Najnowsze wpisy, strona 6


KIM JESTEM I PO CO TU JESTEM?
Autor: rasmarsom | Kategorie: ŚwiadomoŚĆ 
20 lutego 2024, 19:22

   Znów zadaję sobie to pytanie, czyli jaki jest sens mojego pobytu tutaj...? Dawno nie czytałem książek, które mnie prowadziły ponad 10 lat temu. Odkrywam je na nowo po latach. Czy robię dobrze, że znów szukam odpowiedzi dla siebie? Czy robię dobrze, że czynię to w samotności? Czy robię dobrze, że czynię to w jakimś oderwaniu od rzeczywistości, w jakiejś zadumie, w jakimś mimo wszystko spokoju? Na dodatek wczoraj przyrżnąłem podczas rozciągania palcem w szafkę... Mój mały palec u lewej nogi wygląda nie najlepiej. Jak uderzyłem wczoraj w szafkę to już czułem, że jest źle. Wczoraj to nawet się bałem, że nie dojdę do toalety. Dziś palec wygląda coraz gorzej. Jest siny i spuchnięty, ale już tak nie boli... Złamany pewnie nie jest, ale silnie stłuczony, a dziś przypadał mój dzień na bieganie. Jedyna czynność, którą wykonuję regularnie od lat. Jestem bardzo zmienny, ale w tym przypadku trzymam dyscyplinę. Zawsze to kondycja dobra, zdrowie, fajne zmęczenie. Czasem jednak przestaję to czuć. Przestaję z tego czerpać radość. Ostatnie biegi były takie dziwne. Pewnie też dlatego, że spadła moja energia i zacząłem się motać, kłócić sam ze sobą. Wróciłem do książek co akurat jest dobre. Oglądam sporo filmów. W głębi jednak się zamknąłem znów. Miałem czas, że moje życie to w zasadzie sport i bieganie. Nic innego się nie liczyło. Oczywiście jest to moja pasja, ale przestałem sam coś kreować, tworzyć. Zamknąłem się w takiej bańce. Czasem jednak trafiasz na kogoś przed kim się otwierasz, trafiasz na osobę, która jakby Ciebie znała. Otwierasz duszę, pokazujesz swoje talenty, których nie wykorzystywałeś długi czas. Rzadko się zdarzają osoby o mocnej energii. Dlatego nazwałem Ją "Czarownicą". Ludzie, którzy pojawiają się w naszym życiu są "po coś". Dusze, które chcą Nam coś przekazać. Mają dla Nas informacje o Nas o których zapomnieliśmy. Wskazują Nam drogę, pokazują jaki jest nasz cel tutaj. Zrozumienie nie musi przyjść od razu. Tak czy owak grudzień i styczeń miałem bardzo owocny. Tak jakby dotknął mnie jakiś świetlisty Anioł o mocy czarodziejskiej. Zacząłem żyć, zacząłem znów tworzyć podcasty na Youtube, śpiewać, tańczyć. Pełne odblokowanie mnie. Wróciłem nawet po latach, żeby zobaczyć jak wyglądają ludzie z którymi biegałem wiele lat temu. Porobiłem setki zapisków na kartkach. Pomysły miałem co parę minut dosłownie. Nie ogarniałem aż tego co się dzieje. Mnóstwo kreacji, odnowienie kontaktów z ludźmi po latach. Pełne szaleństwo w umyśle, w ciele i w świadomości. Kierowałem energię w różne kierunki. Energia bowiem jest neutralna i można ją skierować albo w dobrą stronę albo w złą. Nie miałem czegoś takiego kilka lat. Wielu pewnie uznało, że coś biorę... Właśnie nie. Nic a nic. Coś takiego jak ma artysta, który tworzy. Przychodzi wena i wtedy trzeba działać. Nie ma co się zastanawiać czy coś dobre jest czy złe czy gorsze. Jest to okres tworzenia i kreacji. Nie zważasz na to co kto o Tobie pomyśli. Wszystko robisz spontanicznie, bo tak czujesz. Masz ochotę potańczyć to robisz to, masz ochotę zaśpiewać to to robisz, masz ochotę o czymś mówić o czym wydaje się, że wiesz to to robisz. Każdy jednak strumień takiej energii kończy się... A kiedy tak się dzieje? Gdy zaczynasz myśleć w negatywną stronę. Może jednak kiepsko śpiewam, może jednak niepotrzebnie wypowiadam się na niektóre tematy, może jednak mało ludzi mnie słucha i ogląda, może inni są lepsi, może wcale nie jestem taki fajny i blyskotliwy, może się wygłupiłem, może ludzie o mnie myślą, że jestem świr... Jeżeli zaczynasz blokować tę energię Wszechświata ona gaśnie z godziny na godzinę, a potem z dnia na dzień. Zaczynasz dostrzegać, że masz coraz mniej energii. Po prostu ją odcinasz. Tak też zrobiłem i ja. Oczywiście doszły do tego inne życiowe problemy. To też miało wpływ na zablokowanie SIEBIE i utratę wiary. Poznałem jedną z PRAWD dzięki temu, że WIERZENIE edytuje RZECZYWISTOŚĆ!!!

 

  Doznajecie czegoś takiego, że jak sami ze sobą czujecie się bardzo dobrze i macie dużo pozytywnej energii to i ludzie z Wami rozmawiają jakoś częściej, uśmiechają się, zaczepiają. Czują po prostu ten BLASK, tę mocną energię emitowaną do Wszechświata. Wszechświat tę energię oddaje wtedy. Jesteśmy wszystkim co istnieje i tu jest ODPOWIEDŹ. Zauważcie jednak jak coś się zdarzy w umyśle, że zmieniacie postrzeganie rzeczywistości i siebie. Nie musi to być negatywna energia, ale taki brak energii. Rzeczywistość wtedy się dopasowuje do tego. Czujesz, że nagle nie chce Ci się z nikim gadać i wtedy odzywa się do Ciebie mało osób czy to w rzeczywistości czy w internecie. Nikt Ci nie przeszkadza, bo czuje, że nie masz mocy i energii. Z kim się Wam najlepiej kontaktuje? Z ludźmi pełnymi radości i energii, z ludźmi szalonymi, z ludźmi, którzy czujesz, że żyją pełnią życia. To są ludzie, którzy wykreowali swoją rzeczywistość i jest im w tym dobrze. Czasem się zastanawiamy skąd taka osoba ma tyle energii, radości i pomysłów? Stąd, że ona połączyła się ze Wszechświatem i pobiera oraz oddaje energię. Ja tego nie potrafię, żeby mieć to ciągle. Nie zabieram ludziom energii i gdy czuję, że czegoś szukam, że się gubię, to nie obarczam tym innych, bo żadna dusza tego nie potrzebuje do rozwoju. Nie wiem czy macie takie wrażenie, ale ja mam czasami takie albo bardzo często, że pisząc z kimś piszę jakby sam ze sobą. To są dusze, które tylko odbierają informacje. Czuję, że na wyższym poziomie taka dusza nic mi nie da. Kontakty między ludźmi są bardzo różne. Czasami zastanawiamy się czego z daną osobą już nie piszemy albo czego kontakt jest rzadszy albo czego wygasa. Na poziomie ludzkim myślimy o odtrąceniu albo o tym, że już nie jestem fajny czy fajna dla niego czy dla niej. Na poziomie duchowym jest to czas w którym dusza uznaje, że od innej duszy już nic nie otrzyma wartościowego. W drugą stronę polega to na tym, że np. ja nie jestem w stanie już nic dać danej duszy i nic nie pomogę już. Czuję też, że nie mam na tyle energii, żeby Ją dać komuś kto potrzebuje. Nigdy jednak nikogo nie można skreślać. Może być okres przerwy w kontakcie, ale może zostać on wznowiony. Ja tak działam i na poziomie ludzkich emocji można to odebrać, że nie jest ktoś mi już potrzebny. To nie działa w ten sposób, bo mam różne okresy i akurat teraz widocznie chcę poszukać odpowiedzi dla siebie w książkach i filmach, a nie od konkretnych ludzi.

 

 Spadek mojej energii zauważyłem już od jakiegoś czasu. Skończył się czas kreacji i ok. Każdy jednak zawsze trzyma się tego co pozwala mu trwać. U mnie jest to BIEGANIE. Wyciągnęło mnie już z wielu zapaści. Wiem, że może być różnie ze mną, ale to jest moja podstawa życia. Wczoraj mialem momenty załamania, bo nie wiedziałem co z tym palcem się stało. Pomyślałem sobie, że nie dość, że czuję słabość energetyczną to jeszcze nie mogę nawet pobiegać i nie wiadomo ile... Dziś pocieszam się, że to tylko mały palec i jest po prostu silnie stłuczony. Czasami przerwa też robi dobrze. Już takie przerwy miałem spowodowane naciągnięciem łydki. Dwa tygodnie przerwy dla biegacza jest naprawdę długim czasem. Ciało jest przyzwyczajone do ruchu i samo się domaga, a nie może... Pojawiają się też pytania, a jak będę biegał jak wróce po urazie. Czy spadnie kondycja i forma i jak mocno? Wielu sportowców zadaje sobie to pytanie w trakcie kontuzji, ale jest to też czas regeneracji ciała i odpoczynku. Może też czas nowych pomysłów na treningi. Kontuzja wbrew pozorom często pomaga paradoksalnie. Dlatego, że organizm ma czas na regenerację i łapie świeżość. Nabiera się też nowej chęci na wysiłek i treningi. Można też zmienić podejście do sportu. Często sportowcy po powrocie po kontuzji osiągają lepsze wyniki. Wszystko dlatego, że przecież nikt nie zrobi sobie np. pół roku przerwy od treningów. Ciało w pewnym momencie daje sygnały, że za dużo, za mocno, za często. Ignorujemy to oczywiście. Biegacz mówi jak coś boli, że przecież to się rozbiega. Ignorujemy sygnały ciała i wynikiem tego jest kontuzja. Nie piszę tu o wyczynowym sporcie nawet, bo tam przecież z tego Ci ludzie żyją. To jest ich praca. Piszę tu o sportowcach amatorach, a najbardziej o biegaczach. Bieganie daje tyle endorfin, tyle poczucia takiego, że dajesz radę, tyle samozadowolenia, zdrowia, kondycji, że jest to uzależnienie wręcz. Każde uzależnienie może się stać jednak w pewnym momencie niebezpieczne. Akurat moje uderzenie palcem w szafkę to uraz niespodziewany i nie spowodowany treningiem biegowym. Dostawałem jednak inne sygnały z ciała, że jest coś nie tak... Pierwsza reakcja na kontuzję to jest przerażenie , strach i lęk. Dochodzi do ciebie, że przez jakiś czas nie pobiegasz, a przecież to twój wręcz nałóg, który ci tyle daje. I nagle musisz to przerwać. Na początku ciężko to ogarnąć w psychice, potem następuje akceptacja, zrozumienie i cierpliwość. Nie można nic przyśpieszać chociaż ciało i umysł się buntują. Jest to czas przemyśleń czy może coś zmienić. Czas, żeby nabrać nowej energii i sił. Każdy amator podchodzi indywidualnie do swojego biegania. Nie mogę pisać o innych, bo każdy ma swoje podejście do tego. Dla mnie to ma być przede wszystkim RADOŚĆ. Radość z samego biegu i nieważne w jakim tempie i ile kilometrów. Reszta pozytywów idzie razem z tym. Jeżeli tracę tę radość to jest wtedy tylko uzależnienie, nałóg, rutyna. Pozytywy są oczywiście zawsze, ale już nie tak pełne. To jest jak z każdą pasją. Jak przestajesz to czuć to znaczy, że coś jest nie tak. Bieganie polega na tym, że odrywasz się od wszystkiego. Takie chwile całkowitej i pełnej wolności, a więc i radości. Mogą też wpaść różne ciekawe pomysły do głowy. Nieważne czy ktoś czuje się wolny w życiu czy niewolnikiem to są właśnie chwile WOLNOŚCI. Wolności w Świadomości. Ja miałem taki tydzień, że biegałem co trzeci dzień, a mój rytm od lat to bieganie co czwarty dzień. W ostatnim okresie jednak to zmieniłem. Nie wiem czy mój rytm jest dobry, nie wiem czy nie za rzadko biegam, ale moje ciało się przyzwyczaiło do tego. Miałem jednak przez dwa miesiące taką moc, że działałem bardziej spontanicznie, ale przyszła utrata ogólnej mocy i tego dnia postanowiłem się mocno porozciągać zaraz przed biegiem. Nigdy tego nie robię. Zawsze rozciągam się dzień wcześniej, a w dniu biegu ewentualnie krótkie rozciąganie. Nie czułem jednak czegoś niepokojącego. Niepokojącą była moja negatywna energia i nastawienie do biegu. Miałem w umyśle, że nie idę pobiegać, ale dać sobie w "kość". I tak się stało. Moje negatywna energia wpłynęła na ciało i nagle zacząłem odczuwać ból łydki. Powinienem przerwać trening, ale tego nie zrobiłem. Są różne bóle. Biegacz jest do tego przyzwyczajony, a już szczególnie maratończyk. Z czasem można się nauczyć bólu mięśniowego wynikającego ze zmęczenia, ale są inne bóle, które wskazują, że coś jest nie tak. Mi zaczęła się łydka naciągać i twardnieć. Chciałem jednak się zniszczyć więc dokończyłem trening. Nic wielkiego się nie stało na szczęście, ale jak to się mówi czułem tę łydkę w kolejnych dniach. Postanowiłem wrócić do mojego rytmu biegu co czwarty dzień. Kolejny bieg znów wskazywał, że tę łydkę przeciążyłem. Biegłem już ostrożniej. Potem zrobiłem jeszcze dwa biegi długie jak na mnie i wydawało się, że jest w miarę ok już z łydką. Szkopuł w tym, że ostatnie 4 biegi nie radowały mnie. Raz, że łydka, a dwa, że czułem, że mam mało energii co powodowało, że nie było też radości. Może dlatego doznałem tej kontuzji palca, bo wszystko jest po coś. Utrata energii, wiary, cierpienie też jest po coś. W danym momencie tego nie rozumiemy, ale to może przyjść z czasem. Często takie wymuszone przerwy są dobre. Są dobre jak czujesz, że coś tracisz, że nie skupiasz się na tym, że robisz coś bo sprawia ci to radość, ale, że staje się to rutyną tylko bez większych emocji. Może się tak stać jak coś robisz już długo i regularnie nawet jak jest to Twoja pasja. Istnieje coś takiego jak intuicja i znaki, że albo coś się zdarzy dobrego albo złego. Ja ostatnio to czuję, bo moje pole wibracyjne w ciele, umyśle, duszy jest albo słabe albo idzie w kierunku negatywnym. To musiało się stać niestety albo stety. Będę to wiedział po czasie i w najbliższych dniach... Na szczęście mimo tego, że ten palec wygląda koszmarnie to już nie ma takiego bólu jak wczoraj. Tak czy owak jest to pokłosie tego, że źle edytuję swoją rzeczywistość w tym okresie. Jestem "uśpiony" znów. Wiele osób nie wie nawet, że "śpi na jawie". Ja akurat to wiem jak jest u mnie. Czasem to ignoruję, bo tak jest łatwiej. Jak nie zadajesz żadnych pytań to też nie dostaniesz odpowiedzi. Jeżeli jednak zaczynasz je zadawać odpowiedzi mogą nie przyjść od razu. Trzeba cierpliwości.

