tak utalentowanych nie mamy...

   I na koniec o "Królowej Polskiego Sportu". Królem jak wiadomo jest Adam Małysz, ale mieliśmy i mamy też wielką mistrzynię w biegach narciarskich. Urodziła się nie w Alpach ani nie w Norwegi ani Szwecji, ale w Kasinie Wielkiej. Urodziła się, żeby być wielka. W dyscyplinie w Polsce w zasadzie oprócz Józefa Łuszczka bez historii. Tu rządzą Norwegowie, Szwedzi czy Finowie. I pojawiła się ona. "Zimorodek" z Polski!!! Zadziwiła świat, wprawiła w osłupienie Norwegów! Nazwana została "polskim koniem". Charakter, wola walki, walka do upadłego. Góralskie geny po prostu. Mieliśmy te seriale zimowe. Rano Justyna biła Norweżki, a po południu Adam latał na skoczniach. Piękne zimowe weekendy i polskie już legendy sportu, które wprawiały w zachwyt cały świat sportowy. Sprawiały, że bylismy dumni jako Polacy. Pokazywali, że wszystko jest możliwe... Ja oglądając Justynę Kowalczyk tak nabierałem energii, że potem wybiegałem na trening w mrozie czy śniegu. Ona mnie napędzała. Biegłem jak ona... Dołożyła cegiełkę do tego, że przebiegłem maraton i to nie raz. Też wydawało mi się to niemożliwe, a jednak... Dawała mi siłę do treningów właśnie zimą kiedy się nie chce z domu wyjść. Kształtowałem w tym mrozie i śniegu też swój charakter biegając po 10 km. Widziałem jak ona się męczyła, widziałem jak cierpi, widziałem jak ją bolą piszczele w stylu dowolnym. Nie oszukujmy się. Justyna nie jest technikiem. Jest niesamowicie wydolna i wytrzymała właśnie jak koń. Do stylu dowolnego potrzeba jednak techniki. Zawsze była surowa technicznie co pokazują zjazdy i brak tej koordynacji. Ona uwielbiała ciężkie trasy, dużo podbiegów. Im trudniej tym lepiej. Dużo się nauczyłem dzięki jej postawie. Im bardziej mnie bolało i były cięższe warunki tym więcej dawałem z siebie. Nie odpuszczałem jak ONA!!! Poznałem ból sportowca, walkę. Dlatego łatwiej jest mi pisać o sporcie. Wszystko poznałem na sobie, swojej psychice i organiźmie. Wiem jak jest ciężko, ile to wyrzeczeń, poświęcenia, ale potem jak przybiegasz na metę maratonu to tej radości nikt Ci nie odbierze. Tej wewnętrznej radości spełnienia... Wszystko boli jak cholera, nie czujesz nóg, a cieszysz się jak dzieciak:)) Osiągasz cel na który pracowałeś. Nikt Ci tego nie dał za darmo, nikt za Ciebie nie trenował, nie żywił się dobrze, nie regenerował. Nikomu nie musiałeś lizać tyłka, żeby coś dostać. Nie musiałeś iść w żadne układy. Tam stajesz na starcie tak jak Justyna i biegniesz ile sił w nogach i ciele... Nikt Ci nie pomoże. Bardzo się utożsamiałem z Kowalczyk. Też musiałem pokonać wiele przeciwności. Może nie takich jak Jurek Górski w triathlonie, ale też coś chciałem pokazać sobie. Pokazać, że mogę pokonać siebie! Justyna z racji, że też biega, ale na nartach była dla mnie wzorem. Może któregoś dnia powrzucam z mojej książki rozdziały... " TERAZ I NIE WIEM, CZYLI PRAWDA OBJAWIONA" pod pseudonimem RASPUTIN. Nie jest ona wydana, ale tam piszę o wszystkim, a nie tylko o sporcie jak tutaj przeważnie. Sport mnie jednak inspiruje i jest całym moim życiem i MIŁOŚCIĄ. Dał mi wiele...

   A Justynka? Pięć medali olimpijskich!!! Multimedalistka! Nie wiem czy ktoś ją przebije w historii. Zapisała się w niej złotymi zgłoskami. Najpierw Turyn 2006 i brąz na 30 km techniką dowolną... Wtedy jeszcze dawała radę tą techniką, ale z czasem było coraz gorzej z tymi piszczelami... A jak wiemy w weekend teraz zeszła nawet z trasy... Ach... Trzy medale w Vancouver w 2010 roku. To były piękne Igrzyska. Igrzyska naszych gwiazd. Adam Małysz i Justyna Kowalczyk. Z Vancouver tak jak i z Sochi wyjeżdzaliśmy z 6. medalami!!! Od 1924 roku do 2010 roku zdobyliśmy tych medali tylko 8... W dwóch poprzednich imprezach natomiast aż 12! Duża w tym zasługa właśnie Adama i Justyny. Ta dwójka dała nam 9 medali!!! To prawie połowa dorobku wszystkich olimpijczyków od 1924 roku!!! To pokazuje jakie legendy narodziły się w kraju nad Wisłą. W Vancouver oboje byli w swojej najwyższej formie w karierze. Fajnie to się zgrało, że w zasadzie jednocześnie zaczęli osiągać wielkie sukcesy. Adam już skończył 6 lat temu, a Justyna wciąż walczy... Teraz z różnym skutkiem...

    Ale co ona robiła w Vancouver... Tam liczyliśmy na złota Adama Małysza, ale mieliśmy dwa srebra, a Justyna zaczęła od razu od medalu w sprincie klasykiem! Od razu srebro na początek. Marzy o tym samym teraz w Pjonczang. Tylko, że stawka jest naprawdę silna i wyrównana. Coraz więcej młodych, szybkich, świetnych technicznie dziewczyn. I w Korei Południowej przed metą jest zjazd niestety, a Justyna nigdy nie lubiła zjazdów. Ona kocha, ale podbiegi. W Lillehammer w ten weekend to pokazała. Obawiam się, że jednak w Pjongczang będzie ciężko awansować do finału walcząc ze Szwedkami, Norweżkami, Finkami czy Amerykankami. A jak było w Kanadzie? Potem brąz w biegu łączonym. Ciekawe jest to, że takie same konkurencje i tymi samymi stylami będą w Korei Południowej tyle, że 8 lat później. Justyna chce powalczyć w sprincie, odpuścić bieg łączony, bo już przestała w zasadzie trenować łyżwę... Wie, że 8 lat później wszystko wygląda inaczej i zdaje sobie z tego sprawę jak będzie cholernie ciężko za dwa miesiące. Jak się nie uda w sprincie awansować do finału, bo myślę, że to będzie sukces to zostanie bieg maratoński na 30 km "klasykiem"... Kto wie czy nie zwieńczenie kariery naszej wielkiej biegaczki. Finisz z Bjoergen w Vancouver przeszedł do historii polskiego sportu!!! Jak ten Jóźwik krzyczał, darł się wniebogłosy i pewnie cała Polska. Musisz Justyna, musisz, jesteś lepsza!!! Kto wtedy nie płakał i się nie wzruszył? 30 km i morderczy finisz... Wtedy kiedy już nie masz sił, kiedy nogi nie są już świeże, ale zmęczone. Porównać to mogę z biegiem maratońskim... Pokonałem 5 maratonów w jednym roku kalendarzowym... I wiecie co??? Za każdym razem finiszowałem jak na 100 metrów jak Justyna w tym biegu... Groziło to kontuzją, zerwaniem ścięgien itd. Mięśnie, ścięgna, stawy na 42 kilometrze są tak zmęczone i zbite, że wtedy finisz wykonuje się wysiłkiem nadludzkim! To jest niesamowite. Pamiętam jak przybiegałem jako tysięczny zawodnik w połowie stawki! Dwie godziny za zwycięzcą. Nadal był jednak tłum kibiców. To był pierwszy mój maraton uliczny... Zobaczyłem tych ludzi i metę i wtedy zacząłem finiszować. Mijałem wszystkich tak szybko, że spiker mi kibicował. Ludzie zaczęli klaskać. Ja biegłem jakbym dopiero co zaczął bieg. Jakbym biegł na 100 metrów. Przy takim morderczym wysiłku grozi to kontuzją czy nawet omdleniem. Nie zważałem na to. Po prostu unosiłem się w powietrzu. I na koniec skok przez metę... Coś jak skoczek narciarski z telemarkiem... W końcu ukształtowały mnie jako człowieka sukcesy Adama i Justyny, czyli pary królewskiej!!! Czułem się zobowiązany w tych maratonach walczyć do końca jak Justyna i szybować na finiszach jak Adam na skoczniach!!! To zostało we mnie. Koledzy mówili za metą podczas gdy ja po finiszu mało nie zemdlałem i brało mnie na wymioty, że reszta po moim finiszu powinna już zejść z trasy. Oni oszaleli... Nie zdawałem sobie sprawy jak szybko biegłem na ostatnich 100 metrach, ale po reakcjach kolegów, kibiców i spikera czułem, że naprawdę pędzę. Dlatego wiem co czuła Justyna na tym finiszu. Wtedy nic nie czujesz, nie masz świadomości, odcinasz się. Jesteś tylko ty i te metry do mety. Nie ma nic innego... Dajesz z siebie wszystko i nie dbasz czy umrzesz czy upadniesz czy sobie czegoś nie zerwiesz. Wiesz, że to już Twój czas właśnie tu i teraz! Justyny był w Vancouver na 30 km klasykiem, a mój podczas maratonu w Dębnie.

   6 kwietnia 2014 roku, Dębno. Pierwszy maraton uliczny i rekord życiowy już potem nie pobity... 1272 miejsce. Numer startowy 2128. Marcin Jaskuła - KB Hermes Gryfino. Czas 4:11:11. Rocznik 1980... Można to wszystko sprawdzić. Mam sporo fotek z tego i nie tylko biegu, a jeszcze więcej wspomnień, wzruszeń, doznań.

   To był najbardziej pamiętny bieg Justyny, a w zasadzie finisz. Ja zawsze swoje biegi zaczynałem wolniej czy to 10 km, czy półmaraton czy maraton. Siłę pokazywałem dopiero od połowy dystansu. A z wątroby dawałem wszystko na finiszach. Wiadomo, że najtrudniejsze były te maratonach kiedy już nie czujesz nic. Już nawet bólu nie czujesz... Ten finisz Kowalczyk zapamiętają wszyscy co to oglądali. Tak jak mój w Dębnie spiker, kibice czy koledzy z drużyny... Niezapomniane chwile. Mam je utrwalone na zdjęciach. Byłem w tak wielkiej formie w 2014 roku jak Justyna w Vancouver. I też wiem jak ona jak upływa czas, że to już nie jest to samo... Życzę jej medalu na Igrzyskach. Zdaje się, że mam na swoim blogu tekst o Justynie. Jeden z piękniejszych, które napisałem w życiu. Może też kilka zamieszczę tu ze strony ig24.pl. Tam można znaleźć moje teksty z zapasów i saneczkarstwa, które pisałem dla tego portalu przez pół roku. Te dyscypliny to nie mój konik, ale wakat był tylko na nie. Może kilka też tu wrzucę na bloga. Polecam jednak tekst o Justynie. Tam podsumowałem jej karierę i moje przeżycia i wspomnienia związane z nią. Czy da radę w Korei Południowej??? Chodzi oczywiście o medal. Myślę, że większe szanse ma na 30 km klasykiem. Gorzej będzie jak ten bieg nie rozerwie stawki, bo podobno trasa nie jest pod Justynę. Jest techniczna i łatwa. Jak wpadnie więcej rywalek na metę to Justyna w sprincie może nie mieć szans... Nie jest tak szybka i nigdy nie była. To nie jej predyspozycje...