 

 Więc nie wiem kim jestem i po co tu jestem. Nawet jak będę wiedział to przecież to może mi się tylko wydawać, że tak jest. Każde doświadczenie jest dla duszy bezcenne. Czy wybieramy sobie takie życie jakie mamy przed przyjściem na Ziemię? Oczywiście prościej jest wierzyć, że to jest banalne. Rodzimy się, żyjemy, starzejemy się i umieramy i tyle. Kwestia wiary w to. Ktoś wierzy, że Jezuś żył, ktoś inny, że Mahomet itd. Wierzymy w rzeczywistość, którą ktoś nam tworzy. Czy ktoś wie jednak co się dzieje przed przyjściem na świat i po śmierci? Tego nikt nie wie. Ezoteryka, astrologia czy astronomia to nauki, które są negowane przez religie. Każda religia wmawia swoją rzeczywistość, tak jak każda partia czy każda telewizja. Czy ludzie przed stworzeniem religii byli jakoś manipulowani? Z pewnością tak, ale nie w takim stopniu jak teraz. Tyle, że wtedy ludzie opierali swoje życie na astrologii i astronomii. Zostaliśmy umiejętnie od tego odsunięci oraz od duchowości. Tak naprawdę jesteśmy ślepi i głusi, bo odbieramy tylko bardzo wąziutki zakres częstotliwości. Są jednak ludzie obdarzeni, którzy odbierają więcej niż tylko zmysłami. Ja też zawsze czułem, że jest coś więcej. Wszystkie takie tematy jak energia, świadomość czy duchowość są bardzo ciekawe. Otwierają szeroko horyzonty myślowe. I będę to zgłębiał myślę, że do końca życia. Może właśnie po to tu jestem. Może to jest moja misja. Przynajmniej od 30 roku życia. Oczywiście nie da się oderwać od rzeczywistości nawet jak jest tylko iluzją. Mózg i myśli są iluzją, przetwarzają tylko to co odbieramy zmysłami, ale jest to jednak bardzo natarczywe i natrętne. Może pisanie tutaj i przemyślenia dadzą mi jakieś odpowiedzi czego się złapać i trzymać... A może jednak wciąż będę w stanie, że NIE WIEM i tylko mi się wydaje. Tkwienie w stanie NIE WIEM pozwala na doznawanie wszystkiego co jest i dopuszczanie wszystkiego. Umysł zawsze będzie się starał wszystko szufladkować, żeby nie robić zamieszania. Inaczej byśmy zwariowali wszyscy. To tyle na dziś...

NEUDANA REMONTADA LEGII... BRAWO JAGA!!!
Autor: rasmarsom
Tagi: legia   jagiellonia   lech   górnik   piłka nożna   liga mistrzów   liga europy  
03 sierpnia 2018, 01:11

   Nieudała się "remontada" Legii Warszawa... Tak określa się odrobienie strat w dwumeczu po pierwszym złym i przegranym spotkaniu. To udało się w tamtym sezonie np. Romie z Barceloną! Udawało się też Barcelonie z PSG sezon wcześniej. Blisko tego był Juventus Turyn z Realem Madryt... Nie jest to jednak łatwa sztuka jak u siebie przegrywa się 0:2 po beznadziejnej grze. Legia wygrała i mogła awansować, żeby nie nieodpowiedzialność Antolica i Vesovica!!! Nikt nie uwierzy, ale jak ujrzałem składy to obecność tej dwójki mi się nie spodobała... Nie wiedziałem jednak czemu... Wszystko wyjaśniło się w trakcie spotkania. Spartak Trnava był najgorszym zespołem drugiej rundy kwalifikacji do Ligi Mistrzów jeżeli chodzi o współczynnik UEFA!!! To cios dla prezesa Mioduskiego. Nie uszczuplił składu, a wzmocnił go, a tu taki KLOPS!!! Czy Klafuric poleci? Zobaczymy. Wczoraj Legia jednak zaimponowała walką, ambicją, charakterem!!! Zostawili na boisku w Trnavie nie tylko serce, ale i wątrobę! To było jednak za mało na awans... Zadecydowało pierwsze spotkanie! To jednak nie koniec walki w europejskich pucharach, bo teraz Legia zagra w trzeciej rundzie eliminacji do Ligi Europy albo z mistrzem Luksemburga albo mistrzem... Kosowa. Odpadnięcie z mistrzem Słowacji to dramat, a co by znaczyła porażka z mistrzem Luksemburga czy Kosowa? 

 

 

      Dlaczego akurat to zdjęcie? Nie jest to maraton, ale jak ujrzałem wczoraj Michała Kucharczyka po meczu to przypomniał mi się ten bieg... Przypomniały mi się też spotkania naszej reprezentacji na mundialach o honor... Wnoszę, że honor i twarz uratowali Legioniści. Nie rozumiem tylko czego zaczęli grać dopiero w dziesiątkę. Wracam jednak do biegu mojego. To było 08.06.2014 roku. Miejsce to Grodzisk Wielkopolski. Dystans to 21 kilometrów. W sumie zwykły półmaraton, ale nie do końca... Pamiętacie jak polscy piłkarze grali w Wołgogradzie z Japonią w tym upale. Wiem co to znaczy... Wiem też jak można się wyjechać na maksa jak wczoraj Kucharczyk. Tam było piekło wtedy. Zresztą podobne upały afrykańskie mamy teraz w Polsce. Tam też było, co widać po mojej twarzy, niezłe PIEKŁO! Niewielu śmiałków wychodziło na rozgrzewkę. Lepiej było porozciągać się w cieniu. To była jakaś masakra. Asfalt się topił, ludzie padali jak muchy. Wody było pełno na trasie, ale człowiek wysychał po 500. metrach! Były też strażackie baseny, gąbki. Ludzie cali tam wskakiwali. Pierwszy raz na półmaratonie stanąłem na 15. kilometrze! Potem tylko marszobieg. Co chwila jeździły karetki na sygnale, biegacze leżeli na chodnikach półprzytomni. Zdałem sobie sprawę, że jestem tak wycieńczony, że za chwilę i mnie to spotka. Szybciej do siebie dochodziłem po maratonie niż po tym biegu! Tam w słońcu musiało być ze 40 stopni! W takim upale jeszcze nie biegałem zawodów. Treningi to różnie, ale wtedy max 10 kilometrów. Godzinę po przebiegnięciu za bardzo nic do mnie nie dochodziło. Tak często karetek nie słyszałem jeszcze na zawodach i nie widziałem tylu nieprzytomnych. Niektórzy dali tam z siebie więcej niż mogli. Ja też już miałem ciemno przed oczami i myślałem sobie jak to jest jak odcina "prąd"... Piłkarze Legii też wczoraj się wypruli grając w dziesiątkę... Czasami, gdy jest bardzo ciężko, dajesz z siebie więcej niż 100 procent. Legia grając w dziesiątkę i mając do odrobienia dwie bramki, dopiero zaczęła tworzyć zespół, zaczęła atakować, zaczęła walczyć jak o życie! Czego tak nie w pierwszym spotkaniu ani w pierwszej połowie w Trnavie? Czasami tak jest, że im ciężej tym lepiej. W bieganiu też tak jest. Ciężkie warunki pogodowe hartują jak stal. Biegniesz w upale ponad 30 stopni? Dajesz radę! Potem 25 stopni to dla Ciebie jest light:)) Może ta walka w dziesiątkę też zahartuje Legionistów i zaczną grać na miarę potencjału. Może od tego spotkania coś tam zaskoczy, bo mistrz Polski powinien grać lepiej. Też myślałem sobie czy dam radę biec w takim upale? Stanąłem na starcie i pobiegłem... Legia też przestała kalkulować jak zaczęła grać w dziesiątkę. Co miała do stracenia? Stajesz na starcie i biegniesz, bierzesz piłkę i grasz dalej! Nie ma miejsca na poddanie się! 

 

JAK MOŻNA BYŁO ODPAŚĆ ZE SPARTAKIEM TRNAVA?

 

 Chyba wszyscy zachodzą w głowę jak mistrz Polski mógł odpaść z mistrzem Słowacji!!! Legia Warszawa co roku zdobywa majstra. Dwa sezony temu grała w Lidze Mistrzów! Ile to lat czekaliśmy na to i ile szczęścia było w losowaniu... Wszystko dzięki irlandzkiemu Dundalk, które wyeliminowało wielki Celtic Glasgow. Ciekawe jest to, ze wtedy na drodze Legii stał również mistrz Słowacji, ale Trencin. Ten, który dziś złoił tyłek Górnikowi... Wtedy legioniści wygrali na wyjeździe 1:0, a u siebie tylko zremisowali 0:0! Z Dundalk też nie było łatwo, ale była ta Liga Mistrzów i wielkie pieniądze. Trenerem był Jacek Magiera i dzięki niemu Legia zdobyła mistrzostwo. Jeżeli chodzi o nawiązanie z Glasgow to właśnie zaczął się festiwal mistrzostw Europy. Wioślarze, kolarze torowi i szosowi oraz MTB, golfiści, pływacy, gimnastycy, triathloniści. Takie małe Igrzyska Europejskie. Bardzo fajny pomysł, a przecież w tym czasie będą też trwać mistrzostwa Europy w lekkiej atletyce w Berlinie. Taki mały przedsmak Igrzysk Olimpijskich, które już za dwa lata w Tokio. U nas będzie też trwać Tour de Pologne. Przez najbliższy tydzień emocji sportowych na najwyższym  europejskim poziomie nie zabraknie. Już zaczęli wioślarze i nasi pokazali już MOC!!! To takie nawiązanie do Glasgow. 

   Wracając do Legii. Dwa sezony temu mistrzostwo w ostatniej kolejce. Wcześniej fajna przygoda w Lidze Mistrzów i wyeliminowanie Sportingu Lizbona. W cudzysłowiu oczywiście, bo warszawiacy dzięki temu awansowali z trzeciego miejsca do 1/16 Ligi Europy. Tam ulegli późniejszym finalistom Ajaxowi. W grupie Ligi Mistrzów mieli zwycięzcę całej edycji, czyli Real Madryt z którym zremisowali u siebie!!! Jeżeli chodzi o Holendrów i Hiszpanów to Górnik marzył o dwumeczu z Feyenoordem Rotterdam, ale wybił im to z głowy Trencin!!! W nawiązaniu do Hiszpanów to zabrzanie mają samych Polaków w składzie i uwaga... trzech Hiszpanów. Pisałem też, że mamy patent na Portugalczyków i NIE MYLIŁEM SIĘ DZIŚ!!! Zajrzyjcie do mojego wpisu po pierwszych spotkaniach i prognozę co do awansów polskich drużyn. Miałem rację!!! Brawo Jagiellonia!!! Coś czułem, że będzie dobrze z Rio Ave i o tym pisałem. Kto nie wierzy niech poczyta mój tekst z tamtego tygodnia. Nie wiedziałem, że będzie 4:4!!! I tego nie dali na Polsacie Sport!!! Być może był to jeden z najlepszych meczów polskiej drużyny w pucharach od lat i to na wyjeździe. Z Portugalczykami nam idzie tylko, żeby ten Kuba wtedy strzelił tego karnego... Na szczęście Lech sięgnął po dwóch takich, co księżyca nie ukradli, ale są wzmocnieniem. Amaral i Tiba świetnie się wkomponowali w drużynę, a jeszcze dojdzie jakiś Hiszpan! Poznańska lokomotywa pod wodzą Djurdjevica ma chrapkę na tytuł w tym sezonie. W tamtym oddali tytuł na własne życzenie Legii. Jaga zrobiła podobnie. Dziś jednak to Lech awansował, trochę w bólach na własne życzenie, ale gra mogła się podobać. Białorusini powinni dostać z trójkę i jechać do Soligorska, a tak niefrasobliwość i kunktatorstwo sprawiło, że Gytkjaer sobie postrzelał w dogrywce. Bójcie się Lecha w tym sezonie! Bardzo im kibicuję. Czy to starczy na Genk? Nie wiem, ale czeka nas konfrontacja polsko-belgijska. Genk i Gent... Mam nadzieję, że Jaga i Lech się postawią, bo wyglądają te zespoły coraz lepiej. Konfrontację słowacko-polską przegraliśmy i to też prognozowałem:)) Ale wróćmy do Legii...

   Co było potem? Ano nadzieja, że teraz rok po roku będą puchary. I co? I w łeb z Kazachami i Mołdawianami! Magiera poleciał i nadszedł czas Jozaka. Swoją drogą czy tylko ja się bałem drużyn słowackich??? Też o tym pisałem:)) Tyle, że ja się znam, a eksperci nie!!! Wiecie jak to jara jak coś napiszesz, a potem to się zdarzy? Taki prorok Marcin:)) Wróżbita Marcin:)) Kto nie wierzy niech poczyta moje wpisy. Wszystko udokumentowane na blogu:)) Ale co dalej z Legią? Jozak obiecał, że będzie tytuł i... dotrzymał słowa!!! Tyle, że pod wodzą jego asystenta Klafurica... Ten jegomość miał wielkiego farta. Miał świetnych piłkarzy, drużynę, Malarza w bramce, Niezgodę w ataku. Ktoś mówił kiedyś, że Real Madryt to może prowadzić nawet babcia. Klafuric nie przeszkadzał piłkarzom. To wystarczyło. Ja mam też swoją teorię. Legia zdobyła mistrza dzięki temu, że wygrała w półfinale Pucharu Polski z Górnikiem po strzale Kucharczyka. Temu facetowi tylko coś zarzucał Jozak... Widzieliście go po meczu w Trnavie. Wyglądał jak śmierć. Inni znów ufarbowali sobie farbą zieloną spodenki... Potem Legia wygrał jakiś mecz 1:0 w lidze i poszło. Spotkali też w drodze na mecz pewnego grajka w pociągu, który zabawiał ludzi grą na akordeonie i śpiewem. To mistrzostwo to jego zasługa:)) Chłopakom tak się spodobały jego utwory, że jeździł z nimi na każdy mecz do końca ligi. Przygrywał im w szatni. I co teraz zrobić z Klafuricem? Mioduski chciał Brzęczka, ale ten czuł coś w powietrzu... Czuł, że dostanie telefon od Bońka. Zostawił więc Chorwata w szatni Legii. Dokupił jeszcze dwie gwiazdy, czyli Kante i Carlitosa. Zostawił cały skład. Wrócił z wypożyczenia Wieteska. Jest paka, jest trener fartowny. Do tego z kraju wicemistrza świata!!! A wiecie gdzie jest jego kolega Jozak? W Kuwejcie:)) Nie udało się zrobić z Legii Dinama Zagrzeb to może coś się uda w Kuwejcie. Co ciekawe w Dinamie jest były trener Lecha Bjelica. Skandaloza nie dał tytułu Kolejarzowi więc odszedł do swoich:)) A co robił Klafuric? Prezes Mioduski dał mu szansę. Ma skład, ma warunki, niech działa. Coś fart się jednak skończył. Znów porażka w Superpucharze z Arką! Potem wtopa z Zagłębiem! I przyszło najgorsze z najgorszych... Blamaż ze Spartakiem Trnava u siebie!!! Podobno cały skład się zatruł przed meczem i dlatego tak wyglądali jakby nie mieli sił. Wiem jak to jest... Taka grypa żołądkowa potrafi zmasakrować:)) Nie przekonało to widać prezesa... Rewanż na Słowacji miał pokazać co z tą Legią. Nie pokazało tego przecież zwycięstwo ze słabą Koroną Kielce. Trener Słowaków Latal mówił, że nie wszystko jeszcze przesądzone, że Legia ma lepszych piłkarzy. Miał rację. Wrócił Pazdan, Klafuric przestał pajacować z trójką obrońców. Naoglądał się Nawałki na mundialu:)) A może Adam mu to doradził? Przyjechał na Łazienkowską po ogłoszeniu rezygnacji z funkcji selekcjonera i odbył rozmowę z Klafuricem. Powiedział, że trójka obrońców to przyszłość polskiej piłki haha:)) Biedny Klafuric nie wiedział, że to był BLEF! I brnął w to, a Legia traciła bramkę za bramką. Malarz pewnie nie pamięta tylu piłek w swojej siatce! Dopiero jak zajarzył, że Nawałka czyha na jego posadę to było za późno... Na Słowacji czwórka w obronie, czyli Astiz, Pazdan, Hlousek i Wieteska grali świetnie. W ataku było niemrawo coś... Zobaczcie jak Amaral się wkomponował i Tiba w Lechu!!! Zobaczcie jak wkomponowali się Kante z Carlitosem w Legii... Zobaczcie, że trójka z tyłu Djurdjevica z wahadłowymi Kostevicem i Makuszewskim zaczyna działać! Chwaliłem Legię za walkę, bo Antolic i Vesovic zachowali się fatalnie osłabiając zespół. Swoją drogą Legia zaczęła grać dopiero w dziesiątkę! Słowacy byli bardzo słabi. Jak oni mogli wygrać w Warszawie 2:0? Prezes Mioduski nie umiał tego wytłumaczyć sobie i zwolnił... Klafurica! Na to się zanosiło. To jest kompromitacja kolejna w polskim futbolu. Słowacki zespół miał najsłabszy współczynnik UEFA ze wszystkich drużyn grających w drugiej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów. Teraz warszawiacy zmierzą się z luksemburskim Dudelange i nie można ich lekceważyć. Tym bardziej, że Legia nie wygląda dobrze. Lech wygląda lepiej i męczy się co prawda z zespołami z Armenii i Białorusi, ale do nich należy ostatnie słowo. W lidze też dwa zwycięstwa. Nabierają charakteru Djurdjevica! Jagiellonia też wygląda dobrze i dziś dokonali czegoś wielkiego!!! Odprawić drużynę z Portugalii to sukces!!! Strzelając cztery bramki na wyjeździe!!! Brawo Mamrot, brawo Romańczuk i reszta!!! A Górnik Zabrze? Takiego słabego meczu się nie spodziewałem... Fajnie, że młodzi Polacy tam grają, ale dziś na tle Słowaków wyglądali jak juniorzy... W Trencinie co prawda zaciąg nigeryjsko-holenderski, ale to też młodzi chłopcy. Dziś zobaczyliśmy ile naszej młodzieży brakuje do młodzieży z Holandii, Słowacji, Bośni czy Nigerii... Górnik stracił Wieteskę, Kądziora, Bochniewicza, Kurzawę, czyli trzon zespołu... To oznacza, że w tym sezonie będą się bronić bardziej przed spadkiem niż grać o puchary! Chwała im jednak za to czego dokonali w ciągu dwóch ostatnich sezonów!!! Ta przygoda z pucharami była taką truskawką na torcie:)) Wisienka by by była jakby przeszli Trencin i zagrali z Feyenoordem! A tak kibice nadal mogą żyć wspomnieniami wielkiego Górnika... Nie ma tam kasy jak w Poznaniu czy Warszawie i trza grać tym co się ma, a jeszcze i tak ci podkupią i zabiorą... Bidakowi zawsze wicher w oczy... 

 

 

   Kończąc ten wpis to mam nadzieję, że Legia przejdzie mistrza Luksemburga Dudelange. W ostatniej rundzie jednak można trafić na mistrza z kraju lepszego piłkarsko, a brak awansu do fazy grupowej Ligi Europy będzie dramatem jak w tamtym sezonie!!! Prezes Mioduski to wie i zmienił trenera. Legia coś słabo wchodzi w sezon... Nie radzę jednak lekceważyć ekipy z Dudelange. Luksemburskie zespoły sprawiają niespodzianki w tej edycji eliminacji do Ligi Europy!!! Nawet nie chcę myśleć. O ile Słowaków się obawiałem i miałem rację to mistrza Luksemburga należy przejść i to śpiewająco!!! Z takim składem i potencjałem to obowiązek!!! Niech tylko nie jedzą jakiegoś gówna, a nie wiem kaszę, jaja, makaron:)) Niech Pazdan ułoży obronę, a Carlitos z Kantem zaczną strzelać bramki! Co do Lecha. Zagra z belgijskim Genkiem i nie może sobie pozwolić na takie błędy jak dziś z Soligorskiem!!! Belgowie roznieśli w proch i pył zespół z ... Luksemburga. Oby tak LEgia zagrała ach... Mam nadzieję, że Lech stworzy widowiska z Belgami i jak odpadnie to tak jak z Utrechtem w tamtym roku. Z Holendrami tak niewiele przecież brakowało... A Jagiellonia? Po takim dwumeczu jak z Rio Ave ich morale wzrośnie bardzo!!! Trener Mamrot wie co robi, więc jakoś jestem spokojny o starcie z Gentem. Życzę, żeby nie było tak jak z Gabalą rok temu... Byli lepsi, a przegrali... Mam nadzieję, że dwa polskie zespoły zagrają w decydującej fazie play-off Ligi Europy. Albo Lech albo Jaga sprawią niespodziankę. Jaga już jedną sprawiła, a więc... Z Genkiem przyjedzie na Bułgarską były piłkarz Pogonii Jakub Piotrowski i na pewno nie odstawi nogi! Będzie walczył za dwóch!! W końcu to portowiec!!! Wydaje mi się, że ten Gent może być w zasięgu Jagi, a Lech będzie miał trudniej. Jakoś lubię trenera Mamrota i Jagę oraz ich styl!!! Miałem nosa, że 1:0 u siebie to świetny wynik:))) Słuchajcie się mnie, a daleko zajedziecie haha. BRAWO JAGAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! i Brawo Wioślarze!!!!

 

POLSKA - SŁOWACJA 0:3, POLSKA - SŁOWENIA...
Autor: rasmarsom
Tagi: piłka nożna   liga europy   liga mistrzów   legia   lech   jagiellonia   górnik   słowacja   kolarstwo   tour de france   majka   kwiatkowski  
29 lipca 2018, 15:56

  O co mi chodzi w tym tytule? W jakich dyscyplinach ponieśliśmy takie porażki? Ci, którzy trzymają rękę na pulsie i nic im nie umknie pewnie już wiedzą co się kryje w tym tytule:)) Legia przegrała z mistrzem Słowacji Spartakiem Trnavą 0:2 w drugiej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów, a Górnik Zabrze uległ czwartej ekipie ligi słowackiej, czyli Trenczynowi 0:1. Można zajrzeć do moich poprzednich wpisów i przeczytać, że obawiałem się klubów ze Słowacji. Moje przewidywania się potwierdziły. "Eksperci" pewnie myśleli inaczej, ale to bardziej takie optymistyczne myślenie życzeniowe nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. Na plus jednak zapisujemy zwycięstwo Jagielloni z Rio Ave!!! Na plus też walkę do końca Lecha Poznań na Białorusi i cenny remis z Soligorskiem przed rewanżem u siebie. To już trzecia strzelona bramka w końcówce w tym sezonie przez zawodników Djurdjevica! Bilans polskich zespołów to zwycięstwo, remis i dwie porażki... Czy oczekiwałem czegoś bardziej pozytywnego? Absolutnie nie...

   A co z drugą częścią tytułu? Tu może być trudniej o rozszyfrowanie:)) Chodzi tutaj o Słoweńca Primoza Roglica. Przez niego Rafał Majka stracił szansę na uratowanie honoru i zwycięstwo etapowe w tegorocznym Tour de France.... Ach te potężne kraje i nacje sportowe, czyli Słowacja i Słowenia zabierają Nam radość z sukcesów!!! Jak oni w ogóle mają czelność? Primoz pokazał jak się zjeżdża, ale on nie boi się prędkości czy to na rozbiegu skoczni na mamucie w Planicy czy na asfalcie w Pirenejach! Rafał próbował, walczył, ale to było za mało... Skoczył do przodu dopiero jak ujrzał zbliżającą się grupę liderów. Taki atak desperacji, bo wiedział, że na zjazdach i na finiszu z grupy ma małe szanse. Czy nie mógł jednak ruszyć sam do przodu np. na 5 kilometrów przed szczytem jak się czuł mocny? Czy nie mógł tak jechać jak dwa dni wcześniej Quintana samotnie pod górę? Z całym szacunkiem dla Majki, ale dla mnie bohaterem tego etapu była cała ekipa LOTTO-JUMBO i szalony ROGLIC!!! On postawił wszystko na jedną kartę i wygrał zasłużenie!!! Rafał tylko się bronił desperackim atakiem, ale to było  za późno... 