   Klasę pokazała jednak w Soczi. Przygotowywała się na jeden bieg w zasadzie. Koronna konkurencja, czyli 10 km klasykiem. Dystans na którym odnosiła największe sukcesy. Chciała pokazać, że może być najlepsza też na Igrzyskach na tym dystansie. I dała radę. Było piekielnie ciężko, ale warunki dla niej idealne. Kopny śnieg, ciężkie warunki. Ktoś na górze czuwał, aby w tym dniu decydowała wielka siła konia, a nie technika. Tak też było. Okazało się, że Kowalczyk biegła z pękniętą stopą!!! Wygrała ze wszystkimi i to jej chyba największe zwycięstwo w karierze. Było ich bez liku, był ten finisz w Vancouver na 30 km, ale w Sochi musiała walczyć z kontuzją. Nikt o tym nie wiedział. Dopiero po biegu okazało się jakie potężne problemy miała Polka. Wygrała bez stopy... Mi się kojarzy to z wyczynem Petry Majdic, która wywróciła się na rozgrzewce przed sprintem, a potem obolała zdobyła medal!!! Justyna wykazała się potworną siłą i wolą walki. Niestety po Sochi to już nie wygląda tak optymistycznie. W tamtym sezonie przygotowywała się tylko na jeden bieg na mistrzostwach świata na 10 km klasykiem... Była dopiero ósma... Coś się kończy. Ona będzie biegać, ale w maratonach narciarskich, a Pjongczang i ten sezon może być jej ostatnim w karierze. Potem może będzie się pojawiać na Pucharach Świata na poszczególnych biegach klasykiem. Tyle, że to w ramach treningu. Będzie propagować tę dyscyplinę. Może zostanie dziennikarką... Adam jest dyrektorem sportowym PZN. W skokach wszystko jest tak jak powinno być. W biegach po odejściu Justyny zostanie czeluść... Będziemy mówić o miejscach  w czwartej czy piątej dziesiątce naszych panów i pań.

   Reasumując to na 20 medali aż 9 zdobyła nasz para królewska Justyna i Adam. Swoje wnieśli też łyżwiarze szybcy i łyżwiarki. Dwa złota zdobył Kamil Stoch. Od 2002 roku zaczęliśmy seryjnie zdobywać medale na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich, a z ostatnich dwóch polska reprezentacja przywiozła aż 12 medali!!! Tyle, że Adam już nie skacze, a Justyna jest blisko zakończenia kariery. Czy możemy liczyć na złote medale w Pjongczang??? Mamy w dorobku takich sześć. Czy to dużo czy mało? Myślę, że patrząc na dyscypliny zimowe to od 2002 roku mamy tych medali naprawdę sporo. Wszystko dzięki Małyszowi i Kowalczyk w zasadzie. Rozkręcili zainteresowanie sportami zimowymi w naszym kraju. Rozpalili nas zimą. Czy będzie znów sześć medali w Korei Południowej? W letnich Igrzyskach zdobywamy po 10 albo jak ostatnio 11. Taka magiczna liczba. W zimowych ostatnio ta liczba to 6... Będzie jednak niezwykle trudno za dwa miesiące...

 

NA KOGO LICZYMY W PJONGCZANG?

 

   Wszyscy wiemy, że na skoczków narciarskich. Mamy czwórkę równych zawodników z których każdy może stanąć na podium w konkursie indywidualnym. Najbardziej liczymy na Kamila Stocha. On przecież ma już dwa złota olimpijskie, a w tamtym sezonie wygrał Turniej Czterech Skoczni i zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Odbudował się w końcu po Sochi pod wodzą Horngachera i odzyskał radość ze skakania. Maciej Kot, który od lat jest uważany za talent w końcu zaczął stawać na podium i wygrywać konkursy Pucharu Świata. Dojrzał jako skoczek narciarski. Piotr Żyła zdobył medal w tamtym roku w Lahti indywidualnie. Wszyscy trzej panowie o mały włos nie zajęli całego podium na Turnieju Czterech Skoczni. Jest jeszcze Dawid Kubacki, który jest mistrzem skakania w lecie, ale zimą tego nie potwierdza. Może on w końcu się przełamie i tej zimy zaskoczy. Oczywiście najwięszka siła to drużyna! Mistrzowie świata! Na dodatek nie schodzą z podium w zawodach drużynowych w Pucharze Świata. Chyba, że ktoś dyskwalifikuje Żyłę za kombinezon... Tak czy owak doczekaliśmy się drużyny na miarę medalu olimpijskiego. Takiego krążka za czasów Małysza nie zdobyliśmy. Za czasów Stocha jest na to wielka szansa. Nawet na złoty medal!!! A indywidualnie? Wszystko się może zdarzyć. Zadecyduje dyspozycja dnia, a każdego z tej czwórki stać na medal indywidualnie. W tamtym sezonie tylko Żyła zdobył medal w Lahti indywidualnie. Liczyliśmy na dużo więcej... Miejsca w ścisłej czołówce oczywiście i Stocha i Kota, ale liczyliśmy nawet na kilka medali indywidualnie i w drużynie. Tak silnej i wyrównanej drużyny nie mieliśmy nigdy w historii. Czas dla nich na wejście do historii polskiego olimpizmu. Myślę, że jeden medal drużynowo i nie złoty to będzie odbierane jednak jako lekką porażkę. Na razie skaczą równo, ale bez błysku w PŚ. Forma ma wybuchnąć za dwa miesiące. Pamiętam jak Małysz właśnie tak skakał bez iskry, a potem odpalał na mistrzostwach świata czy w Predazzo czy Sapporo...

   Kto dalej oprócz skoczków? Przecież sześciu medali to oni nie zdobędą. Bardzo byśmy chcieli bo teoretycznie mogą nawet siedem zdobyć, ale przecież są też silni piekielnie Niemcy i Norwegowie, zaskakujący Japończycy, Austriacy czy Słoweńcy... Kandydatów do podium indywidualnie jest naprawdę wielu. A co zrobi Justyna Kowalczyk? Ona nie zeszła ze sceny niepokonana jak Małysz. Tyle, że ona kocha swoje "nartki". Adam jak wielki mistrz postanowił zakończyć jak był w formie. Nie chciał rozmieniać się na drobne jak Ahonen. A Justyna? Widać, że to już nie to i że brakuje do tej czołówki, ale wielkiej mistrzyni nie można skreślać nigdy. Ona nawet wznosi się na wyżyny z pękniętą stopą! Będzie jej jednak tak ciężko jak nigdy w karierze zdobyć medal. Mało procent szans na to daję. Musiałby się zdarzyć cud... Upadki jakieś w sprincie, dyskwalifikacje, a na 30 km oderwanie się z dwójką zawodniczek i rozdanie medali między siebie...

   A co w łyżwiarstwie szybkim? Mamy w końcu kryty tor o co apelował komentator Piotr Dębowski z transmisji w Sochi. Przecież tam zdobyliśmy aż trzy medale, a łyżwiarze nie mają gdzie trenować! Od tego sezonu to się zmieni i oby pojawiały się kolejne talenty. Dobrze, że pojawiła się taka konkurencja jak wyścig drużynowy, bo okazało się, że mamy wyrównane składy u mężczyzn i kobiet. Na dodatek wystarczy wygrać dwa biegi, żeby zdobyć medal olimpijski. Trudniej się zakwalifikować z czym problem mają nasi łyżwiarze w tym sezonie... Oby to się udało w Lake Placid, bo tam będzie ostatnia szansa na to. Inaczej nie będą mogli bronić brązowego medalu z Sochi. Drużyna pań jest w lepszej sytuacji. Mają prawie pewny awans. One spróbują po raz trzeci zdobyć medal olimpijski, ale teraz będzie bardzo trudno. Reprezentacje postawiły na tę konkurencję i jest więcej silnych zespołów. Oczywiście mogą się zdarzyć upadki np. Indywidualnie liczymy na wyścigi na 1500 metrów. Przy obecnej dyspozycji miejsce w ósemce będzie sukcesem. Stety łyżwiarstwo szybkie dało nam aż cztery medale przez ostatnie osiem lat i sześć w historii, ale niestety mają oni pecha do koszmarnych kontuzji... Szkoda nawet przypominać zderzenie z traktorem np. Oprócz polskiej konkurencji, czyli 1500 metrów będzie też 500 metrów z "królem" Arturem Wasiem. To jest największa szansa na medal indywidualnie. Tutaj ważą się setne części sekundy i trzeba pojechać świetnie techicznie. Waś ma w tym sezonie z tym kłopot, ale może wyjdą mu takie biegi w Pjongczang jak wyszedł Bródce w Sochi. Stać go na medal niewątpliwie, ale stawka jest piekielnie mocna i wyrównana.

   Bródka jest po kontuzji i widać, że to nie ta forma jeszcze. Niedźwiecki mówi, że jest najlepiej przygotowany do sezonu w całej swojej karierze, ale co to da indywidualnie na 1500 metrów? Medalu raczej nie. Za daleko ma do tego i Bródka i Konrad i Szymański. Bliżej ma Waś. U kobiet natomiast może najbardziej doświadczona Kasia Bachleda-Curuś coś zaskoczy. Była już czwarta na 1500 metrów w tym sezonie PŚ. Tutaj wynik w ósemce to też będzie sukces tak jak i Złotkowskiej czy Woźniak czy Czerwonki. Niby najmocniejsza ma być Natalia Czerwonka, ale na razie tego nie widać. Czy może się okazać, że łyżwiarstwo szybkie nie da żadnego medalu? Pewnie, że tak, ale ważne jest, że swoimi sukcesami napędzili dyscyplinę, że mamy w końcu kryty piękny tor w Tomaszowie Mazowieckim i tam może rozwijać się i trenować młodzież. Oni zastąpią doświadczone koleżanki i kolegów, którzy swoją determinacją doszli do sukcesów olimpijskich. Już jest jakaś juniorka, która pobiła rekord Polski juniorów więc idą młode talenty. Sporo zawodników i zawodniczek startuje na Pucharach Świata w grupie B. Fajnie się to rozwija...

   W skokach pod wodzą Małysza i Tajnera jest wszystko tak poukładane jak w reprezentacji Polski w piłce nożnej. W łyżwiarstwie szybkim też wszystko idzie ku lepszemu. Gorzej jest w narciarstwie klasycznym. Nie widać zdolnej młodzieży w tej dyscyplinie. Jest to bardzo wymagająca dyscyplina i po odejściu Justyny będzie ciężko to oglądać zwykłemu kibicowi. Oprócz oczywiście pasjonatów sportu. Biegi mogą trochę zginąć w Polsce...