CZY SŁOWACJA PIŁKARSKO JEST LEPSZA OD POLSKI??? UMIEMY GRAĆ Z PORTUGALCZYKAMI:))



 

  Wszystkie nasze zespoły eksportowe zaprezentowały się na arenie europejskiej. Największą plamę dała oczywiście Legia Warszawa! Już nawet nie chodzi o porażkę, ale beznadziejny styl i brak formy. Pisałem już o tym spotkaniu i w głowie miałem obrazy sprzed roku i konfrontację z Astaną, a potem z Sheriffem Tiraspol. Oba dwumecze z zespołami z Kazachstanu i Mołdawii zakończyły się brakiem awansu i koniec końców brakiem mistrza Polski w rozgrywkach grupowych Ligi Europy. Czy to się powtórzy też w tym roku??? Jeżeli Legia odpadnie ze Spartakiem Trnavą to zagra w trzeciej rundzie eliminacji do Ligi Europy. Będzie musiała więc pokonać dwóch rywali, żeby zagrać w Lidze Europy na jesień. Dla mistrza kraju ta ścieżka jest łatwiejsza. Legia zagra z innym zespołem, który albo awansował z drugiej rundy eliminacji Ligi Europy albo przegrał dwumecz w drugiej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów. Tak czy owak będzie to z pewnością MISTRZ JAKIEGOŚ KRAJU!!! I z pewnością zespół w zasięgu... W tamtym roku był to Sheriff Tiraspol, czyli mistrz Mołdawii i nie udało się... Może więc lepiej na razie nie rozpatrywać na kogo może wpaść Legia w trzeciej rundzie eliminacji do Ligi Europy. Czy skreślam ich przed rewanżem na Słowacji? W takiej formie oczywiście, że tak. Nie wiem co się może zmienić przez tydzień... Chyba gorzej już grać nie można.  Czy będą szybciej biegać od zawodników Spartaka, czy będą agresywniejsi, czy będą dokładniejsi, czy będą bardziej zwrotni i dynamiczni? Patrząc na współczynniki obu klubów jest to największa niespodzianka pierwszych spotkań drugiej rundy eliminacji do Ligi Mistrzów. Tym bardziej jeszcze, że to porażka u siebie!!! Słowacy - mając dziesięciokrotnie mniejszy budżet - marzyli o strzeleniu bramki na Łazienkowskiej!!! Zobaczyli jednak jakie to jest banalne:)) Drogę wskazała im Arka Gdynia i Zagłębie Lubin. Legia wysoki współczynnik jako klub zawdzięcza startowi w fazie grupowej Ligi Mistrzów dwa sezony temu. Ach ten Dundalk... Wtedy też pokonała Legia mistrza Słowacji... Trenczyn... Nigdy polski klub nie przegrał w pucharach ze słowackim!!! Aż do wtorku i czwartku:)) Ale co się dziwić? Polskie zespoły ulegały zespołom z Azerbejdżanu czy Kazachstanu. To jest tylko najnowsza historia z tamtego sezonu. Po co sięgać wstecz i wypisywać inne "tuzy" europejskiego futbolu, które eliminowały polskie kluby... Nie ma przypadku, że w rankingu UEFA Lotto Ekstraklasa zajmuje miejsce numer 20 w Europie!!! Dobrze, że w tym FIFA reprezentacji jesteśmy jeszcze wysoko... Słowacja zajmuje natomiast miejsce numer 31!!! w tymże rankingu. Dlaczego więc polskie kluby przegrały ze słowackimi? Dlaczego miałem obawy? W pierwszej rundzie cztery zespoły słowackie nie przegrały żadnego spotkania! Zanotowały 5 zwycięstw i 3 remisy! Patrząc na ranking UEFA to duże osiągnięcie. To wskazywało na ich wysoką formę. Czy była ona jednak aż taka, żeby ponieść dwie porażki? Spartak Trnava nie grał czegoś nadzwyczajnego. Świetna gra w defensywie, dyscyplina taktyczna, agresja, dynamika, poświęcenie, zrozumienie. Do tego umiejętności w grze w ataku. Nic nadzwyczajnego, a i tak 0:2 to wynik szczęśliwy! Mogło być o wiele gorzej... Z czego to wynika? Brak świeżości Legii? Nauka gry trójką obrońców z tyłu? Brak Pazdana i Jędrzejczyka? Brak zrozumienia? Carlitos, Kante czy Wieteska dopiero uczą się gry w Legii i widać jeszcze brak zgrania. Nie było jednak też zaangażowania, ambicji! O tym mówił Radovic. Mnóstwo podań niecelnych, niedokładności, szkolne błędy Astiza... Jak na jedno spotkanie to tych minusów było aż nadto!!! Słowacy robili tylko swoje i realizowali perfekcyjnie swoją taktykę. Legioniści wyglądali jakby jeszcze byli na wakacjach i jakby nie bardzo wiedzieli jak mają grać i co!!! Po takiej kompromitacji, bo mistrz Polski nie może tak grać, dni Klafurica są policzone! Ten mecz mnie tak zmęczył jak występ Polski na mundialu!!! Po obejrzeniu czegoś takiego człowiek się zastanawia co z tą polską piłką nożną... Czyżby reprezentacja jako wizytówka zamazała obraz polskiej piłki przez kilka lat??? Czy mamy sukcesy w piłce klubowej? Czy mamy sukcesy w piłce młodzieżowej? Czy nasi piłkarze decydują o grze najlepszych klubów w Europie? Czy oprócz Lewandowskiego mamy jakąś gwiazdę? Czy polscy piłkarze są rozchwytywani w Europie? Czy polscy trenerzy trenują kluby zagraniczne? Czy polscy sędziowie umieją korzystać z VAR-u na mundialu i nie tylko? Pan Marciniak wczoraj pokazał w meczu Lechii ze Śląskiem, że nadal ma kłopoty z VAR-em... Niczego się nie nauczył... 

 

       Nie tylko jednak Legia uległa Spartakowi Trnava... Swoje spotkanie u siebie przegrał też Górnik Zabrze. Przeciwnikiem był czwarty zespół ligi słowackiej, czyli Trenczyn. Jeżeli jednak od Legii można wymagać dużo więcej niż pokazała we wtorek to do Zabrzan nie można mieć pretensji. Oni i tak piszą piękną historię:)) Przebojem weszli na salony, czyli do ekstraklasy i siłą rozpędu chłopcy Brosza mieszali w czołówce aż do końca ligi. Nagrodą było czwarte miejsce i awans do eliminacji do Ligi Europy! Ta drużyna dwa sezony temu na 8 kolejek przed końcem rozgrywek pierwszej ligi miała taką stratę do czołówki, że nikt im nie dawał szans na awans. Zanotowali jednak serię zwycięstw!!! Uzyskali awans, nie wzmocnili składu i młodymi chłopakami podbili ekstraklasę. Podbili serca kibiców swoją żywiołową grą! Zabrzanie tak się stęsknili za ekstraklasą, że na każdym spotkaniu atmosfera była fantastyczna i kibice szczelnie wypełniali trybuny!!! Chciało się oglądać tę drużynę:)) Kto znał trenera Brosza czy Kurzawę, Kądziora oraz Żurkowskiego? Rafał Kurzawa był na mundialu i jako jeden z nielicznych zagrał dobrze!!! Już ma chłopak bramkę na mundialu w CV:)) Kądzior nie pojechał do Rosji, ale przeszedł do mistrza Chorwacji, czyli do Dinama Zagrzeb! Trenerem jest tam były trener Lecha Nenad Bjelica. Żurkowski już jest uznawany za jeden z największych talentów polskiej piłki. Kto tych chłopaków znał rok temu??? Warto jeszcze wspomnieć o bramkarzu Losce! Ten chłopak też ma papiery na wielkę karierę. Do tego trener Brosz, który świetnie prowadzi tych chłopaków. Stracił w tym sezonie Kądziora, Kurzawę i Wieteskę, czyli filary zespołu... Są na ich miejsce inni młodzi Polacy. Fajnie, że dostają szansę, bo to rzadkość w naszej ekstraklasie. W podstawowej jedenastce średnia wieku to mniej niż 21 lat!!! Do tego sami Polacy i dwóch Hiszpanów. Już z mołdawską Zarią Balti nie było lekko... Nie można było oczekiwać cudu w starciu z Trenczynem. W tej słowackiej ekipie Słowaków jest mało... Większość piłkarzy to zaciąg międzynarodowy, a przeważają Nigeryjczycy. Górnik przegrał 0:1, ale myślę, że remis byłby zasłużony bardziej. Zabrakło skuteczności, doświadczenia i sędziowie też nie mieli swojego dnia. Szkoda pudła Smugi na pustą bramkę... Trenczyn też miał swoje okazje, ale po strzeleniu bramki wcale się nie cofali! Oni tu przyjechali po zwycięstwo i to było widać. Dla Zabrzan to o tyle lepiej, że mieli mnóstwo miejsca na wyprowadzanie zabójczych kontr. Trzeba jednak stworzone sytuacje wykorzystywać... Trenczyn strzelił jedną bramkę, a mógł też dołożyć jeszcze z dwie. To też młoda drużyna i jednak lepsza piłkarsko. Będzie ciężko w rewanżu... Jakości takiej piłkarskiej w tym spotkaniu nie było, ale mierzyły się czwarte zespoły swoich lig. Dużo chaosu, walki, błędów w defensywie. Całkiem inaczej grał Spartak Trnava we wtorek, jeżeli chodzi o dyscyplinę taktyczną, defensywę czy ustawienie na boisku. Czy daję jednak Górnikowi jakieś szanse w rewanżu? Męczyli się w Mołdawii ostatnio... Mają gorszy skład niż w tamtym sezonie, zagrają na wyjeździe, mają mało doświadczenia... Z pewnością nie odpuszczą, będą walczyć, biegać, a czy starczy umiejętności piłkarskich? Fajnie by było zagrać w trzeciej rundzie z Feyenoordem Rotterdam:)) Wróciłyby wspomnienia z dawnych lat jak Górnik Zabrze osiągał sukcesy w europejskich pucharach... Ach... To by była fajna gratka dla piłkarzy i kiibiców:)) Wyjazd na słynny stadion De Kuip w Rotterdamie:))) Bliżej tego są jednak Słowacy przed rewanżem. Mam tylko nadzieję, że chłopcy Brosza pokażą charakter i jak odpadną to po walce. Niech pokażą śląski charakter i życzę im awansu, ale oglądając pierwsze spotkanie potrzeba im zdecydowanie więcej skuteczności i szczęścia. W Zabrzu Trenczyn miał więcej farta, a wcale aż tak lepszy nie był. Można ich ukłuć:)) Trzeba jednak zagrać lepiej niż w Zabrzu. Z pewnością tej polskiej młodzieży będę kibicował i chyba nikt od nich cudów w europejskich pucharach nie oczekiwał. Tak czy owak na razie konfrontacja polsko-słowacka wygląda fatalnie!!! Dwa mecze u siebie, dwie porażki, zero strzelonych bramek i trzy stracone!!! Czy polska piłka ustępuje słowackiej??? My byliśmy na mundialu, a oni nie... Polska to ćwierćfinalista EURO 2016, a Słowacy nie poszaleli tam... Zauważyłem - śledząc składy zespołów grających w drugiej rundzie eliminacji do Ligi Mistrzów i Ligi Europy - dużą liczbę słowackich piłkarzy w klubach zagranicznych. Polaków naliczyłem niewielu... Coś jednak mnie przeraziło... Pisałem o bilansie słowackich klubów w pierwszej rundzie pucharów. Nie zanotowali on żadnej porażki!!! Wszystkie cztery zespoły awansowały do drugiej rundy! Gorsze jest jednak to, że wygrały tylko z polskimi zespołami... Slovan Bratysława przegrał... uwaga! z Balzanem z Malty!!!! Dunajska Streda natomiast uległa u siebie Dynamu Mińsk z Białorusi... Na całe szczęście humory słowackim kibicom poprawił występ Spartaka Trnava w Warszawie i Trenczyna w Zabrzu... Jeżeli taki Slovan ponosi porażkę z zespołem maltańskim to wcale oni tacy mocni aż nie są... To pokazuje jacy my jesteśmy słabi niestety... 

 

         Legia i Górnik pojadą na Słowację próbować odrobić straty i liczę się z tym, że ta sztuka im się nie uda. Legia co prawda wygrała w Kielcach z Koroną dziś 2:1, ale czy zasłużyła na zwycięstwo? Kibice mogą się cieszyć, że grał już Pazdan i że Klafuric wrócił do ustawienia  z czwórką obrońców. Pocieszająca jest też forma Mączyńskiego. W pierwszym meczu z Trnavą został po faulu na nim zniesiony na noszach, ale jak widać nie doznał kontuzji. Całe szczęście, bo chłopak ma pecha ostatnio. Cieszy jeszcze gol Kante, a martwi kolejne krycie na radar w obronie przy stracie bramki. Na środku grał Mateusz Żyro i ten młody chłopak jeszcze się musi dużo uczyć od Pazdana. Spartak wie, że przy strzeleniu bramki Legia będzie musiała strzelić aż trzy, żeby awansować. Jak dla mnie mission impossible w przypadku Legii, a w przypadku Górnika ważny będzie początek. Jak szybko stracą bramkę to będzie ciężko...