   Czas na biathlon... Tamten sezon był fatalny. Pod wodzą Tomka Sikory coś nie poszło i nie zagrało. Mamy przecież doświadczoną Magdalenę Gwizdoń. Ona tak jak Tomek stawała na podium zawodów Pucharu Świata. Mamy Krystynę Pałkę, a teraz Guzik, która również miała swoje momenty chwały. To wicemistrzyni świata z 2013 roku z biegu pościgowego. Bardzo doświadczona zawodniczka tak jak Gwizdoń. Jest Weronika Nowakowska, która na Igrzyskach otarła się o medal... Ten jeden strzał niecelny zadecydował. Ona wraca po dwóch latach przerwy do sportu. Jest też Monika Hojnisz, którą uważa się za wielki talent. O panach nie wspomnę, bo jedynym sukcesem jest chyba ślub Grzegorza Guzika z Krystyną Pałką i medal w mistrzostwach Europy w sztafecie mieszanej parami. Nowa konkurencja. Zawsze liczyliśmy u pań na medal w sztafecie i może coś indywidualnie. Tamten sezon był jednak fatalny. Ten zaczął się w miarę dobrze. Na razie nie ma co jednak myśleć o wielkich sukcesach. W najlepszej formie jest wydaje się Nowakowska, która miała dwa lata przerwy. Krystyna Guzik już chyba najlepsze ma za sobą, Gwizdoń walczy ile może odkąd pamiętam i oglądam biathlon. Paniom wieku się nie wypomina, ale co będzie po Pjongczang? Zostanie sama Monika Hojnisz? Ona jest najmłodsza, ale coś ostatnio zawodzi. Może jeszcze zaskoczy. Medal biathlonu w Korei Południowej byłby cudem... Indywidualnie sukcesem będzie miejsce w ósemce którejkolwiek z naszych obojętnie w której konkurencji. W sztafecie miejsce w szóstce będzie sukcesem. W biathlonie oczywiście wszystko się może zdarzyć i nie takie cuda biathlon widział. Strzelanie na zero w biegu indywidualnym na 15 km, przyzwoity bieg i może być nawet medal. Ale czy nasze panie stać na to? Trenerem kadry jest Norweg więc poczekajmy... Może on coś zmieni i dotrze do naszych pań...

    Gdzie jeszcze będziemy mieli naszych reprezentantów? Oczywiście w short tracku i tu również miejsce w ósemce czy finale będzie ogromnym sukcesem. W narciarstwie alpejskim cudem będzie miejsce w trzydziestce. Mamy dwójkę świetną w saneczkarstwie. Ja liczę na Chmielewskiego i Kowalewskiego. Mają szansę nawet na ósemkę. Do tego szansa nawet na szóstkę jest w sztafecie. Bobsleiści ostatnio wygrali zawody Pucharu Europy pierwszy raz w historii.

   W łyżwiarstwie figurowym będzie zdaje się jedna para taneczna. Jest jeszcze skicross i nasza Riemen. Jest snowboard, ale nie wiem kogo tu mamy. Jest skeleton i curling. Nie przychodzi mi na razie do głowy gdzie jeszcze można liczyć na miejsca w dziesiątce chociażby.

   Sześć medali to będzie jeszcze większy sukces niż w Vancouver i Sochi. Nie liczę na to osobiście. Myślę, że będzie mniej niż sześć. Tak to wygląda na starcie tej zimy i na wynikach w Pucharze Świata. Zostało jeszcze dwa miesiące. Najbardziej jednak trzeba liczyć na skoczków w drużynie, a kto jeszcze zawojuje Igrzyska i sprawi miłą niespodziankę to będzie tylko na plus. Najpewniejszy na teraz jest medal drużyny skoczków. Także stawiam na to, że jeden przywieziemy, a przecież mieliśmy sporo Igrzysk Zimowych bez medalu. A i pamiętajmy, że nie będzie tylu Rosjan! Będzie łatwiej dla naszych też...

 

  

LOSOWANIA GRUP NAJWAŻNIEJSZYCH TURNIEJÓW DRUŻYNOWYCH...

Autor: rasmarsom | Kategorie: Sport
Tagi: mundial rosja 2018, piłka nożna, piłka ręczna mś kobiet, siatkówka
04. grudnia 2017 18:48:00

   Jak Polska długa i szeroka wszyscy komentują losowanie grup do przyszłorocznych Mistrzostw Świata w Rosji w piłce nożnej. Nie jest to ani grupa marzeń ani grupa śmierci. Jest to jednak bardzo silna grupa, bo wyrównana. Każdy z każdym może wygrać. Niektórzy dobrze określają tę grupę jako pułapkę. Niby nie ma tuzow światowego futbolu, nie ma wyraźnego faworyta, ale też nie ma outsidera jak Arabia Saudyjska czy Panama. Losowanie jednak to jedna sprawa, a druga to forma drużyny. Wszyscy podkreślają, że na EURO Polska miała świetne losowanie i to się zgadza. W fazie pucharowej trafiliśmy na Szwajcarów, a na mundialu w Rosji trafimy albo na Belgię albo Anglię! To nie było dobre losowanie... Ostatnio też zostały rozlosowane grupy siatkarskich Mistrzostw Świata gdzie Polacy bronią tytułu. Tutaj było wymarzone! Piłkarki ręczne na Mistrzostwach Świata losowały nie najlepiej... Dlatego, że wyrównana grupa tylko z jednym słabeuszem. Lepiej trafić na jedną potęgę i dwie słabsze drużyny niż na grupę bez wyraźnego faworyta. I tak już widzimy tę reprezentację w ćwierćfinale MŚ, ale po losowaniu wydaje mi się, że hurraoptymizmu nie ma. Pamiętajmy też, że EURO to jednak nie Mistrzostwa Świata! Przecież na EURO z grupy wychodziły nawet trzy drużyny! Wystarczyło mieć trzy remisy w grupie, żeby awansować do fazy pucharowej! Wiadomo, że mistrzostwa tak naprawdę zaczynają się dopiero w fazie pucharowej, bo tu już nie ma miejsca na pomyłki...

 

CZY TO BYŁO DOBRE LOSOWANIE DLA KADRY NAWAŁKI?

 

   Myślę o tym od piątku i dochodzę do wniosku, że to nie było dobre losowanie. Wolałbym trafić do grupy obok zamiast Belgów. Dlatego, że tam są Anglicy i dwie słabsze reprezentacje, czyli Tunezja i Panama. Hiszpanie i Portugalczycy też mają w grupie słabszych rywali. Najgorzej trafili Niemcy, bo i na Szwedów i Meksyk oraz Koreę Południową. Grupa z Argentyną i Nigerią też jest bardzo silna i wyrównana. Większość jest jednak taka, że wyraźnie widać dwie ekipy, które powinny wyjść z grupy. Również Rosjanie losowali bardzo dobrze. U nas w grupie nie ma niestety zdecydowanego outsidera, czy kopciuszka jak Peru, Panama czy Arabia Saudyjska. Każdy mecz będzie bardzo trudny. Każdy rywal jest z innej strefy. Nie ma żadnego europejskiego zespołu, a przecież to są inne style gry. Na dodatek nie gramy na codzień z rywalami z Azji, Afryki czy Ameryki Południowej. Mieliśmy przykład meczów towarzyskich z Urugwajem i Meksykiem i widać było, że ten styl nam nie leży... Tyle, że już coś wiemy. Wiemy, że z Kolumbią będzie ciężko i dla mnie to jest faworyt tej grupy. Oni zagrają pierwsze spotkanie z Japonią. Drużyna z Azji wydaje się najsłabsza w grupie. Przecież zespoły azjatyckie rzadko wychodzą z grupy na Mistrzostwach Świata. Oczywiście poza mistrzostwami w Korei i Japonii... To było w 2002 roku. Pamiętamy co sędziowie drukowali dla gospodarzy... Drużyny afrykańskie natomiast potrafią sprawić niespodziankę, a nawet sensację. Często zdarza się, że są czarnym koniem turnieju jak Wybrzeże Kości Słoniowej, Senegal, Nigeria czy Ghana. Wnoszą sporo kolorytu zawsze do mundialu. Polska trafiła na Senegal i najgorsze jest to, że gramy z nimi już pierwsze spotkanie. Wolałbym najpierw zagrać z Japonią. Dlatego, że pamiętam co zrobił Senegal z Francją na meczu otwarcia w 1998 roku... Drugi mecz gramy z Kolumbią i oby to nie był mecz o wszystko znów. Tym bardziej jak Kolumbia ogra Japonię. Myślę, że kibice pamiętają co robiła Kolumbia na poprzednich MŚ. Może się okazać, że mecz z Japonią będzie o pietruszkę. Obym się mylił...

   Bardzo się obawiam tej grupy dlatego, że Senegal to drużyna, która jest silna. Świetni technicznie, szybcy, przebojowi, nieprzewidywalni. Będą robić z przodu swoją niekonwencjalnością sporo szumu. Na dodatek to silni fizycznie zawodnicy. Ciężko ich przepchnąć. Jak widzę jak gra np. Mane z Liverpoolu, który gra genialnie z kontry to już się obawiam o naszą obronę. Pamiętajmy też, że pierwszy mecz gramy o 14 godzinie... Nie wiadomo jakie będą warunki czy wilgotność, a wiadomo, że dla drużyn afrykańskich gorący klimat to nie problem. My wolimy grać wieczorem przy sztucznym oświetleniu. Są też jednak pozytywy. Zagramy na stadionie Spartaka Moskwa. Barwy Spartaka to czerwień i biel więc nasi piłkarze będą się czuli jak w domu. Trzeba będzie bardzo uważać w obronie i nie tracić głupich piłek. Duża rola będzie pomocników w tym spotkaniu. Jak się damy zdominować to jest po nas. Drużyny afrykańskie też rozkręcają się jak im idzie. Gorzej jak nie idzie to wtedy wkrada się nerwowość, kłotnie w zespole. Ważne tu będzie kto strzeli pierwszy bramkę. Mecz z pewnością nie zakończy się bezbramkowym remisem... Dodam, że na EURO 2016, czyli najlepszym turnieju naszej reprezentacji od wielu lat graliśmy pierwsze spotkanie z Irlandią Północną! Oni nam krzywdy w ataku nie mogli zrobić. Tu trzeba było uważać na stałe fragmenty gry i grę w powietrzu. Senegal zagra z pewnością ofensywnie. Dawno ich nie było na Mistrzostwach Świata tak jak i naszych piłkarzy. Ostatni raz grali na mundialu w 1998 roku. Więc czekali na występ bardzo długo. Tak jak nasza reprezentacja, która grała w 1986 roku, a potem dopiero w 2002! Więc ten zespół też się naczekał na występ, a pamiętajmy, że w 1998 roku dotarli do ćwierćfinału i odpadli po dogrywce! Tak jak nasza reprezentacja po karnych z Portugalią na EURO. Ważne jest, żeby pierwszego spotkania nie przegrać, ale to nie jest jednak Irlandia Północna czy Grecja na EURO 2012... Z całym szacunkiem dla tych zespołów to jednak Senegal wydaje się silniejszy. Taktycznie będzie się ciężko na ten mecz przygotować. Dlatego, że Senegalczycy lubią pojedynki jeden na jeden. Ciężko będzie ich zatrzymać nawet taktyką 4-5-1... Trzeba będzie liczyć, że będą luki w ich defensywie i sporo miejsca, które wykorzystamy szybkim atakiem. Może szybko strzelona bramka będzie na wagę złota. Spotkania w eliminacjach potrafiliśmy świetnie rozpoczynać i zaskakiwać rywala. Z pewnością mecz będzie ciekawy i nie ma tutaj faworyta.

   Potem zagramy z Kolumbią. Rywal z Ameryki Południowej i wydaje mi sie, że silniejszy niż Urugwaj. Bardzo kreatywni zawodnicy w pomocy i ataku będą siać zamieszanie. Również solidna defensywa. Ten zespół traci mało bramek... Nasz natomiast w eliminacjach tracił za dużo więc czekamy na formę z EURO 2016. Tam graliśmy koncertowo w defensywie. Dla mnie Kolumbia to cichy faworyt tej grupy. Na dodatek pamiętają jak grali cztery lata temu więc są doświadczeni. Grali tak świetnie jak nasza kadra na EURO 2016. Z pewnością będą chcieli pokazać, że Ameryka Południowa to nie tylko Argentyna i Brazylia. Urugwaj już to udowadniał w historii. W tym spotkaniu nie będziemy mieć wiele szans bramkowych, a każdą trzeba będzie wykorzystać. W tym głowa i noga Lewandowskiego... Boję się też, że Kolumbia wygra pierwsze spotkanie z Japonią. Natomiast nasi np. przy remisie z Senegalem będą mieli większą presję wyniku. Nie mówię o porażce, bo to może zamknąć nam te mistrzostwa. I zagramy na szczęście o 20.

   A co z Japonią? Mówi się, że to najsłabszy rywal tej grupy. Wiemy, że drużyny z Afryki potrafią namieszać. Zawsze się znajdzie jakaś jedna drużyna, która staje się czarnym koniem turnieju. Oby to nie był Senegal... Drużyny z Ameryki Południowej wychodzą z grup na mistrzostwach świata, ale już te z Azji niekoniecznie. Nie wiem czy lepsza by była Korea Południowa, ale myślę, że tak. Japonia to zawodnicy z Bundesligi, czyli wybiegani i waleczni. Bardzo zdyscyplinowani taktycznie. Pamiętamy przecież Koreańców z 2002 roku. Oni byli wszędzie. Tacy mali, a latali jak perszingi. Dla mnie Japonia grała lepiej w 2002 roku niż Korea Południowa. Tak czy owak to będzie spotkanie w Wołgogradzie i oby nie było meczem o honor. Pora spotkania też nie najszczęśliwsza, bo 16.

  Reasumując jest to grupa "pułapka". Wszystko się może tutaj zdarzyć. Nie ma wyraźnego faworyta i pewnie każdy rywal się cieszy, że z pierwszego koszyka trafił na Polskę. Będzie bardzo ciekawie i to już jest wyzwanie dla kadry Nawałki. Podstawowa jedenastka ma średnią wieku 28 lat. Jest to ósma najstarsza kadra na mistrzostwach świata spośród 32 uczestników! To mówi tyle, że dla tej generacji to mogą być pierwsze i ostatnie mistrzostwa świata. Tak jak dla Błaszczykowskiego np. Brakuje tego sukcesu na mundialu jakim będzie wyjście z grupy. Apetyty się wyostrzyły po dwóch świetnych eliminacjach i występie na EURO 2016. Na dodatek "żelazna jedenastka" gra już długo ze sobą, są zaprawieni w bojach, mają charakter i pewność siebie. Zdobyli już niezbędne doświadczenie na wielkim turnieju. Selekcjoner Nawałka wie co robi i udowodnił, że potrafi świetnie przygotować drużynę. Był już jako piłkarz na Mistrzostwach Świata, a teraz zadebiutuje jako trener na tej imprezie. Lewandowski też już młody nie jest i teraz jest w szczycie formy. Trzeba to wykorzystać. Wiemy, że bez niego ani rusz... Na całe szczęście nauczyliśmy się już, żeby nie pompować balonika. Ważne będzie przygotowanie fizyczne i taktyczne do meczów. Ważny będzie dobór rywali w meczach towarzyskich w marcu i czerwcu. Sztab już pracuje nad tym. Zagranie z Nigerią i Koreą Południową dużo nam pokaże. Styl południowoamerykański już poznaliśmy. Czas na inne egzotyczne. Wiemy też, że jak zacznie się Liga Narodów to w zasadzie nie będzie mozliwości gry meczów towarzyskich. Z drużynami z innych stref drużyny europejskie będą grać tylko na mundialach jak projekt Ligi Narodów się przyjmie.

   Więc teraz dużo pracy ma sztab, żeby obserwować naszych rywali. Wierzę Nawałce od początku jego pracy i myślę, że ten zespół wie na co go stać i świetnie się przygotuje do turnieju życia. Piłkarze zdają sobie sprawę, że na mundial jest ciężko awansować i można tam zagrać być może tylko raz w życiu. Ten turniej to ich czas. Jestem spokojny o przygotowanie mentalne i kondycyjne. W tej kadrze dzięki też PZPN-owi wszystko gra. Zbyszek Boniek jako prezes robi świetną robotę. Także nie ma co się bać tylko przygotować się jak najlepiej i grać swoje taktyką 4-4-2. A jak będzie to pokaże czerwiec 2018 roku.

 

JAK TO BYŁO W HISTORII Z LOSOWANIAMI WAŻNYCH IMPREZ?

 

   Bywało różnie. Ja pamiętam jako kibic 2002 i 2006 rok. Był hurraoptymizm po losowaniach. Korea Południowa, USA i Portugalia. Wychodzimy na luzie z tej grupy. Przecież selekcjoner Engel mówił, że jedziemy po mistrzostwo świata. A jak było? Taktyka kopania piłek do Kałużnego, który miał zgrywać piłki nie zdała egzaminu... Koreańce byli wszędzie. Zaskoczyli nas mobilnością. I cóż... Mecz otwarcia, mecz o wszystko z Portugalią i Pauleta... Potem spotkanie z USA o honor. W tych spotkaniach nie zawodzimy na mundialach jak już nie ma o co grać...

   Na szczęście nastał rok 2006 i znów euforia. Mamy Ekwador, Niemcy i Kostarykę. Wychodzimy obok Niemców z grupy! Na dodatek gramy z Ekwadorem towarzysko i wygrywamy gładko. Niestety strzelają nam bramkę z autu... Ten patent opanowali do perfekcji piłkarze Arki Gdynia w naszej ekstraklasie. Porażka z Ekwadorem, potem z Niemcami i koniec marzeń o wyjściu z grupy na mundialu... Mecz o honor wygrany z Kostaryką. Mam nadzieję, że kolejnego zwycięstwa o honor z Japonią nie będzie. Z tego okresu kojarzy się jeszcze porażka towarzyska z Kolumbią przed wyjazdem na mundial. Te ostatnie mecze towarzyskie przed mundialem nam nie szły. Dlatego przed Rosją zagramy z Litwą... Żeby było lekko, łatwo i przyjemnie. To zdało egzamin przed EURO 2016. Zgrupowania też będą w tych samych miejscach. Nie zmienia się tego co dało sukces na EURO, czyli pobytu w Juracie oraz zwycięskiego, sprawdzonego składu.

    Nie można pierwszego spotkania przegrać na ważnym turnieju. Na EURO mieliśmy raz Austrię, Niemcy i Chorwację. Nie daliśmy rady. Raz sławna grupa "śmiechu", czyli Grecja, Czechy i Rosja na EURO 2012... Też się nie udało... Udawało się wyjść z grupy lata temu... Niech wrócą lata 1974-1986. Marzymy o tym wszyscy. Przypomnę jeszcze, że EURO 2016 miało po raz pierwszy 24 drużyny! Po pierwszej fazie grupowej odpadało tylko 8 ekip! Wystarczyło w zasadzie wygrać tylko jedno spotkanie w tej formule...

   Czas wyjść z grupy po raz pierwszy w 21 wieku! Tę drużynę stać na to. Ma wszystko co potrzeba. W 1/8 finału możemy trafić na Anglię albo Belgię. Nie wiem, który rywal łatwiejszy. Anglicy dawno nic nie zdziałali. Świetni w eliminacjach, a na mundialu coś nie idzie zawsze. Mają jednak świetne pokolenie piłkarzy! Ten rok należał do nich! Triumfy w mistrzowskich imprezach niższych kategorii wiekowych pokazały, że mają silną młodzież. Przyszłość należy do nich. Natomiast Belgia ma najlepsze pokolenie piłkarzy od bardzo wielu lat. Tam liczą na półfinał jak nie na finał. Na EURO odpadli w ćwierćfinale z Walią... Czas na rewanż w Rosji... W fazie pucharowej wszystko się może zdarzyć. Ja się obawiam, że w naszej grupie stracimy sporo sił. Myślę, że i Belgowie i Anglicy będą mieli łatwiej, a w tak długim turnieju to przewaga... To tyle gdybania na razie. Przez pół roku to będzie jeden z głównych tematów w polskim sporcie co może się zdarzyć. Wszystko pokaże jednak boisko, a nie przewidywania...

 

SIATKARZE LOSOWALI ZA TO ŚWIETNIE!

 

   W przyszłym roku będzie jeszcze jeden mundial, ale siatkarski! Polacy bronią tytułu. Niestety ostatnie dwa lata to pasmo niepowodzeń... Kolejny ćwierćfinał na Igrzyskach i kolejna porażka! Kadrę objął De Giorgi... I EURO w Polsce to była klapa... Coś nam te mistrzostwa w naszym kraju nie wychodzą. EURO 2012 piłkarzy, piłkarze ręczni też zawiedli, piłkarze U-21 też i teraz siatkarze... Niestety w tym zespole nic nie grało. Liga Światowa była fatalna. Forma miała przyjść na EURO. Nie przyszła... Słoweńcy znów nas ograli... Serbowie nie przestraszyli się Narodowego i szybko się emocje skończyły. De Giorgi stracił funkcję selekcjonera. Nie poradził sobie po prostu. Źle ich przygotował. Jakby nie byli sobą. Gdzie te mecze pod wodzą Lozano czy Castellaniego czy Antigi. Ten Giorgi wyglądał jakby nic nie dochodziło do niego, jakby był nieobecny na meczu... Inaczej się prowadzi drużynę klubową, a inaczej reprezentację... Jak przygotować ekipę do najważniejszej imprezy pokazał trener Rosjan. Ich forma rosła. Z każdym spotkaniem w Lidze Światowej byli coraz lepsi i wygrali EURO w Polsce... Nasz kadra była jakaś nijaka... Początek w Lidze Światowej dobry, a potem spadek formy i już jej nie odzyskali ciężkimi treningami... Mieli złapać świeżość na EURO, ale jednak byli dalej zmęczeni sobą i selekcjonerem. Teraz czekamy na nowego, ale grupa na mistrzostwach świata jest bardzo dobra! Iran, Portoryko, Bułgaria, Finlandia, Kuba! Grupa cudo! Trzeba to wykorzystać i zająć pierwsze miejsce. Nie ma żadnej potęgi. Portoryko to outsider, Kuba też nie gra rewelacyjnie, Finlandia jest słaba. Iran potrafi nam napsuć krwi, a Bułgaria to gospodarz, ale to zespół walczący, ale bardzo chimeryczny... Już wiadomo, że ktoś z trójki : Rosja, USA, Serbia nie wyjdzie z grupy! Będzie się tam działo... Wykrwawią się tam, a my mamy spokojnie tę grupę wygrać. W końcu jesteśmy mistrzami świata!