 

    Może i Słowacy nam napsuli krwi, ale za to pokonaliśmy PORTUGALCZYKÓW!!! To dobry prognostyk przed reprezentacyjną Ligą Narodów. W czwartek dokonała tej sztuki Jagiellonia Białystok! Przeciwnikiem piąty zespół ligi portugalskiej, czyli Rio Ave. I jest to sukces niewątpliwie! Co w tym pomogło i kto? Pomogła z pewnością ulewa przed meczem:)) Portugalski zespół świetnie operuje piłką, a takie warunki są lepsze dla drużyny, która się broni. Były miejsca na boisku gdzie piłka stawała w w wodzie. Szybko jednak murawa wysychała, ale pomogła białostoczanom w pierwszej połowie. Kiks obrońcy i Machaj nie miał problemu ze strzeleniem bramki! Potem Jaga nastawiła się na bronienie rezultatu. Zawodnicy Rio Ave mieli swoje sytuacje, ale takich stuprocentowych za wiele nie było. Długo utrzymywali się przy piłce, ale w drugiej połowie niewiele z tego wynikało. Jaga dobrze przesuwała, dobrze broniła. Z pewnością to oberwanie chmury utrudniało rozgrywanie piłki Portugalczykom, ale na uznanie zasługuje gra defensywna Jagiellonii. Czy mają oni szansę w rewanżu? Niewątpliwie lepszych piłkarzy ma Rio Ave. Są też lepsi technicznie. Im dłużej w rewanżu będzie się utrzymywał wynik 0:0 tym większa będzie szansa dla Jagi. Dobrze by było lepiej wychodzić z kontrami, bo w Białystoku nie wychodziło to za dobrze. Jakie szanse ma Jaga? Nigdy polski zespół nie wyeliminował w dwumeczu zespołu z Portugali. Zaliczka wydaje się za mała. Biorąc pod uwagę murawę, która utrudniała grę, to dużo atutów jest po stronie Rio Ave w rewanżu, ale... Wystarczy jedna kontra i wtedy Portugalczycy będą musieli strzelić 3 bramki!!! A Jagiellonia wygląda dobrze fizycznie i motorycznie. Z Lechią przegrali u siebie, ale źle nie grali. Utrzymali wicemistrzowski skład, są zgrani, trener Mamrot wie co robi. To wygląda optymistycznie. Jeszcze jestem ciekaw jak jutro zagrają w Gdynii na Arce. Wynik 1:0 u siebie jest bardzo dobry! Rio Ave nie dość, że będzie musiało atakować to jeszcze zabezpieczać tyły. Oby nie powtórzyła się sytuacja z Gabalą z tamtego roku. Na wyjeździe 1:1, a u siebie nieskuteczność i w efekcie porażka 0:2... 

   W Portugali trzeba będzie wykorzystać każdą szansę na strzelenie bramki. Wierzę, że trener Mamrot dobrze nakreśli taktykę i poustawia zespół. Może jestem naiwny, ale przy dozie szczęścia można awansować. Na EURO z Portugalią nie przegraliśmy... Dopiero po karnych... A może w Rio Ave też będą karne? Ten zespół traci bardzo mało bramek u siebie. Z Portugalią też zagramy w Lidze Narodów... Widzę, że Jaga jest dobrze przygotowana do sezonu i zgrana i na tym opieram ewentualny sukces z Rio Ave. Pamiętajmy, że nawet porażka 1:2 daje awans:)) Co jest jeszcze bardzo ważne? Trener Mamrot też to widział, że w drugie połowie Portugalczycy długo utrzymywali się przy piłce, ale nie stwarzali w zasadzie okazji podbramkowych. Taka mądra i skuteczna obrona może przynieść efekt. Do poprawy tylko wyjście z kontrą i dłuższe utrzymanie się przy piłce. Kto wie... Przecież Rio Ave to nie Benfica czy Porto czy Sporting. Zresztą ze Sportingiem to i Legia wygrywała dwa sezony temu:))) Coś nam leży ta Portugalia. A pamiętacie eliminacje za Beenhakera? Zwycięstwo u siebie i remis na wyjeździe!!! Coś mi mówi, że Jaga może awansować i zagrać w trzeciej rundzie z belgijskim Gentem! A czy taki Gent lepszy od Rio Ave? Na razie trzeba poczekać na rewanż z Portugalczykami:)) 

 

   Ciekawe, że daję więcej szans na awans Jagiellonii niż Górnikowi czy Legii, a przecież Rio Ave pokazało największą jakość piłkarską. I Trnava i Trenczyn są słabszymi zespołami. Tyle, że Jaga zaprezentowała się najlepiej i wygrała u siebie nie tracąc bramki! Legia i Górnik grając z zespołami, które są w ich zasięgu, poniosły porażki u siebie nie strzelając nawet bramki… Gorsze jest to, że inne słowackie zespoły przegrały i to nie z potęgami, bo z ekipą z Malty i Białorusi… Źle to świadczy o występie Legii i Górnika. Paradoksalnie to zespół z Białegostoku dostał najmocniejszego rywala, ale coś nam ci Portugalczycy leżą:)) Wynik 1:0 przed rewanżem napawa dużym optymizmem. Wystarczy zagrać tak uważnie w obronie jak w czwartek i czyhać na kontry. Przydałaby się też jakaś ulewaJ) Wierzę, że Jaga będzie się bronić długo i skutecznie.

 

   Został jeszcze Lech Poznań. Byłem ciekawy jak poradzą sobie w białoruskim Soligorsku. Okazało się, że wywieźli świetny rezultat przed rewanżem w Poznaniu. Do tego przy Bułgarskiej będą mogli zasiąść już kibice! Co jeszcze jest na plus? Ano to, że trener Djurdjevic wpaja zawodnikom walkę do końca. Sam był wielkim walczakiem i drużyna przejmuje jego charakter. Już w trzecim kolejnym spotkaniu poznaniacy strzelają bramkę w samej końcówce. Gra nie wygląda jeszcze dobrze i podobno na Białorusi mecz był słaby, ale cieszy walka do końca jak w Płocku czy ormiańskim Kapanie. Doświadczony Trałka ratuje zespół i nowe nabytki z… Portugali. Coś ta nacja się bardzo przewija w tym wpisie. Tiba strzelił bramkę w Płocku, a Amaral wyrównał stan meczu na Białorusi. Dobry początek nowych nabytków Kolejorza. W tej rundzie mamy starcia polsko-słowackie, a w przyszłej czekają nasze zespoły konfrontacje polsko-belgijskie. W przypadku awansu oczywiście Lech trafi na Genk. W zespole tym gra Jakub Piotrowski pozyskany z Pogoni Szczecin. I Jaga i Lech są blisko awansu i gry z duetem Gent-Genk:))

 

   Warto to jakoś zgrabnie podsumować. Przewija się wątek słowacko-portugalski w tych konfrontacjach. Najgorzej wypadł mistrz Polski Legia Warszawa. Jedynym pocieszeniem jest to, że nie wypadną z pucharów, a zostaną zesłani do trzeciej rundy eliminacji do Ligi Europy. Czy można w tydzień poprawić bardzo wyraźnie formę? Z Koroną Kielce wcale nie wyglądało to, mimo zwycięstwa, dobrze. Spartak Trnava jest zdecydowanie mocniejszym rywalem niż Korona! Dzięki defensywie i bramkarzowi Malarzowi Legia zdobyła tytuł... Teraz ta gra w obronie przypomina "dziurawy ser"! Wraca już Pazdan jednak i to będzie działało na plus. Zagra Mączyński, który widać, że jest w formie. Astiz był ośmieszany przez zawodników z Trnavy, a Mateusz Żyro dopiero się uczy. Oby jednak się nie uczył gry w obronie od Astiza. Słowacy będą grać z kontry i potrafią to robić. Wiedzą, że Legia nie jest monolitem w obronie i strzelenie jednej bramki zamknie ten dwumecz. Kante i Carlitos też jeszcze dopasowują się do gry z "elką" na koszulce. Trnava nie powinna wypuścić awansu, bo stanowią zgraną drużynę. Miło się ich oglądało w Warszawie. Prosty i skuteczny futbol, ambicja, zaangażowanie, wola walki, agresja. Czerpali dobre wzorce z mundialu. Siłą jest drużyna, a nie indywidualności! W Legii tych jest dużo, ale na razie nie stanowią drużyny. Szans nie daję też Górnikowi Zabrze... Może i Trenczyn nie jest drużyną nie do ogrania, ale mają lepszych piłkarzy. Czuli się w Zabrzu bardzo pewnie. Nie cofnęli się prowadząc 1:0, co świadczy o tym, że są przekonani o swej wyższości nad zabrzanami. Można liczyć jedynie na nieobliczalność śląskiej młodzieży i charakter, ale czy to wystarczy? Obawiam się, że nie... Wychodzi mi, że polsko-słowacki pojedynek przegramy... Czy to oznacza, że Słowacy mają większy potencjał piłkarski? Nie wiem... Przecież Slovan przegrał z Balzanem z Malty!!! To jesteśmy gorsi od Malty? Dość wątku słowackiego! Czas na portugalski, który jest zdecydowanie bardziej przyjemny. Największe szanse na awans ma Lech Poznań. Ekipa Djurdjevica nie zachwyca, ale... imponuje walka do końca! Dzięki temu wygrali z Wisłą Płock, zwycięsko przegrali z Gandzasarem i zremisowali z Szachtarem Soligorsk. Portugalski zaciąg już zaczyna się spłacać! Tiba strzela w Płocku, a Amaral na Białorusi! Piłkarze będą mieli też doping z trybun w rewanżu. Mam nadzieję, że poznańska lokomotywa będzie przyśpieszać, bo na tle Gandzasaru wyglądało to fatalnie. W trzeciej rundzie będzie czekać belgijski Genk, a przecież rok temu Lech odpadł też z zespołem z Beneluksu, czyli z Utrechtem. Czy można się bać Białorusinów w rewanżu? Ogólnie zajmują jako federacja 19. miejsce w rankingu UEFA, czyli tuż nad Polską. W pierwszym meczu było remisowo... Ich cztery drużyny w drugiej rundzie nie poniosły porażki wygrywając np. z zespołem słowackim! Nie wyobrażam sobie jednak, żeby Lech nie awansował dalej! Wynik 0:0 u siebie daje już awans. W dobrej sytuacji jest też Jagiellonia. Wylosowała najgorzej, a poradziła sobie z Rio Ave! Pomogła trochę ulewa, bo ciężko się gra kombinacyjnie jak piłka staje w wodzie... Lepiej się bronić. Szacunek jednak wielki za grę w drugiej połowie. Trener Mamrot widział, że lepiej bronić wyniku 1:0 niż grać otwartą piłkę. Zawsze to zwycięstwo bez straty bramki, co w dwumeczu może mieć kolosalne znaczenie!!! Wyobraźmy sobie, że Portugalczycy popełniają podobny błąd jak w Białystoku i Machaj strzela bramkę. Wtedy muszą strzelić aż 3!!! bramki, żeby awansować. Jest to lepszy zespół od Jagi, lepiej operujący piłką, lepszy technicznie, ale piłkarze Mamrota pokazali, że umieją się świetnie bronić. To nie była obrona Częstochowy, ale umiejętna gra, co napawa mnie optymizmem. Rio Ave traciło w tamtym sezonie bardzo mało bramek u siebie, a więc ciężko będzie coś strzelić, ale porażka 0:1 daje przecież dogrywkę, a może potem karne:)) I rewanż na Portugalczykach za EURO:)) I dobry prognostyk przed Ligą Narodów:)) Lech awansuje, Jaga albo awansuje albo będzie bardzo blisko, Górnik odpadnie może po remisie, a Legia na otarcie łez zagra w trzeciej rundzie kwalifikacji do Ligi Europy i pewnie będzie rozstawiona. Chcielibyśmy starcia Legii z Crveną Zvezdą, Górnika z Feyenoordem, Lecha z Genkiem i Jagiellonii z Gentem. To by oznaczało komplet w kolejnej rundzie... To już jednak tylko w sferze marzeń... Przeklęci Słowacy zabierają marzenia...

 

 

 Nie tylko jednak nasze zespoły grały w europejskich pucharach. O Słowacji, Białorusi i Portugali już wiemy. Kluby białoruskie w tej rundzie zanotowały dobry bilans, bo zanotowały dwa zwycięstwa i dwa remisy. Po piętach depczą Nam Szwedzi, Izraelczycy i Szkoci. Szwedzi mieli taki sam bilans jak Polacy, czyli 1-1-2. Izrael 1-1-1. Szaleją za to zespoły szkockie!!! Trzy zwycięstwa i remis! Ich łączny bilans z pierwszą rundą to... uwaga!!! 8-2-0! Polacy mają 5-2-3... Patrzę na federacje z rankingu UEFA od miejsca 19 w dół, których wszystkie drużyny zostały posłane już w bój. Cypryjczycy zanotowali bilans 2-1-0. Genialnie prezentują się zespoły z Serbii : 3-0-1, a łącznie 9-2-1! Sparta Subotica pokonała Spartę Praga! Furorę robi za to Kazachstan!!! Trzy zespoły i trzy zwycięstwa!!! Łączny bilans to 9-1-1!!! Astana wygrała z Midtjyllandem, a Ałmaty z Alkmaarem!!! Nieźle też Słoweńcy sobie radzą : 1-2-1, a łącznie 5-5-2. Łączny bilans Słowaków to 7-3-2! Siedem zwycięstw łącznie mają też Bułgarzy. Litwini plasowani bardzo nisko mają też pięć zwycięstw jak Polska. W tej rundzie zagrali jeszcze wszyscy przedstawiciele 55. federacji UEFA. Z topu zagrała np. Sevilla, Lipsk, Burnley czy Atalanta, która sensacyjnie zremisowała z bośniackim Sarajevem u siebie!!! Zespoły greckie, austriackie czy holenderskie nie zachwyciły. Jak polskie zespoły będą znów szybko odpadać to będziemy spadać w rankingu UEFA jeszcze niżej. Widać, że grupa pościgowa nie śpi! I to tyle... Czas na rewanże od wtorku i wtedy będziemy wiedzieć więcej:)

 

CZY MAJKA WYPADŁ DOBRZE CZY ŹLE??? CZY KWIATKOWSKI DOBRZE PROWADZI SWOJĄ KARIERĘ???