 

A JAK TO WYGLĄDA Z NASZYMI PIŁKARKAMI RĘCZNYMI?

 

   Cóż... Dostały dziką kartę na ten turniej. Grupa jest bardzo wymagająca. Norweżki to mistrzynie świata. Do tego groźne Czeszki, Węgierki i Szwedki. Tylko jeden "chłopiec" do bicia... Argentyna. Wiadomo, że piłka ręczna to Europa. W tej grupie jest aż pięć zespołów z naszego kontynentu. Jedna pożegna się z mistrzostwami obok Argentyny. Polki dwa razy grały w półfinale mistrzostw świata, ale teraz ta drużyna jest młoda i niedoświadczona. Achruk, Grzyb czy Kudłacz to liderki. Zwycięstwo nieoczekiwane ze Szwedkami, ale zaraz porażka z Czeszkami... Szkoda, że po tym spotkaniu nasze panie nie zagrały z Argentyną. Czeszki miały tę przewagę, że z Argentynkami się nie zmęczyły. Nasze niestety po szalonym meczu ze Szwecją zgasły w drugiej połowie. Odcięło im koncentrację i prąd. Przed nimi mecz z Norwegią i ciężko szukać pozytywów. Potem czekają Węgierki... To może być mecz  wyjście z grupy, bo sytuacja do końca będzie bardzo ciekawa i emocjonująca. Nasze dziewczyny na dwóch poprzednich mistrzostwach świata rozkręcały się dopiero w fazie pucharowej. Mecze w grupie były przeważnie słabe. Tyle, że wtedy selekcjonerem był Rasmussen... Teraz prowadzi Węgierki i to będzie mecz z podtekstami. Wydają się nasze świetnie przygotowane co pokazały sparingi przed mundialem. Mecz ze Szwedkami też świetnie wytrzymały. Jest pomysł na grę, realizacja. Grają szybko, dynamicznie, przebojowo. Różnorodność ataku, ale w obronie nie jest za dobrze, a mecze w piłce ręcznej wygrywa się obroną... Ze Szwedami wygrały, bo wychodziło wszystko. Oby to nie był najlepszy mecz w tym turnieju... Szwedki za to zagrały najgorszy. Im nie wychodziło nic, a nic. Nam pomagały słupki, poprzeczki i pusta bramka... Potem fatalny mecz z Czeszkami w drugiej połowie... To przypominało mi mecze Vive i Orlenu w tegorocznej Lidze Mistrzów niestety... Polska piłka ręczna przechodzi teraz kryzys... I ta męska i żeńska. Po latach obfitujących w sukcesy przyszły te chudsze... Nie ma też Wenty ani Rasmussena... Nowe pokolenie się dopiero uczy i zbiera doświadczenie. Trzeba cierpliwie czekać na następców Gladiatorów i Gladiatorki. Nasze na pewno wylosowały grupę trudną i wyrównaną.

    Taki to urok losowań, ale i tak wszystko weryfkuje boisko! Jesteś w formie to i grupa niestraszna. Drużyny turniejowe przeważnie w grupie grają właśnie słabiej, a rozpędzają się w fazie pucharowej jak Niemcy! Turnieje trzeba umieć grać, odpowiednio szafować siłami. Potrzeba też do tego doświadczenia. Nasze piłkarki ręczne dzięki dzikiej karcie mają możliwość zbierania tego doświadczenia więc za wiele nie wymagajmy. Jeden mecz ze Szwedkami wiosny nie czyni... Pokazał to mecz z Czeszkami. Ja jednak widzę potencjał tej drużyny i podoba mi się gra dziewczyn. Kolejna weryfikacja z Norwegią...

  

ODWAGA, WIARA, AMBICJA, PASJA, ZAANGAŻOWANIE!

Autor: rasmarsom | Kategorie: Sport
Tagi: lotto ekstraklasa, piłka nożna
27. listopada 2017 15:12:00

   Takimi cechami jak w tytule wykazało się kilka zespołów z Lotto Ekstraklasy w ostatniej kolejce, która okazała się bardzo ciekawa. Mieliśmy kilka fajnych spotkań i sporo emocji. Nie zabrakło też jakości o co ciężko w wielu spotkaniach ekstraklasy. Ja jednak wychwyciłem bardzo wiele pozytywnych cech. Chodzi tu o cechy wolicjonalne, czyli walka do końca, wielka ambicja, zaangażowanie, wybieganie, serce do gry i pasja. To sprawia, że każdy mecz piłkarski bez względu na poziom techniczny zawodników będzie się oglądać z przyjemnością i napięciem. To sprowadza też kibiców na trybuny, którzy płacąc za bilety chcą zobaczyć swoją drużynę jak zostawia na boisku serce, płuca i daje jeszcze coś ekstra z "wątroby". Takie mecze mieliśmy w tej kolejce i są one świetną reklamą polskiej piłki klubowej, która niestety odstaje poziomem od reprezentacji. Kluby nie awansują do pucharów jesienią. To musi się zmienić! Szczególnie teraz jak w polskiej piłce jest naprawdę coraz lepiej. Mam nadzieję, że zajdą jakieś zmiany, bo przykro się patrzy jak nie ma żadnego przedstawiciela polskiej ekstraklasy w rozgrywkach europejskich jesienią... Niżej już upaść nie można... Dlatego cieszę się, że można obejrzeć takie spotkanie jak Korona - Legia, bo jak widać polskie drużyny jednak potrafią grać w piłkę. Latem pewnie jeszcze jest za wcześnie na taką formę, ale niestety ze względu na brak sukcesów polskich klubów zaczynają one eliminacje w pucharach bardzo wcześnie. Na taki ranking sobie polska liga zapracowała przez lata kiedy kluby odpadały szybko, a nawet dochodziło do blamażów... Trzeba jednak szukać pozytywów i takie znalazłem w tej kolejce.

 

CECHY WOLICJONALNE TO PODSTAWA W SPORCIE!

 

   Odwaga, wiara, pasja, zaangażowanie, ambicja, wola walki, serce oddane na boisku... To są niezbędne cechy do tego, żeby sportowiec czy zespół odnosił sukcesy. Ja to dostrzegłem właśnie w Lotto Ekstraklasie w tej kolejce. Nie w innych dyscyplinach, ale właśnie w tej na pozór szarej, ligowej polskiej kopanej. Trzeba się cieszyć z tego co się ma i braki w wyszkoleniu, technice nadrabiać cechami wolicjonalnymi. To wie spora grupa polskich trenerów i to wpaja swoim zawodnikom. Michał Probierz, Leszek Ojrzyński czy Maciej Bartoszek potrafią te cechy wpoić swoim zawodnikom, bo wiedzą, że to starcza na polską ekstraklasę. Trzeba zostawić płuca na boisku, grać do końca, walczyć do upadłego i to przyniesie efekty. Są oni też świetnymi motywatorami, a wtedy piłkarze grają lepiej pod ich wodzą. Wznoszą się dzięki mentalności na wyżyny. Przenoszą góry jak to się mówi. Dawno nie obserwowałem polskiej esktraklasy tak wnikliwie jak w tym sezonie. Oczywiście ciężko obejrzeć wiele spotkań od początku do końca, bo żadna to atrakcja, ale jak się trafi na takie spotkanie jak Korona Kielce z Legią Warszawa to się kanału nie przełącza! Na ten mecz sobie bardzo ostrzyłem apetyt i nie zawiodłem się. Zacznę może jednak od zespołów, które w jakiś sposób zrobiły na mnie wrażenie i chronologicznie od tego co zdarzyło się w piątek. Powiązane jest to oczywiście ze wszystkimi cechami z tytułu wpisu.

 

CRACOVIA PANY I MICHAŁ PROBIERZ!

 

   Kolejka zaczęła się w piątek i po poprzedniej ciężko było oczekiwać wrażeń wielkich. Na całe szczęście było co oglądać i czym się emocjonować. Ja zacznę od Cracovii. Od czasu przyjścia Michała Probierza "PASY" nie przegrywają. Na początku sezonu tam było bardzo ciężko i trener Probierz miał niemały orzech do zgryzienia. Wszystko tam wyglądało fatalnie, ale Michał poukładał to wszystko. To nie jest silny zespół. Nie jest to taki, który prowadzi grę, długo utrzymuje się przy piłce, gra miło dla oka. Będą walczyć o utrzymanie w tej ekstraklasie, ale wolą walki wyrwali już sporo cennych punktów! Tak właśnie jak w piątek czy niedawno na Zagłębiu Lubin. O to właśnie chodzi. Nie masz świetnych zawodników, ale tworzysz kolektyw i charakter zespołu. Cracovia w większości spotkań gra słabo, ale potrafi mieć momenty takie, że strzelają bramkę i utrzymują rezultat. Potrafią też odwrócić losy spotkania. W piątkowym meczu z Lechią Gdańsk byłem ciekawy postawy gości. Świetny skład, doświadczeni zawodnicy, reprezentanci Polski, piękny stadion. Czwarte miejsce w lidze w ostatnim sezonie... Wydawało się, że w tym powalczą o puchary europejskie, ale coś się zacięło. Wygrana w derbach z Arką i ostatnio z Wisłą Płock pokazały, że coś drgnęło. W Krakowie jednak to się nie potwierdziło. Piłkarsko Cracovia była słabsza, bo nie ma takiego potencjału, ale to można nadrobić w polskiej lidze i Michał Probierz to doskonale wie. Dwa razy meldował się przecież z Jagiellonią na podium w ekstraklasie! Można zrobić zespół, który zamiesza w czołówce! W Krakowie Probierz podjął się bardzo ciężkiego zadania, ale ugasił pożar, zażegnał kryzys i teraz "Pasy" punktują. Nie jest to piękny styl gry, ale skuteczny. Pamiętam jak mało mieli punktów na początku sezonu, a teraz mają tyle co sąsiedzi w tabeli i wrócili do gry o byt w ekstraklasie. Po cichutku robią swoje. Tak uczynili właśnie w piątek. Przegrywali 0:1 po kontrowersyjnej sytuacji, ale zdołali wyrównać. Końcówka spotkania była pod ich dyktando. Bramka wyrównująca dała wiarę w zwycięstwo i możliwość uradowania kibiców. W tym sezonie wygrali tylko raz na własnym boisku... Sytuacja z końcówki meczu jeszcze długo będzie szeroko komentowana czy tam była ręka i czy później był faul w polu karnym. Sędzia się wybronił z tego. Dla mnie podjął słuszną decyzję. Uznał, że ręka była przypadkowa i że w polu karnym po analizie video był jednak faul. Jestem tego samego zdania. W pierwszym momencie też myślałem, że nie ma faulu, ale tam jest jednak kontakt obrońcy z napastnikiem, który powoduje jego upadek. Napastnik oczywiście wykorzystał fakt, że nawinął obrońcę, ten wszedł wślizgiem i zostawił nogi z premedytacją, żeby wywalczyć rzut karny. Obrońca musi się jednak liczyć z tym, że interweniując wślizgiem w polu karnym musi trafić w piłkę, a nie w napastnika. Jak dla mnie napastnik wykazał się cwaniactwem boiskowym, wykorzystał sytuację, ale faul niestety był. Został zachaczony o but, a czy to spowodowało jego upadek to bez znaczenie. Liczy się kontakt. Oczywiście napastnik ryzykował "symulkę" i "padolino" wykonał, ale udało mu się osiągnąć cel! I właśnie to jest świetne podsumowanie gry Cracovii. Wola walki, cwaniactwo, momenty ważne w których strzelają bramkę. W piłce nie chodzi przecież o to ile masz posiadania piłki, ile sytuacji stworzonych, jaką przewagę na boisku, ale o to co w "sieci". Dlatego kibice na całym świecie kochają nieprzewidywalność futbolu. Losy spotkania mogą się odwrócić w ciągu kilku sekund. Jedno podanie, strzał, bramka i może być po meczu...