   To są dobre pytania. Trzeba spojrzeć jakie były nadzieje przed Tour de France. Rafał jest w formie, Rafał ciężko trenował, Rafał jest świetnie przygotowany... Ilu już widziało Majkę, który nie tylko przyjeżdża z najlepszymi, ale wygrywa etapy górskie... Walczy o miejsce w piątce w generalce... Wszystko się jednak szybko posypało. Pamiętamy Vueltę w tamtym roku... Jak szalał Majka, Marczyński, Bodnar i Poljanski... W tym roku w Tour de France mieliśmy aż piątkę Polaków!!! Każdy miał inne zadania. Liczyliśmy na Rafała, ale upadek na bruku pokrzyżował plany Polaka. Nie wiem czy tylko to miało wpływ czy po prostu słabsza forma. Już w Alpach odjechała generalka i trzeba się było skupić na próbie wygrania etapu. Sprinterzy walczą o swoje jak Sagan czy Gaviria. Górale o koszulkę górala albo wygranie etapu jak Alaphillippe. Liderzy grup walczą o miejsce w generalce. Nie wszystkim się to udaje jak np. Quintanie. Też pewnie marzył o podium, ale chociaż wygrał etap górski na otarcie łez. Rafał jako lider Bora nie wygrał nic... Rozczarował pewnie też sam siebie formą w drugim tygodniu. Fajnie, że zabierał się w ucieczki, że atakował, że próbował, ale nie dało to nawet miejsca na podium na żadnym etapie! On już ma w kolekcji wygrane etapy na Tourze, więc poprzeczka zawieszona jest wyżej. Znają go już inni kolarze. Wiedzą, że jest mocny. Czy był mocny w tegorocznym Tour de France??? Nie był... Na jednym etapie po szczycie było jeszcze 40 km do mety po płaskim, a więc nie dla Majki... Tyle, że etap w Pirenejach, który liczył 65 kilometrów i z metą pod górę był dla niego IDEALNY!!! Pokazał jednak, że czegoś brakuje, bo jeżeli byłby w wielkiej formie to by nie odpadł od Quintany!!! A tak spadał i spadał i spadał i zakończył ten etap na miejscu jedenastym... Oczywiście eksperci i komentatorzy muszą coś mówić i chwalić, bo przecież oczekiwania były inne. Chyba nie takie, że Rafał walczy i potrafi przyjechać  z najlepszymi góralami, bo to wiemy od kilku lat!!! Wymagania wzrosły. Teraz jego rolę takiego NEW MEN IN TOWN przejął Słoweniec Primoż Roglic. Żałosne jest chwalenie sportowca, że walczy... Po to się przygotowuje rok czasu, żeby się pokazać!!! Rafał jest liderem zespołu w generalce na Tour de France, a nie jednym z wielu kolarzy! Patrzcie co zrobił Quintana na jednym etapie. Nie oglądał się na nikogo tylko ruszył do przodu po swoje! Nawet nie spoglądał na Rafała. Wygrał etap w wielkim stylu! A Rafał? Na ostatnim etapie górskim wiedział, że jeżeli nic nie zrobi, to będzie mógł zaliczyć ten Tour de France do nieudanych. Dlaczego zaatakował dopiero na 2 kilometry przed szczytem? Dlaczego nie próbował samotnej ucieczki wcześniej? Tak robią kolarze, którzy się czują w formie jak Alaphilippe np. Nie oglądają się na nikogo, tylko ruszają sami po zwycięstwo etapowe!!! Rafał się tłumaczył, że wcześniej tracił siły, że brak pomocy innych w ucieczkach. Dla mnie BOHATEREM był ROGLIC!!! On bardzo chciał wygrać ten etap. On nadał wysokie tempo grupce liderów. On nie pozwolił, żeby Rafał uciekł daleko. Czego Majka zaatakował tak późno? Tylko dlatego, że zobaczył, że zbliżają się Roglic, Thomas, Froome, Dumolin. To był nie atak, ale OBRONA!!! Czuł, że zwycięstwo etapowe się oddali jak nie skoczy do przodu. Bronił się więc przed resztą. Roglic natomiast dopiął swego i uciekł na zjeździe. Szalony chłopak ze Słowenii!!! A Rafał? Dla mnie był bez wielkiej formy. Pocieszał się tym, że przyjeżdża nadal z czołówką w górach, że umie walczyć, ale czy to są jego ambicje? Żadnego miejsca na podium na etapach górskich... Bywa i tak... Inni byli lepsi... 

    A co z Michałem Kwiatkowskim? Majce nie wyszedł ten Tour de France, a "Kwiato" cieszy się, że ma dwóch kolegów na podium!!! Tym razem na najwyższym nie Froome, a Thomas. Wszystko jednak zostaje w rodzinie SKY:)) Wielu się zastanawia czy taka rola pomocnika pasuje Michałowi. Czy nie lepiej spróbować jazdy w innej ekipie i walczyć o generalkę? Czy ambicje Michała to tylko jazda w najlepszej ekipie kolarskiej na świecie i bycie POMAGIEREM? Może on się boi i takie coś mu pasuje. Takie bycie w cieniu. Ma jeździć jak ROBOT. Co mu każą to robi. Rozrywa peleton w górach, a potem zjeżdża do "boksu"... Czy fajnie się patrzy jak tak wielki talent jest w cieniu Froome'a i Thomasa? On jest gotowy już na sukcesy i jazdę w innym teamie. Mało tego... Uważam, że jest lepszy od Rafała Majki, bo nie dość, że umie jeźdźić w górach to jeszcze świetnie jeździ na czas! Czołowa trójka, czyli Froome, Thomas i Dumolin są ekspertami w jeździe na czas! Chyba każdy kibic kolarstwa chciałby ujrzeć Kwiatkowskiego na takim Tour de France w roli lidera jakiejś grupy... Zobaczyć jak inni walczą dla niego i jak podjeżdża pod górę z najlepszymi. Stać go na to, ale czy on tego chce? Może ma takie ambicje, że czasem wygra jakiś klasyk czy etapówkę, jak Tirreno-Adriatico. Wygra coś dla siebie podczas nieobecności Froome'a i Thomasa. Może mu to starcza i nie chce więcej... Czy lepiej grać w Barcelonie jako pomocnik dla najlepszych czy być gwiazdą mniejszego zespołu? To jest jednak sprawa Michała jak prowadzi swoją karierę. Oby jednak nie przegapił jakiejś wielkiej szansy na sukcesy indywidualne! 

 

   A co z resztą? Ano Tour de France jest nudny... Tu inaczej się jeździ niż w Giro czy Vuelcie. Tu liderzy jadą na wymęczenie innych. Po Alpach utworzyła się czołówka i tak została w Pirenejach. Zwyciężył Thomas, a za nim Dumolin i Froome. Zapamiętamy świetnego Roglica, który zajął czwarte miejsce!!! Wygrał też etap! Zapamiętamy też Alaphillippe'a. Francuz wygrał klasyfikację górską i dwa etapy!!! Zapamiętamy też Sagana, który zwyciężył w punktowej klasyfikacji. Zapamiętamy zwycięstwo Quintany na jednym etapie. Tak na szybko to chyba tyle... 

 

LEGIA BEZSENSU, A MAJKA STRZELA W PIRENEJACH......
Autor: rasmarsom
Tagi: piłka nożna   liga mistrzów   legia warszawa   kolarstwo   tour de france   Rafał Majka  
25 lipca 2018, 22:36

 

 

28.09.2013 rok... To bardzo ważna data dla mnie. Zdjęcie zrobione jest z finiszu MARATONU W PUSZCZY GOLENIOWSKIEJ. Była to pierwsza edycja tej imprezy i to właśnie ją upatrzyłem sobie na debiut maratoński:)) Marzenie pojawiło się rok wcześniej podczas oglądania ceremonii zamknięcia Igrzysk w Londynie. Wtedy to dekorowano najlepszych maratończyków na oczach całego świata... Pojawiła się w głowie taka lampka, że może i ja dam radę? To był maraton leśny, a więc bardzo ciężki. Tu mięśnie dostają potwornie w kość, bo nie ma odbicia jak na asfalcie. Trzeba się napracować, żeby podnieść nogę. Doświadczeni koledzy podziwiali mnie, że na debiut wybrałem taki ciężki maraton. Nie zapomnę małej kontuzji palca, która mi dokuczała wtedy. Nie wiedziałem jakie buty zabrać. Wziąłem takie lekki na asfalt, ale coś mi podpowiedziało, żebym wrócił do domu i wziął Asicsy typowe na taki teren i cięższe. Wyszedłem na rozgrzewkę w tych lekkich i... zaczął boleć ten palec duży u lewej nogi. I co teraz? Przecież nie ubiegnę z takim bólem 42 km! Założyłem Asicsy z inną podeszwą i uff... nie bolał w nich. Zawodników było mało. Większość biegła albo 10 km albo półmaraton. Trasa liczyła cztery okrążenia. Na ostatnich dwóch zostali tylko najtwardsi z najtwardszych, czyli maratończycy:) 60 osób tylko... Biegłem sam, ale za mną jakiś chłopak też. Zaczęliśmy gadać i tak już do mety. Nikogo przed nami, nikogo za nami... Dwóch najlepszych nas zdublowało. On był lekarzem, ale dzień wcześniej pochlał i biegł na kacu. Sam mówił na mecie, że beze mnie by stanął, bo już go kurcze łapały. Motywowałem go i dał radę:)) Ja stając na bufecie na 40. kilometrze poczułem, że jak postoję z 30 sekund to nie ruszę... To zdjęcie jest z finiszu. Obaj byliśmy przy końcu stawki i czas ponad 4:30. Sam nie wiem jak zdobyłem się na taki finisz na takich obolałych nogach. Jak widać frunąłem:)) Tyle, że schodzenie potem po schodach i wchodzenie to jeden wielki BÓL! Miałem wrażenie, że każdy mięsień boli, a przez parę dni zapomnijcie, żebym zrobił przysiad:)) Ciekawe, że pierwszy swój maraton pokonałem mając 33 lata... Jak wiadomo to wiek Chrystusowy:)) Musiałem dostać sporo pomocy z góry:)) Potem żadnego maratonu nie przebiegłem już w całości... Tutaj od startu do mety biegłem. Może dlatego, że nie wiedziałem co będzie... Nie miałem też jakiejś przysłowiowej "ściany"... Niewiedza jest czasem błogosławieństwem. Na następnych maratonach już bywało różnie. Po 35. km był marszobieg. Pierwszego maratonu jednak się nigdy nie zapomina. Czego wybrałem akurat taki ciężki? Nie ma przypadków. Może z tym moim palcem po asfalcie bym nie dał rady, a na miękkim mi nie dokuczał:)) Coś w tym jest... Oto MOJA KOLEJNA PAMIĄTKA Z KALENDARZA BIEGACZA:)))

 

LEGIA JAK POLSKA NA MUNDIALU... BEZ AGRESJI, BEZ DYNAMIKI, BEZBIEGANIA, BEZ POMYSŁU, BEZ KONCEPCJI, BEZSENSU...


   Wiadomo, że na TVP będą mówić przed meczem, że Legia rozjedzie Spartaka Trnavę... Mam dość już słuchania pana Kurowskiego czy Borczucha. Czy oni przed mundialem szukali minusów? Ja rozumiem, że trzeba być optymistą, ale na Boga trzeba też być obiektywnym!!! Legia zaczęła fatalnie ten sezon... Zresztą jak co roku!!! Pamiętacie mecze z Astaną czy Sheriffem Tiraspol? To było raptem rok temu. Mistrz Polski nie poradził sobie ani z mistrzem Kazachstanu ani mistrzem Mołdawii!!! Zapłacił za to trener Jacek Magiera. Dlaczego wczoraj miało być lepiej? Bo to tylko mistrz Słowacji bez gwiazd? Bo Legia ma dziesięć razy większy budżet? Bo mają lepszych piłkarzy? Bo polski zespół nigdy nie przegrał z zespołem ze Słowacji? Bo dwa lata temu Legia wyeliminowała Trencin? Bo trenerem jest Chorwat Klafuric, który miał świetną passę? Bo kupili Kante i Carlitosa? Bo Legia ma bardzo szeroki i mocny skład? 

 

   Tyle, że dobry samochód nie pojedzie bez dobrego kierowcy... Zaczęło się fatalnie od porażki o Superpuchar z Arką, potem porażka w lidze z Zagłębiem... Kto nie przyjedzie na Łazienkowską to sobie radzi!!! Ja się obawiałem Spartaka Trnava i to pisałem na blogu. Nigdy nie widziałem ich w akcji, ale słowackie drużyny nie poniosły w pierwszej rundzie kwalifikacji do LM i LE żadnej porażki! 5-3-0 to ich bilans! Słowacja jako federacja zajmuje dopiero miejsce numer 31 w rankingu UEFA, a Polska miejsce 20. Czy było widać wczoraj różnicę klas? Było, ale na korzyść Słowaków!!! Byłem załamany oglądając to. Sześciu zawodników z Trnavy grało w polskiej ekstraklasie, ich trener Latal doprowadził Piasta do wicemistrzostwa Polski!!! Oni wiedzieli po co przyjechali i jak mają grać! Drogę pokazała im Arka i Zagłębie. I tak też zagrali Słowacy. Zagłębie też szybko strzeliło bramkę i wczoraj sytuacja się powtórzyła. Klafuric kombinuje ustawienie z trójką obrońców, a wczoraj zagrał czwórką... Tak się coś mota jak Nawałka na mundialu. Może Adam już czeka na potknięcie Chorwata... Jak patrzę na tego gościa to coś mi mówi, że miał farta po prostu. Zwolniono jego kolegę, on był asystentem, nigdy nie trenował drużyny samodzielnie. Trenował tylko drużynę kobiecą... Jak duża jest jego zasługa w zdobyciu mistrzostwa Polski? Nie wiem... Legia uwierzyła jak Kucharczyk strzelił gola w Pucharze Polski z Górnikiem i awansowała do finału. Często ratował ją Jarek Niezgoda. W bramce Malarz dokonywał cudów! Ale czy Legia grała jakoś porywająco, efektownie? To Lech i Jagiellonia przegrały tytuł, a nie Legia wygrała! Zdecydowała forma w bramce Arka Malarza, kreatywność Szymańskiego i skuteczność Niezgody. Pamiętajmy, że mistrz Polski poniósł aż 11 porażek w sezonie!!! Wielu mówi, że Legia z takim budżetem powinna rok po roku zdobywać mistrza w cuglach, a nie w ostatniej kolejce!!! Tyle, że częste zmiany trenerów i składu temu nie służą... Teraz znów kombinacja z systemem... Ktoś powie, że Pazdan i Jędrzejczyk nie grają, że Remy ma kontuzję, że wczoraj Mączyński też miał pecha, że Niezgoda ma kłopoty z sercem. Tyle, że zastępcy są! Kupili myślę najlepszych napastników w lidze, czyli Carlitosa i Kante! Wrócił Wieteska po świetnym sezonie w Górniku. Coś jednak na razie nie gra zupełnie... Macie wrażenie, że oni nie wiedzą co mają grać i jak jak reprezentacja na mundialu? Wczorajszy mecz to kalka meczu z Senegalem. Dejavu... Dejavu też Legii z początku poprzedniego sezonu. Dwa lata temu grali w Lidze Mistrzów, ale w ostatniej rundzie mieli Dundalk z Irlandii... Tym razem mistrza Irlandii dostali na początek... Może lepiej, żeby odpadli ze Spartakiem, bo Crvena Zvezda Belgrad w następnej rundzie może ich ośmieszyć wręcz... Z taką grą jak wczoraj to nie mogą marzyć o awansie do fazy grupowej Ligi Europy. Grał w ogóle Szymański??? Przyszła gwiazda Polski??? W zespole słowackim robił co chciał Jirka i ten chłopak też jest młodziutki, a nakrył czapką Szymańskiego... Do tego Egho z Austrii. Siał popłoch, a miał to robić Carlitos z Kante... Tyle, że Legia wyglądała jakby oni byli jeszcze na urlopach. Słowacy i szybsi i dynamiczni i mądrze biegali i stwarzali sytuacje i mieli pomysł i świetnie bronili i walczyli z poświęceniem i agresywnie. Byli tam gdzie trzeba, asekurowali się. Ich siłą jest gra defensywna. Dzięki niej zdobyli tytuł. W Warszawie pokazali jednak, że potrafią zaatakować. Ciężko było patrzeć co robi Astiz z Phillipsem... Fatalna gra w obronie!!! Astiz to zachowywał się jak trampkarz!!! To ośmieszenie w jednej akcji dwa razy przez napastnika gości i potem przegrana walka stykowa i gol na 2:0... Ciekawe czy Słowacy myśleli, że będzie tak łatwo... Powinni prowadzić już prawie od początku i bramka się im należała. Wykluczenie Mączyńskiego z gry też im pomogło. Coś ten chłopak ma pecha ostatnio dużego... Zachowanie jednak obrońców przy pierwszej bramce to kalka zachowania polskiej obrony z meczu z Senegalem. Facet nie kryty, spokojnie przyjął i uderzył. Im dalej w mecz tym gorzej dla Legii... Wynik 2:0 jest bardzo sprawiedliwy i może ciut za niski! Czy losy dwumeczu są już rozstrzygnięte? Pewne jest, że Spartak Trnava ma wielki szacunek do umiejętności warszawiaków i nie czuje się już wygranym dwumeczu. Boli, że na tle mistrza Słowacji mistrz Polski wyglądał jak uczniak... Tyle błędów prostych, niedokładności, niezrozumienia, braku charakteru, ambicji... Fajnie mówił o tym Miro Radovic. Jeden z niewielu piłkarzy Legii, którzy się czują prawdziwymi legionistami!!! Mu było wręcz wstyd za postawę kolegów... To była kompromitacja. Arek Malarz też nie wiedział jak to tłumaczyć... Jeżeli ktoś nadal uważa, że polska piłka nożna jest silna to polecam obejrzenie tego spotkania... Już się boję co będzie w czwartek w eliminacjach do Ligi Europy pozostałych trzech drużyn... Pisałem jednak, że nadziei nie mam i złudzeń. W trzeciej rundzie będą czekać Genk, Gent i Feyenoord!!! Futbol Z Beneluksu:)) Kto sobie poradzi? Czy Lech czy Górnik czy Jaga? Oby chociaż jeden dał radę... Po tym jednak co wczoraj obejrzałem to nastawiam się, że we wrześniu naszym klubom zostanie walka tylko w lidze i Pucharze Polski jak w tamtym roku i kolejna obsuwa w rankingu UEFA... Biją nas już prawie wszyscy w Pucharach... Ale mnie zmęczył ten wpis i chyba jeszcze bardziej od oglądania Legii wczoraj... Nawet Kurowskiemu znikł głupi uśmiech po meczu... A to już jest naprawdę sztuka:)) Klafuric ma problem, bo skończyła się passa, a trwa BESSA!!! Jego dni są policzone i jestem tego pewien, a ucierpi na tym Legia. Brak awansu znów do fazy grupowej europejskich pucharów to będzie spory cios dla budżetu... Może jednak złapią świeżość za tydzień czy dwa tygodnie... Jak to mówił Bednarz Jacek, że nadzieja umiera ostatnia... Inni jednak mówią, że NADZIEJA JEST MATKĄ GŁUPICH!!! Macie przykład z mundialu... Wierzymy, mamy nadzieję i te wszystkie bzdety i co : KLĘSKA!!! Ech...

 

CO Z TĄ MAJKĄ?

 

 

   Czy wierni kibice kolarstwa mają lepsze nastroje od kibiców piłki nożnej? A ciekawe ilu jest kibiców szermierki?:) Jak tacy są to pewnie są załamani postawą szermierzy na mistrzostwach świata... W zasadzie nie ma o czym pisać więc przemilczę to, bo za dużo złych przemyśleń jak na jeden wpis. Skupię się na Tour de France i Rafale Majce. Dwa lata temu szalał na Tourze... Rok temu świetnie jechał w Vuelcie... Podobno w tym roku był w świetnej formie. W poprzednim Tour de France miał fatalny upadek. Nie chcę już słuchać jak mówią, że są w formie sportowcy... Mam uraz po mundialu, optymalnej formie i markerach zmęczeniowych! Wyjdź i pokaż to!!! Mam też dość pompowania baloników przez ekspertów!!! Mam dość chwalenia sportowca za walkę!!! Mam dość chwalenia za jakąś walkę o honor!!! Nie to, że Rafał nie walczy, bo daje z siebie wszystko, ale to jest za mało na choćby bycie w trójce na etapie. Nie można tłumaczyć wszystkiego brakiem szczęścia. Upadł na bruku i ok... Poturbował się, a w następny dzień Alpy. Tyle, że jeżeli dalej jedzie to znaczy, że jest w stanie walczyć! Nie jest jednak w wybitnej formie i to widać. Coś próbuje, ucieka. Na dwóch etapach był blisko. Wciąż jednak to jest za mało i czegoś brakuje. Dzis był etap dla niego. Wygrywał już na tej górze dwa lata temu. Do tego finisz pod górę. Do tego niegroźny w walce o generalkę. Do tego krótki etap, bo tylko 65 kilometrów. I co? Było świetnie, ale zabrakło mocy... To pokazało, że może i upadek na bruku miał wpływ w Alpach na jazdę Rafała, ale dziś zabrakło formy! Widzieliście Quintanę? On jechał jak po bułki do sklepu w Bogocie, a Rafał umierał mu na kole! Nawet nie patrzał na Polaka jakby wiedząc, że nie utrzyma koła. Majka w wielkiej formie by tak nie spuchł! Brawa za walkę, ale na Boga to jego zawód! On się do Tour de France przygotowywał prawie rok!!! On jest liderem swojej grupy Bora!! On ma obowiązek walczyć w górach, bo jest góralem!! Jeżeli dziś bym oglądał pierwszy raz Polaka w życiu to bym pomyślał, że to jakiś kolarz, który jest niezły w górach, ale bardziej na teren pagórkowaty się nadaje. Widać było, że strzeli i strzelił... I to tak, że spadł aż na miejsce 11.!!! I jak mi ktoś powie, że jest on w wielkiej formie na Tour de France to dziś miał przykład... Coś nie poszło, coś nie zagrało. Czy tylko upadek w Roubaix jest temu winny? Trzeba stawiać sprawę jasno! Jaki był cel przed Tour de France? Walka w generalce! Jaki zrobił się jak już ten cel nieosiągalny? Walka o zwycięstwo etapowe w górach! Co się udało??? Nic!!! Za co tu więc chwalić? Został jeden etap w Pirenejach, ale jak Rafał dziś tak strzelił to ja nie jestem optymistą... Nie trafił z formą i to trzeba przyznać szczerze i otwarcie. Coś próbuje wyszarpać, ale jak to mówi Szczęsny Maciej : "Jak jesteś zmęczony to nie masz sił biegać, dobrze się ustawiać na boisku, doskakiwać do przeciwnika, przesuwać"... Niewiele możesz... I to przerabia Majka. Walczy jak lew, ale to inni są w lepszej formie i ten Tour de France Rafał zaliczy do nieudanych! Koniec tego smutnego wpisu... Bo zaraz w depresję wpadnę... A w czwartek kolejne koszmary w europejskich pucharach... 

JAK TO DOBRZE, ŻE MAMY SKOKI I ŻUŻEL:))...
Autor: rasmarsom
Tagi: kolarstwo   piłka nożna   żużel   lekkoatletyka   lotto ekstraklasa   szermierka   siatkówka plażowa  
23 lipca 2018, 15:30

 

Zacznę od kolejnej mojej fotki:)) To był 12.10.2014 rok! MARATON W POZNANIU! A wiecie co zdarzyło się dzień wcześniej? To bardzo ważna data w polskim futbolu, bo to wtedy polscy piłkarze uwierzyli, że mogą dokonać wielkich rzeczy. Wygrali przecież z Niemcami 2:0!!! Od tego spotkania wszyscy w Polsce zaufali bezgranicznie Nawałce i zaczął się boom na reprezentację. Ja wtedy nie oglądałem tego spotkania... Na drugi dzień startowałem i musiałem się wyspać. Na dodatek byłem cały tydzień przeziębiony więc nie czułem się na siłach... Było tak głośno jak Polacy strzelali bramki, że wiedziałem, że wygrali 2:0:)) Wiedziałem też, że Niemcy cisnęli, bo długi czas była cisza i w końcu Mila i 2:0!!! Nie wiem ile spałem tej nocy, ale kibice szybko spać nie poszli w Poznaniu... Też chciałem osiągnąć coś wielkiego nazajutrz. Polscy piłkarze pokazali jak można pokonać mistrzów świata! Ja chciałem pobić życiówkę, czyli zejść poniżej 4. godzin. Temperatura była idealna, bo jakieś 15 stopni. Niestety tygodniowa grypa dała się we znaki i już od początku wiedziałem, że będzie walka o przetrwanie. Byłem w takiej formie... Im jednak wyższa forma tym większe ryzyko infekcji. Miesiąc wcześniej we Wrocławiu było za gorąco na szybkie bieganie. Czułem, że w Poznaniu będzie idealnie. Był to mój piąty pokonany maraton w ciągu roku!                                    Taka moja kartka z kalendarza:))                                                                                                      

 

ŻUŻEL I SKOKI NARCIARSKIE TO NASZE NARODOWE DYSCYPLINY!!!


     Nie od dziś wiadomo, że Polacy kochają żużel i skoki narciarskie. Czy możliwe jest jednak oglądanie polskich sukcesów w tych dyscyplinach latem? 

    Tak zdarzyło się w ten weekend! Dlatego, że skoczkowie startowali w ... letnim cyklu Grand Prix, a żużlowcy jeździli w Cardiff również w... Grand Prix. I w Wiśle i w Walii POLACY DZIELILI I RZĄDZILI!!! Tak, tak! Polski kibic mógł się poczuć dumny z wyczynów skoczków i żużlowców. Mógł otrząsnąć się po mundialu. Piłkarze w pierwszej rundzie kwalifikacji do europejskich pucharów też nie zachwycili, ale od czego mamy te dyscypliny w których jesteśmy POTĘGĄ!!! Też o tym pisałem, że piłka nożna to najpopularniejszy sport na kuli ziemskiej, ale ile nacji uprawia na wysokim poziomie skoki narciarskie i żużel? Można je wyliczyć na palcach dwóch rąk... Są to dyscypliny niszowe. Kto się liczy w skokach narciarskich? Norwegia, Niemcy, Austria, Słowenia, Japonia, Polska... A w żużlu? Polska, Wielka Brytania, Szwecja, Dania, Australia, Rosja... Piszę tylko o tych krajach, które teraz są na topie. Dodatkowo żużel nie jest nawet dyscypliną olimpijską, ale Polacy uwielbiają i skoczków i żużlowców i nikt nam tego nie zabierze, że jesteśmy MOCNI!!! 