   Cracovia wygrała to spotkanie w którym emocje zaczęły się w zasadzie w ostatnich piętnastu minutach. Szacunek za to jak walczą, bo widać, że mają charakter. Wiedzą jakie problemy mieli na początku sezonu, a teraz ciężko ich pokonać! To wielka zasługa Michała Probierza. W tym zawodzie ważne jest też szczęście. Ważne jest też ta walka do końca i do upadłego póki sędzia nie gwizdnie po raz ostatni! Może być nawet 4:0, a wynik nie jest jeszcze przesądzony! Także drużyna Michała Probierza takimi zwycięstwami się buduje. Takie smakują najlepiej, bo pokazują charakter drużyny. Widać tam wiarę w to co robią, bo to przynosi punkty. Cracovia wróciła do gry dzięki Probierzowi. To jeden z najlepszych polskich trenerów co pokazał z Jagiellonią już. Teraz misję ma taką, żeby utrzymać "Pasy" w ekstraklasie póki co, ale tam z pewnością liczą na więcej. Czy jest możliwa walka w czołowej ósemce wiosną??? Śmiem wątpić, że to jest za mało jeszcze... Za mało jest jakości piłkarskiej.

   A Lechia? Dalej pod wodzą Owena nie widać tam wielkich postępów i jest to największe rozczarowanie jak na razie w tym sezonie. Nie grają na miarę potencjału i możliwości... Zamiast o mistrza walczą w dolnej połowie tabeli. Na ich plus można tylko zapisać wygrane derby z Arką w Gdynii. Czegoś tam brakuje, żeby ten zespół grał tak jak marzą kibice w Gdańsku... Tam właśnie charakteru coś brak...

 

GÓRNIK LIDEREM!!!

 

   Górnik Zabrze!!! Już znam na pamięć jedenastkę, a dlaczego? Bo trener w każdym spotkaniu w lidze wystawia taką samą. Wielu zastanawia się kiedy im zabraknie paliwa. Oni są jednak tak świetnie przygotowani do sezonu, że tam nie ma nawet kontuzji! Przygotowanie kondycyjne i fizyczne na poziomie Bundesligi! W każdym spotkaniu biegają więcej niż rywale ze względu na sposób gry. Nie mają dużego posiadania piłki, a wygrywają i to w jakim stylu! Ja jestem zachwycony jak patrzę na takich chłopaków jak Żurkowski, Kądzior czy Kurzawa. To jest prawdziwa drużyna. W piątek z Jagiellonią świetnie zagrał Koj. Kto słyszał w ogóle o tym chłopaku przed sezonem jak zresztą o wielu innych. "MŁODZI GNIEWNI" z Zabrza pokazują jak awansując z pierwszej ligi robią furorę w ekstraklasie. Przecież oni pod wodzą genialnego trenera Brosza, który słynie ze skromności i pokory pokonali u siebie Lecha, Legię i Jagiellonię! Nie mają zamiaru się zatrzymać. Kurzawa wrzuca tak piłki jak nikt inny w ekstraklasie! Angulo kończy prawie każdą akcję golem! Żurkowski rośnie na "króla środka pola"! Damian Kądzior to świetny walczak i już reprezentant Polski! Matuszek jest najstarszy z podstawowego składu i też daje radę. Do tego świetny młody bramkarz! Trener Brosz natomiast przypomina mi swoją pracowitością Adama Nawałkę. Najmłodsza drużyna w ekstraklasie i jest liderem! Wniosła taką świeżość... Kto by się tego spodziewał?! Kibice Górnika marzą o nawiązaniu do sukcesów sprzed wielu lat i taka drużyna się stworzyła! Tak się rodzą wielkie zespoły właśnie. Tak się rodzili "Gladiatorzy" Wenty czy siatkarze Lozano! Tak teraz np. reprezentacja skoczków. Sukcesy napędzają i kolejne zwycięstwa. Lipsk w niemieckiej ekstraklasie przecież z młodym składem sięgnął po wicemistrzostwo! Górnik też to może uczynić.

   W samych superlatywach można pisać o tej drużynie, która przecież wciąż robi postępy. Oni się jeszcze uczą. Na ich tle Jagiellonia, która świetnie gra na wyjazdach nie istniała od 20 minuty spotkania. Koncert grał Górnik i co ciekawe miał przewagę w posiadaniu piłki, a to się nie zdarzało. Gorzej zagrali ostatnio na Legii, ale szybko wrócili na dobre tory. Reakcja była prawidłowa. Tak reagują wielkie drużyny. Dla mnie oni przypominają mi jakiś zespół z Bundesligi. Ta intensywność gry, zaangażowanie, bieganie 90 minut po boisku i oni wciąż nie zwalniają i mają siłę. Żurkowski powiedział, że on nie ma zamiaru odpoczywać! Genialna postawa młodzieży z Zabrza. Co jest jeszcze ważne? Pokazują, że mają polski młody skład i rządzą w lidze. Mamy jednak talenty w polskiej piłce. Dopełnieniem jest tylko niesamowity Angulo z Hiszpanii. Prawdziwy golleador! Chłopaki z Zabrza nie narzekają, że grają za dużo, bo tak się gra w Europie właśnie. Co będzie wiosną tego nie wie nikt, ale włączając spotkanie Górnika, patrząc na szczelnie wypełnione trybuny to aż chce się oglądać spotkanie w telewizji. Nie jest to co prawda mecz Borussi z Schalke i 80 tysięcy kibiców, ale jak na polskie warunki to robi wrażenie. Śląsk jest spragniony wielkiej piłki i to widać. Fajnie, że Zabrzanie pokazują, że Ślązacy nie zginęli.

   Oczywiście wiadomo, że chłopaki mają wszystko co potrzeba, żeby być liderem tabeli. Doszło do tego też to, że potrafią się utrzymywać przy piłce i grać atakiem pozycyjnym, a więc strzeżcie się, bo oni wciąż udoskonalają swoją grę. Serce rośnie jak się patrzy na tę młodzież, a nie na zaciąg białorusko-irlandzko-litewsko-łotewski w Jagielloni... Zbyt dużo mamy tych średniej klasy obcokrajowców. Górnik oprócz cech wolicjonalnych ma też świetne przygotowanie fizyczne do sezonu. Do tego technika, pomysł na grę. Życzę im nawet mistrzostwa Polski! Wiem natomiast jedno. Oni bez względu na wyniki dalej będą grać atrakcyjnie dla kibica i za to chwała trenerowi Broszowi, bo to jego zasługa, że stadion co mecz wypełnia się po brzegi jak niegdyś w europejskich pucharach. Myślę, że starsi kibice są dumni z tego zespołu i coś im to przypomina. Śląski charakter, którego już dawno nie widzieliśmy w ekstraklasie. Nie ma tu przecież Ruchu Chorzów czy GKS-u Katowice...

   Brawo Zabrze! Brawo Marcin Brosz! Brawo chłopaki! Czyńcie tak dalej i niech Pan Stasiu rozdaje koguty i dzwoni dzwoneczkiem!

 

SOBOTA I HIT! KORONA Z LEGIĄ TO BYŁO MECZYCHO!!!

 

      Koniec zachwytów nad Górnikiem, który jest rewelacją tego sezonu pod każdym względem. Czas na zachwyty nad KORONĄ KIELCE!!! Scyzoryki i Gang Lettieriego szaleją! Czyżby powrót do czasów wielkiej Korony pod wodzą Leszka Ojrzyńskiego??? Może jest na to za wcześnie, ale ta jesień to ich czas i trenera Lettieriego!! Pokazał to dobitnie mecz z Legią Warszawa.


    Ujrzawszy zestaw par tej kolejki już wiedziałem jaki mecz muszę obejrzeć bez względu na wszystko! Czułem, że to będzie spotkanie na bardzo wysokim poziomie, a dlaczego? Legia pod wodzą Jozaka miała passę pięciu zwycięstw pod rząd, a Korona nie przegrała od 9 spotkań!!! Najlepsza passa w polskiej ekstraklasie. Do tego dochodzi sławne już 5:0 z Lechią w Gdańsku i też sukcesy w Pucharze Polski. Jedną nogą są już w półfinale! Kto by się tego spodziewał przed sezonem? Wielkie zmiany w kadrze zespołu, trener Lettieri nie wiadomo skąd... Chorwat włoskiego pochodzenia, który pracował bez sukcesów w Niemczech. Co za mieszaninka wybuchowa! Ten trener multi-kulti wie jednak co robi i robi to świetnie. Chorwacki charakter, czyli taki bałkański, do tego luz włoski i niemiecka precyzja, organizacja i pracowitość. To daje efekty i zawodnicy to widzą. Na dodatek trener potrafi świetnie reagować zmianami na wydarzenia w trakcie spotkania. Świetnie się go słucha w wywiadach kiedy tonuje emocje i mówi, że zadowoli go miejsce w ósemce...

  W Legii natomiast odwrotnie. Wielkie nadzieje przed sezonem, nowi zawodnicy, wizja sukcesów w pucharach... Wszystko pękło i blamaż w Europie, odejście Magiery jako trenera, zespół jakiś nijaki, bez błysku, zaangażowania... Jakaś taka zbieranina bez lidera do tego źle wyglądająca fizycznie. Trener Jozak to jednak poskładał i zaczęli wygrywać. Testem było spotkanie z Górnikiem i zdali go piłkarze z Warszawy. To był ich najlepszy mecz w sezonie.

   Co do Koroniarzy to problemem były spotkania wyjazdowe, ale i to się zmieniło. U siebie zawsze Korona potrafiła wygrać z każdym, ale na obcych boiskach już tak nie było... Trener Lettieri i to zmienił i teraz "Scyzoryki" zadziwiają ligę i chyba nawet prezesa, który wyraźnie był wzruszony na meczu z Legią.

   Na stadion zawitał komplet kibiców, atmosfera była fantastyczna. Nie pamiętam,  żebym oglądając mecz polskiej ekstraklasy podnosił się z fotela i żebym zgłaśniał telewizor po bramkach dla Korony. Chciałem usłyszeć radość kibiców. Mecz był niesamowity. Rozgrzał każdego fana piłki nożnej.

   Prowadzenie Legii 1:0, potem niesamowite parady Malarza, poprzeczka Guillerme! Od początku duża intensywność spotkania. Jak nie mecz polskiej ligi. W dwie minuty Korona strzela dwie bramki i 15 tysięcy kibiców szaleje jakby zdobywali mistrzostwo Polski!!! Niesamowite wrażenia. W drugiej połowie kontuzje dwóch czołowych zawodników Legii, bramka wcześniej na 2:2! Korona ma jednak charakter i gra do końca. Trener mówił, że to spotkanie jak każde inne i że miło, że tyle kibiców przyszło, bo piłkarze zaslużyli sobie na to swoją grą w tym sezonie powyżej oczekiwań. Bramka na 3:2 i stadion oszalał. Ludzie padają sobie w objęcia! Co tu się dzieje? Bartosz Rymaniak powiedział, że sobota, godzina 20 30 i pełny stadion. Po to się gra w piłkę nożną. Trener Lettieri stworzył zespół. Oni sami się pewnie dziwią co wyprawiają w tym sezonie. Jak dla mnie oni grają lepiej niż Górnik Zabrze. Bardzo ofensywnie i świetnie operują piłką. Legia nie była słaba w tym spotkaniu dlatego mieliśmy widowisko na miarę hitu tej jesieni. Myślę, że było to najlepsze spotkanie tej jesieni. Bardzo kibicuję Koronie, bo przyjemnie się patrzy jak grają. I oby tak dalej i żeby na każdym spotkaniu było chociaż 10000 kibiców, bo to się inaczej ogląda. Korona na to zasługuje. Kielce potrafi stworzyć taką atmosferę na trybunach jak w hali piłkarzy ręcznych Vive! Tyle, że piłkarze nożni grają lepiej w tym sezonie niż ręczni w Lidze Mistrzów. Ufff.... Brawo Korona i Legia!!! To chcemy oglądać!

   A co jeszcze w sobotę? Wcześniej walka o życie Pogonii z Piastem w błocie oraz pogrom Sandecji w Gdynii. Warunki pogodowe były fatalne, ale jednak Pogoń zagrała dobre spotkanie. Kolejne w tym sezonie, ale to za mało, żeby punktować... Jest nowy trener i też z Bałkanów więc może jak Jozak czy Lettieri podźwignie szczecinian z potężnego kryzysu... Spotkanie z Piastem pokazało, że jest wola walki nawet na boisku pasującym bardziej do rugby, ale jak się nie ma punktów w tabeli to trzeba gryźć trawę? Bardziej chyba taplać się w błocie... Piast natomiast pod wodzą Fornalika odżył wyraźnie i gra coraz lepiej. Widać pracę byłego selekcjonera reprezentacji. Wielu mówi, że Piast jest za nisko w tabeli. Zresztą tak samo się mówi o Pogoni. Oba zespoły w błocie zremisowały 2:2.

   Arka Ojrzyńskiego zaczęła wygrywać, a nie remisować... Pogrom Sandecji też na boisku fatalnym, ale piłkarze Arki lubią takie warunki. To walczaki prawdziwe. Właśnie oni mają wiarę, ambicję, nieustępliwość, walkę. I to daje efekty takie, że już są w pierwszej ósemce. Dlatego, że za zwycięstwo są trzy punkty, a za remis tylko jeden... Wszystko gra w gangu Ojrzyńskiego. Sandecja jak dla mnie to kandydat do spadku. W wielu spotkaniach tyłek ratował im bramkarz Gliwa, ale w Gdynii dostali łomot. Mi nie podoba się ich gra, ale w wielu spotkaniach mieli dużo szczęścia i bramkarza w wielkiej formie. Do tego nie mogą grać u siebie... Sytuacja nie do pozazdroszczenia dla drugiego beniaminka z Nowego Sącza...

 

W NIEDZIELĘ GRAŁY ZESPOŁY ZE SWOIMI PROBLEMAMI...

 

   Tak jak pisałem o tych cechach wolicjonalnych, które pozwalają odnosić sukcesy to zachwycają mnie właśnie takie kluby jak Arka Gdynia, Korona Kielce, Cracovia Kraków, Górnik Zabrze. Wspomnę jeszcze o Termalice Bartoszka, która gra akurat dziś z Wisłą Kraków. To są zespoły, które mają piłkarskie "jaja". Może nie mają wielkich zawodników, ale dzięki charakterowi są w stanie wygrać z każdym. Mają też świetnych trenerów na ławce. Termalica przecież grała beznadziejnie, przyszedł Bartoszek i... dalej gra słabo... Tyle, że wygrywa, remisuje i zbiera punkty. Dlatego, że walczą do upadłego i do końca i wiele punktów wyrwali w ostatnich 15 minutach! I to jest właśnie to. W niedzielę natomiast oglądaliśmy zespoły, które mają swoje problemy i tam brakuje właśnie tego charakteru, pewności siebie i wyników. Czułem, że nie będzie co oglądać w niedzielę i nie myliłem się...

   Wolałem się skupić na tych, którym idzie i co widać w ich grze jak Górnik czy Korona czy chociażby Arka. Lech niestety gra słabiej. Jak grał lepiej to nie wygrywał, a teraz udało się wygrać z Wisłą Płock, która ostatnio przegrywa spotkanie za spotkaniem. Początek sezonu mieli świetny i byli bardzo chwalenie przede wszyskim za mecze u siebie. Teraz jest tam źle. W Poznaniu też nie widać poprawy w grze. Co prawda zespół jest wysoko w tabeli, ale gra bardzo nierówno. I Legia i Lech na razie nie zachwycają tej jesieni dzięki czemu mamy inne zespoły, które ogląda się z przyjemnością. I walka w tabeli jest bardzo ciekawa.

  Na koniec derby Śląska Dolnego... I cóż... Zagłębie już bardzo dawno nie wygrało spotkania, a tam przecież jest dwóch reprezentantów Polski. Objawienie spotkań z Urugwajem i Meksykiem czyli Jach i napastnik, który dostał z tejże formacji najwięcej minut od Nawałki, czyli Świerczok. Grali ze Śląskiem, który jest przetrzebiony kontuzjami i w tym sezonie nie wygląda to dobrze tam. Coś podobnego jak w Lechii. Duże ambicje, ale nie przekłada się to na grę na boisku. Tyle, że Śląsk jednak wygrał spotkanie... W ostatniej akcji meczu. Pokazali charakter jednak!

  Przepraszam za czarną czcionkę, ale jak zacząłem pisać o meczu Korona-Legia to nie mogę jej wyłączyć... Przepraszam ewentualnych czytelników. Nie powtórzy się to w przyszłości! Brak mi jednak teraz czasu i ambicji, aby to poprawić. Na szczęście kilka polskich klubów ma teraz swój świetny czas i fajnie się je ogląda. Ciekawe co zagra dziś Wisła Kraków? Też mi się ten zespół coraz bardziej podoba z Carlitosem. Grają po hiszpańsku, a Wisła zawsze lubiła ładnie grać dla oka co dawało sukcesy wielkie. Ostatnio jednak ich brak... Zobaczymy co uczynią na ciężkim terenie w Niecieczy z walczakami Bartoszka. Są to dwa zespoły, które można oglądać. Wisła gra coraz ładniej i skuteczniej i zasilił jej szeregi Marcin Wasilewski! Termalikę można śmiało oglądać od 75 minuty, bo wtedy z pewnością będzie się działo.

   Może jeszcze na koniec coś o ODWADZE. To pokazał trener Lettieri, który z wielką Legią zagrał ofensywnie i został nagrodzony! I to z Legią, która już złapała jakiś swój rytm. Czapki z Głów przed coachem złocisto-krwistych!

 

 

 

 

KARUZELA PUCHARU ŚWIATA RUSZYŁA W WIŚLE! CEL - PJONGCHANG!

Autor: rasmarsom | Kategorie: Sport
Tagi: puchar świata , skoki narciarskie, wisła
23. listopada 2017 15:04:00

    I zaczął się sezon olimpijski w skokach narciarskich. Za chwilę inne dyscypliny zimowe też wystartują w cyklu Pucharu Świata i zacznie się sprawdzanie formy olimpijskiej. My w Pjonchang liczymy przede wszystkim na skoczków narciarskich. Może nawet na trzy medale! Do tego liczymy na panczenistów i ciekawi Nas jak zaprezentuje się Justyna Kowalczyk. Czy będzie aż sześć medali jak w Sochi? Śmiem wątpić, ale wszystko się może zdarzyć. W Wiśle zobaczyliśmy, że polska kadra skoczków jest dobrze przygotowana i świetnie weszła w ten ważny sezon. Będzie dobrze, a tym bardziej, że mamy aż czwórkę wyrównanych skoczków. Każdy z nich może wygrać czy stanąć na podium. Co za tym idzie to Polska będzie faworytem w rywalizacji drużynowej. I nie ma innej opcji jak pierwszy medal w historii na Igrzyskach w drużynie. Każde inne miejsce będzie katastrofą!

 

JEST DOBRZE, A MOŻE BYĆ JESZCZE LEPIEJ!

 

   Nie mieliśmy jeszcze takiej sytuacji w polskich skokach narciarskich, żeby posiadać czwórkę zawodników, która może w każdym konkursie stanąć na podium. Stefan Horngacher stworzył drużynę. Przypomina mi on w tym Adama Nawałkę. Do tego dyrektorem sportowym jest Adam Małysz, a prezesem Apoloniusz Tajner. Nie ma możliwości, żeby to połączenie nie zadziałało. Małysz zrobił tyle dla polskich skoków co Tomasz Gollob dla żużla. Wążne jest, żeby takie wybitne postacie sportu były przykładem dla młodszych, żeby podążali śladem mistrzów. Mają od kogo czerpać wzorce, mają swoich idoli i dzięki temu dyscyplina się napędza. Sukcesy też sprowadzają sponsorów do danej dyscypliny, są lepsze tory żużlowe, lepsze skocznie, media się interesują i kibice. Same plusy, ale ktoś zawsze ten szlak musi przetrzeć i zachęcić młodzież do uprawiania danej dyscypliny sportu. Dzięki Małyszowi i Gollobowi jesteśmy w skokach narciarskich i żużlu. Złośliwi powiedzą, że tych dyscyplin nie uprawia wiele krajów na świecie i tak jest faktycznie. Tym łatwiej stać się potęgą. Tyle, że obie dyscypliny dostarczają bardzo wielu emocji i wzruszeń. Trzymają w napięciu do końca. I to też jest sztuka stać się potęgą w takich dyscyplinach.

   Ja akurat skoki narciarskie śledzę od 1992 roku, a więc pamiętam sukcesy niespodziewane młodziutkiego Adasia Małysza. Co to były za czasy. Związek to praktycznie nie istniał. Narodził się wielki talent, ale w pewnym momencie coś przestało działać. Całe szczęście, że po trzech sezonach zapaści Małysz nie pożegnał się ze skokami, bo bez jego sukcesów wątpię, żebyśmy mieli to co teraz, czyli sukcesy następców, medialność, zainteresowanie kibiców. Nie byłoby takiego profesjonalnego związku narciarskiego. To też się tyczy Justyny Kowalczyk oczywiście i może i w biegach będą następczynie jak Kamil Stoch w skokach. Takie talenty rodzą się jednak raz na ileś tam lat. Małysz i jego wielkie sukcesy przyciągnęły wszystko do skoków narciarskich. Najważniejsze, że coraz więcej młodzieży zaczęło trenować i wzorować się na mistrzu. I dzięki temu mamy teraz Stocha, Kubackiego, Kota i Żyłę. Adam odszedł, ale sukcesy mamy nadal i w niektórych przypadkach nawet większe. Chodzi tu o Igrzyska Olimpijskie i brak złota w kolekcji Małysza... Tu przebił mistrza Kamil Stoch. Największym jednak sukcesem Horngachera jest stworzenie najlepszej drużyny na świecie. Zawsze Małysz robił co mógł w drużynówkach, ale reszta kolegów nie była tak mocna. Brakowało przeważnie tego czwartego, żeby zdobywać medale w drużynówkach. Teraz pewność siebie zyskał Maciej Kot, Piotr Żyła potrafi zaskakiwać, a Dawid Kubacki też idzie coraz wyżej. Niezniszczalny jest Stefan Hula, a Stoch to klasa sama w sobie. Potencjał jest potężny, a wyzwolił go właśnie Horngacher. Austriak był bardzo dobrym skoczkiem, ale brakowało mu tego błysku, żeby osiągać wielkie sukcesy. Za to w drużynówkach był nie do zastąpienia. Tam zdobywał sukcesy największe i jak widać teraz jako trener też stawia na drużynę. Wyzwolił motywację znów do skakania u Kamila Stocha. Mistrz świata, podwójny mistrz olimpijski, zdobywca Pucharu Świata! Nie dziwne, że Kamil zgubił gdzieś motywację. Jak osiągasz wszystko w danej dyscyplinie i jesteś na szczycie to musisz sobie znaleźć jakiś cel po co to dalej robisz. W tamtym sezonie takim celem był triumf w Turniej Czterech Skoczni! Stochowi brakuje tylko mistrzostwa świata w lotach, ale tutaj jest ciężko, bo Kamil nie jest typowym lotnikiem. Oprócz tego jest wśród największych skoczków wszechczasów.

   Czego mi tylko brakuje... Chyba kolejnych talentów jakie się widzi u Austriaków, Niemców, Słoweńców i Norwegów. Konkursy w Wiśle pokazały, że mamy piekielnie mocną piątkę, ale potem już jest duża przerwa. Japończycy też widać mają następców. Tak czy owak to jest teraz czas Dawida, Macieja, Piotrka i Kamila. Pokazali już w tamtym sezonie  wielką formę jako drużyna. Nie schodzili z podium Pucharu Świata, a wisienką na torcie czy truskawką był tytuł mistrzów świata! Teraz czas na potwierdzenie tego w tym olimpijskim sezonie. Kolejna szansa na zapisanie się w historii jako najlepsza drużyna skoczków wszechczasów. Medale olimpiskie mamy, ale w drużynie jeszcze nie... Wisła pokazała jednak, że jest ok. Pytanie w Pjongczang będzie tylko jedno. Czy uda się zdobyć tytuł mistrzów olimpijskich, bo medal już można zawiesić na ich szyjach. W sporcie nie ma nic pewnego, ale nie wyobrażam sobie braku medalu w drużynówce. Musiałby się stać kataklizm. Kontuzja albo katastrofalna forma któregoś z żelaznej czwórki. Tyle, że w rezerwie zawsze jest Stefanek. Obserwowałem wnikliwie te konkursy w Wiśle i tak w skrócie napiszę jaka moim zdaniem jest forma każdego z żelaznej czwórki.

   Kamil Stoch - po tamtym sezonie w którym był w kapitalnej formie ten też otworzył dobrze. Wygrał Turniej Czterech Skoczni i o mały włos nie zgarnął Kryształowej Kuli. Zabrakło sukcesu indywidualnego na mistrzostwach świata w Lahti. To powetował sobie w drużynie. Największe sukcesy odniósł Stefan Kraft, który jest jakby kopią Stocha. Podobna technika, podobna fizyczność, podobny wzrost. Widać, że Stocha tamten sezon napędził i odzyskał pod wodzą Horngachera radość ze skakania. W Wiśle widać było, że jest ok. Brakuje powtarzalności skoków i dobre przeplata słabszymi, ale jak odpali to leci daleko. W konkursie indywidualnym miał też sporo szczęścia w drugiej serii, bo trafił na dobre warunki... Czołowa trójka po pierwszej serii miała je fatalne tym badziej czapki z głów przed Kobayashim. W drużynówce też jeden skok słabszy, a drugi już mistrzowski. Ma doświadczenie wielkie i jak przyjdzie wielka forma to powetuje sobie w Pjongczang brak medalu indywidualnego z mistrzostw świata w Lahti. Stać go na wszystko. Nawet na dwa złote medale i kolejny złoty z drużyną. Nie wiem czy ktoś tego dokonał w historii, czyli trzy złote medale na jednych Igrzyskach w skokach narciarskich... Wszystko jest możliwe... Kamil umie trafić z formą na najważniejszą imprezę. Tym bardziej, że Lahti nie poszło tak jakby chciał. W Pjongczang może się odkuć!

   Piotr Żyła - pod wodzą Horngachera osiąga największe sukcesy w karierze! W tamtym sezonie trzecie miejsce w Turnieju Czterech Skoczni i dwa medale na mistrzostwach świata! Indywidualnie brązowy i złoto w drużynie! Zawsze się mówiło, że Żyła ma najlepsze odbicie ze wszystkich skoczków, ale nie umiał tego wykorzystać. Do tego ciężko za nim nadążyć i wiele rzeczy robi po swojemu, a nie tak jak trener nakazuje... Austriakowi udało się jednak dotrzeć również do niego. W Wiśle zawalił drużynówkę i widać było, że szuka jeszcze formy. Stać go jednak na wybitne skoki. Pokazał to w Lahti na mistrzostwach świata. Wydaje się, że nie ma on nerwów. Jak jest w formie może bardzo wiele. Nie kalkuluje tylko skacze. Ta cecha, że za wiele nie myśli jest atutem jak jest w super formie. Gorzej jak coś nie gra i się śpieszy oraz gubi technikę. Wydaje się jednak, że sztab trenerski ma go pod kontrolą. Potrafi go okiełznać, a to jest sztuka. Dlatego z nim też powinno być dobrze w Pjongczang. Potrafi odpalić i już wie, że to daje efekty tak jak w poprzednim sezonie. Jest niezbędny w drużynie. I nie sądzę, że w Pjongczang Horngacher postawi na kogoś innego niż żelazna czwórka. Chyba tylko kontuzja może coś zmienić w składzie.

   Maciej Kot - w końcu zaczął skakać na miarę talentu i pierwsze sukcesy odnosi pod wodzą Austriaka... To nie przypadek, że każdy ze skoczków zanotował wyraźny postęp. Stoch odzyskał radość ze skoków i motywację. Żyła został okiełznany i skacze jak nigdy wcześniej i za nim najlepszy sezon w karierze. Kot zawsze był uważany za perfekcjonistę o nienagannej technice. Tyle, że zawsze czegoś brakowało. Mówiło się, że głowy. Nie wytrzymywał presji sobie narzuconej. Pracuje mocno z psychologiem, staje się pewniejszy siebie i to widać. Może akurat drugi skok w Wiśle nie oddaje tego, ale poprzedni sezon pokazał na co go stać. Pierwsze zwycięstwa w Pucharze Świata, tuż za podium w Turnieju Czterech Skoczni i wysokie miejsce w generalce. Zaczął skakać na miarę możliwości. Oczywiście pod wodzą Horngachera! Austriak cuda zdziałał z tą kadrą w tamtym sezonie. Każdy z nich jest odmieniony. Oczywiście widać po Maćku, że on czasami za bardzo chce. W Wiśle jakby na chwilę wróciły demony przeszłości. Miał w drugiej serii  dobre warunki, ale popsuł skok... To dzieli go jeszcze od mistrza jakim jest Stoch. Stoch w drugiej serii wykorzystał warunki perfekcyjnie, a Kot się troszkę podpalił. Mam nadzieję, że współpraca z psychologiem nie pójdzie na marne, bo to również silny punkt drużyny. Oczekuje sam od siebie bardzo dużo i może to czasem przeszkadza. Najważniejsze jednak, że już umie wygrywać. Przecież i Kamil i Piotrek i Maciej mogą zdobywać medale w konkursach indywidualnych w Pjongczang! Każdy z nich może wygrać. Zadecyduje dyspozycja dnia. Przecież Kamil to już fachowiec w wygrywaniu najważniejszych imprez, Piotrek już poznał smak medalu indywidualnego na mistrzostwach świata, a Maciej już wie, że umie wygrywać konkursy Pucharu Świata. Każdy z nich ma już doświadczenie i sukcesy, a który odpali w Igrzyskach to nie wiadomo na teraz. W Lahti też liczyliśmy na medale indywidualne, a zdobyliśmy tylko brąz! Jak pokazał sukces w drużynie można było więcej. Tak czy owak mamy trójkę i każdy z nich może zdobyć medal indywidalnie. Fajny kłopot bogactwa, że nie trzeba liczyć tylko na jednego jak to było w przypadku Adama Małysza.

   Dawid Kubacki - mistrz lata. Wszyscy czekają kiedy przełoży to na skakanie w zimie. Uwielbia lato i skoki na igielicie i wydaje się, że nadszedł sezon w którym w końcu wedrze się do ścisłej światowej czołówki i powalczy o podium, a może i zwycięstwo w pojedyńczym konkursie. W Wiśle skakał bardzo dobrze. Mnie tylko martwi jego parabola lotu... Lata nadal za wysoko i wytraca prędkość pod koniec. Tę parabolę genialną mają właśnie Kraft czy Stoch. Oni nie tracą tej szybkości na progu w locie. Fajnie też skacze ten Kobayashi. On przecież świetnie też skakał w lecie i od razu to przełożył na zwycięstwo w Pucharze Świata! Czyli można jednak przełożyć letnie skakanie na formę w zimie. Może też Dawid pójdzie śladem Japończyka. Wydaje się, że nadszedł czas. Czas na pierwsze podium w zawodach Pucharu Świata. W kontekście Pjongczang może tak wyskoczy jak Żyła w Lahti? Kto wie...

 

   A co ze Stefankiem Hulą? Ktoś go nazwał polskim Kasaim! Ma on przecież tyle samo lat co Stoch czy Żyła! Tyle, że w kadrze jest bardzo długo. Zawsze skacze swoje. Przypomina mi Wojciecha Skupienia, który nie schodził poniżej przyzwoitej formy, ale też rzadko robił coś więcej. Skakał zawsze w okolicach punktu K. Hula skacze podobnie. Nie zawodzi, ale teraz wydaje się, że jest w życiowej formie.

   Jeżeli chodzi o Pjongczang i skoki narciarskie to jestem pewien, że będą to kolejne Igrzyska z medalem. W konkursach indywidualnych mamy kilka asów, a czwórka z nich zdobędzie medal w drużynówce. Nie ma innej opcji. To jest ich czas. My będziemy marzyć o złocie w konkursie drużynowym oczywiście. Z pewnością liczymy na skoczków, potem zobaczymy czy Justyna jest w stanie coś zdobyć na ostatnich Igrzyskach w karierze. Kto wie jak wypadną panczeniści i panczenistki, bo oni przecież w ostatnim czasie zdobywali medale, a w Sochi aż 3! Może biathlonistki zaskoczą miło, a może ktoś wyskoczy w innej dyscyplinie całkiem z pudełka. Sześć medali jednak z Soczi będzie piekielnie ciężko powtórzyć. Jak będą z cztery to też nie będzie źle, bo przecież jednak potęgą w sportach zimowych to nie jesteśmy...

Kalendarz

pn wt sr cz pt so nd
27282930123
45678910
11121314151617
18192021222324
25262728293031

Ksiega gości

Księga gości

kolorowe-kredki | grymaszynyinternetowet | mojblogi | yoshi | cezar-football-aaustraliana | Mailing