   Oczywiście nie tylko to się działo w weekend, ale w Wiśle polscy skoczkowie deklasowali rywali, a w Cardiff czterech żużlowców spisywało się świetnie, a wygrał Bartek Zmarzlik! Oprócz tego mieliśmy apetyty na walkę Rafała Majki w generalce Tour de France, ale na to trzeba poczekać do przyszłego roku. Przed nami jeszcze Pireneje i oby Rafał ugrał coś na jakimś etapie. Tylko to już mu zostało. Na razie wyjątkowo nie ma szczęścia... Upadek na etapie do Roubaix, straty w Alpach, a potem na dwóch etapach próbował szczęścia, ale nie udało się. Liczyliśmy też na naszych siatkarzy plażowych w mistrzostwach Europy. Szczególnie na liderów cyklu Grand Prix, czyli parę Kantor-Łosiak!!! Wygrali niedawno turniej w Warszawie i wydawało się, że w końcu coś ugrają na wielkiej imprezie. Zatrzymali się jednak na 1/8 finału i jest to spory zawód... Trwają też mistrzostwa świata w szermierce, ale na razie naszym nie idzie... Królowa sportu, czyli lekkoatletyka wchodzi na najwyższe obroty. Najlepsi osiągają niebotyczne wyniki na mityngach Diamentowej Ligi jak choćby rekord świata na 3000 metrów przez przeszkody kobiet!!! W tym roku już za tydzień zacznie się impreza docelowa, czyli mistrzostwa Europy w Berlinie. Dla zawodników spoza Europy najważniejszy jest w tym roku cykl Diamentowej Ligi. My przyglądaliśmy się formie naszych reprezentantów i reprezentantek na mistrzostwach Polski w Lublinie. Jedno jest pewne. Podobnie jak dwa lata temu tak i teraz nasi przywiozą worek medali z Berlina!!! Szkoda tylko, że nie będzie wręczać medali Pani Szewińska... Ruszyła też Lotto Ekstraklasa! To ważne dla czterech naszych drużyn eksportowych, które w tym tygodniu zagrają w drugich rundach kwalifikacji do Ligi Mistrzów i Ligi Europy. Można było zobaczyć jak wyglądają w  pierwszej ligowej kolejce i... powodów do optymizmu nie ma niestety. Najlepiej wypadł Lech Poznań, który wygrał w Płocku w końcówce. Walczyli do końca jak w Armenii. Legia znów przegrała na ligowym podwórku i drugi raz na Łazienkowskiej!! Najpierw przegrany Superpuchar z Arką, a w sobotę porażka z Zagłębiem Lubin!!! Czy Spartak Trnava ma się bać przyjazdu we wtorek do Warszawy? Lech pojedzie natomiast na Białoruś w czwartek. Górnik Zabrze zremisował z Koroną, a w czwartek zagra ze słowackim Trenczynem. Ich nie można się jednak czepiać, bo przecież odeszli Kądzior, Kurzawa, a Wieteska wrócił do Legii z wypożyczenia. Przegrała Jagiellonia u siebie i raziła nieskutecznością. W czwartek z Rio Ave tak zagrać nie mogą!!! 

 

   Lepiej pisać jednak o przyjemnych rzeczach:)) Można było się zachwycać formą Polaków w Wiśle-Malince!!! Inauguracja sezonu letniego wypadła genialnie!!! Wiadomo, że najwyższa forma ma przyjść zimą, ale forma Polaków zrobiła wrażenie na rywalach. W konkursie drużynowym Polacy wygrali z przewagą uwaga!... 70. punktów!!! Deklasacja i pokaz mocy na polskiej ziemi. Adam Małysz może być dumny, bo to skocznia jego imienia. Tutaj polska kadra nie może dawać plamy ani latem ani zimą. Nie wiem co robi Horngacher z naszymi skoczkami, ale wyregulował nawet Żyłę! To jest sztuka nie lada! Piotrek widać, że jest bardzo zadowolony, bo tamtą zimę miał nieudaną. Zastąpił go Stefan Hula, dla którego to była najlepsza zima w karierze! Cuda czyni Stefan Horngacher i dobrze, że przedłużył kontrakt z polskim związkiem narciarskim. Pod jego wodzą Kamil Stoch odzyskał radość ze skakania. Dawid Kubacki wciąż się rozwija. Równo skakał zimą też Jakub Wolny, a Tomek Pilch to kolejna nadzieja polskich skoków. Zawodnicy cenią sobie pracę z Austriakiem. Są przecież mistrzami świata w drużynówce i medalistami Igrzysk Olimpijskich!!! W ten weekend znów pokazali, że jest świetnie. Sprawili dużo radości kibicom w Wiśle. Lepiej kibicować latem w promieniach słońca niż w mrozach:)) Skoczkowie też pewnie lubią jak im ciepło pod kombinezonami. Pamiętamy przecież Pjongczang i kostniejącego Ammanna... Niełatwo mają zimą. To jednak dyscyplina zimowa, a nie letnia.  

   A co u naszych? W drużynówce nie mieli rywali. Stoch i Żyła latali, a Kot i Kubacki robili swoje. W konkursie indywidualnym mistrz olimpijski Kamil pokazał klasę i pewnie zwyciężył. Deptał mu po piętach będący w kapitalnej dyspozycji Piotrek Żyła. Ma on piekielne odbicie i jak jest w formie to jest zdolny do wielkich rzeczy. Dwa lata temu zdobył przecież brąz MŚ!!! Ostatni sezon miał gorszy i nie mógł poradzić sobie z pozycją dojazdową. W Wiśle pokazał, że wszystko jest na dobrej drodze. Horngacher dotarł do jego umysłu:)) Dawid Kubacki zajął czwarte miejsce, ale niewiele stracił do podium! Prawie byliśmy świadkami historycznego wyczynu, czyli trójka Polaków na podium! Nie ma się co bardzo podniecać, bo wielu skoczków traktuje lato jako trening przed zimą. Weryfikacja przyjdzie zimą! Rywale jednak znają już moc polskich skoczków i mogą się obawiać. Mamy przecież trójkę zawodników doświadczonych i każdy z nich może stanąć na podium albo wygrać. Szuka swojej formy Maciej Kot. On ma w głowie jak skakał w sezonie 2016/2017 kiedy wygrywał konkursy PŚ. Na razie widać, że jest za wspomnianą trójką. Stefan Hula miał życiowy sezon zimą i sam jestem ciekaw czy jest w stanie to powtórzyć. Równo skacze Kuba Wolny. Naciska z tyłu Tomek Pilch, z czego pewnie zadowolony jest Adam Małysz. W końcu jego rodzina:)) Dodajmy, że do drugiej serii niedzielnego konkursu awansowało aż 9. polskich skoczków z 11.!!! Prezes Apoloniusz Tajner może spać spokojnie. Dla niego najważniejsze było przedłużenie kontraktu z Horngacherem, co się udało. Stefan, odkąd jest z polską kadrą, to nie zawodzi. Same sukcesy. Do tego wciąż bardzo blisko jest ikona polskich skoków, czyli Adam Małysz. Wszystkiego pilnuje Apoloniusz i źle być nie może w takim składzie. Kto w tamtym roku dominował w letnim cyklu? Ano Dawid Kubacki. Ciekawe jak będzie w tym sezonie... Skoki narciarskie od 2000 roku stały się dyscypliną narodową i kochaną przez Polaków. Zimą kiedy ciemno, smutno i zimno to nasze serca rozgrzewał Adam Małysz, a potem Kamil Stoch i inni. Taki serial, który trwa długo już. Polacy uwielbiają seriale jak np. M jak Miłość:)) Zimą mamy serial S jak skoki narciarskie:)) Jak komuś jednak brakuje latem M jak Miłość to sobie ogląda powtórki, a jak polskiemu kibicowi skoków brakuje zmagań zimą to może się pasjonować cyklem letnim Grand Prix:)) Jest wszystko super!!! Dopóki będzie Horngacher to tak będzie. Zawodnicy są już bardzo doświadczeni i świadomi tego co robią i co chcą osiągnąć. Bardzo duża dojrzałość sportowa i mentalna. Do tego ogromna rywalizacja w drużynie, która napędza. Pamiętam jak Małysz skończył karierę i wydawało się, że już tak pięknie nie będzie, ale Stoch to kontynuował i szybko zapełnił pustkę, a potem zrodziła się świetna drużyna, czyli Żyła, Hula, Kot, Kubacki i oczywiście Kamil. Horngacher to poukładał, Małyszowi znudził się Dakar i wrócił do skoków, a Tajner trwa w nich od kilkunastu lat. Jest ekipa, jest atmosfera, jest organizacja, jest rywalizacja i są co najważniejsze SUKCESY!!! Wiemy jak one budowały kadrę Nawałki aż do... W skokach jednak jesteśmy potęgą, a w piłce nożnej NIE!!! Sami zobaczycie w tygodniu, że nie jesteśmy, jak nasze drużyny klubowe zagrają z zespołami ze Słowacji, Białorusi i Portugali... Jak się pomylę to odszczekam:)) Nastawiam się jednak bardzo pesymistycznie, po tym co ujrzałem w pierwszej rundzie i pierwszej kolejce ligowej...

 

  W skokach mamy trójkę muszkieterów!!! W żużlu jednak też! Zmarzlik, Janowski i Dudek!!! Oni nie chcieli być gorsi w ten weekend od skoczków! I nie byli! W Cardiff miała miejsce już piąta odsłona walki o indywidualne mistrzostwo świata. W stawce szesnastu zawodników mamy czwórkę Polaków. Humory polskich kibiców żużla zostały w sobotę bardzo poprawione:)) We wcześniejszych czterech zawodach Grand Prix bywało różnie, a na krótkim torze w duńskim Horsens było bardzo słabo... Dwa tygodnie temu w Szwecji klasę pokazał Maciej Janowski o czym pisałem. Triumfował bardzo pewnie. W walijskim Cardiff, gdzie panuje świetna żużlowa atmosfera, było jeszcze lepiej!!! Można było stawiać na Maćka, bo przecież wygrał tu w ubiegłym roku. Triumfował jednak Bartosz Zmarzlik, a Janowski był trzeci!!! Do tego byliśmy świadkami historycznego wyścigu w półfinałach, kiedy to na starcie pierwszego z nich stanęło czterech naszych żużlowców!!! Do finału mogło awansować jednak tylko dwóch. Takie mistrzostwa Polski w Walii:)) Także najpierw skoczkowie niszczyli rywali w Wiśle, a potem żużlowcy pokazali moc. W odpowiednim momencie, bo za nami półmetek rywalizacji, a z ostatnich pięciu turniejów aż dwa!!! odbędą się w Polsce (Gorzów i Toruń). Dodatkowo w mieście Kopernika odbędzie się finał cyklu, który ostatnio rozgrywany był aż w... Australii. Tym razem żużlowcy nie będą musieli lecieć na Antypody:)) Finał będzie tam gdzie miejsce dla żużla, czyli w Polsce! Ekstraliga żużlowa, to jak wiadomo, najsilniejsza liga żużlowa na świecie! Do tego Polacy wygrywali rok w rok Puchar Świata dopóki nie zamieniono tego na MŚ par... I w tym roku był już tylko brązowy krążek i to z dużą stratą do Rosjan i Brytyjczyków. Jeżeli chodzi natomiast o Wielką Brytanię to kontynuują oni pasmo sukcesów. Tai Woffinden jest przecież liderem cyklu Grand Prix z przewagą aż 20. punktów!!! W każdym z pięciu turniejów jechał w finale!!! Tylko kataklizm może mu zabrać trzeci tytuł mistrza świata! Ostatni raz triumfował w sezonie 2015, a w tamtym roku był trzeci. W tym od początku jego celem jest tylko tytuł! Mówił kibicom brytyjskim, że co prawda byl drugi w Cardiff, ale speedway is coming home:)) Piłkarzom nie udało się zdobyć podium na mundialu, a on zapewnił, że zdobędzie mistrzostwo świata! Do tego w Tour de France dzielą i rządzą Walijczyk Thomas i pół Brytyjczyk Froome o korzeniach kenijskich... Ja myślałem, że wszyscy Kenijczycy są czarnoskórzy, ale jak mają matkę i ojca czarnoskórego:)) Dlatego Froome jest biały:)) 

 

   Wracając jednak do żużla... Tai Woffinden jest, wydaje się, nie do zatrzymania. Smutne to dla polskich kibiców, bo przecież na tytuł mistrza świata czekamy od 2010 roku i triumfu Tomka Golloba! Polak jeszcze tylko raz był mistrzem świata, a było to w... 1973 roku. Dokonał tego Jurek Szczakiel. I tak co roku czekamy, że może teraz. Może Dudek, może Janowski,a  może Zmarzlik. Każdy z nich ma papiery na to. Patryk Dudek to wicemistrz świata sprzed roku! Wtedy ustąpił tylko Australijczykowi Jasonowi Doy'leowi. Obaj jednak po ubiegłorocznych sukcesach są wyraźnie w słabszej dyspozycji. Trzeba pamiętać, że Doyle w tamtym sezonie jeździł z kontuzją. Wiele go to kosztowało zdrowia... W Cardiff bardzo źle upadł i został zabrany karetką. Co do Patryka, to w tamtym roku udało mu się wygrać w Toruniu pierwsze w życiu Grand Prix. Zmarzlik czy Janowski też wygrywali w tamtym roku. Maciej aż dwa razy : Dania, Wielka Brytania. Bartek wygrał w Szwecji, a żeby tego było mało to Piotr Pawlicki zwyciężył w Grand Prix Łotwy! Na 12 zeszłorocznych turniejów aż w pięciu wygrywali Polacy!!! Nie dało to jednak mistrzostwa świata żadnemu z naszych... Dudek był drugi, Janowski czwarty, a Zmarzlik piąty. Sytuacja w tym cyklu powtórzy się, bo nie wierzę, że Woffinden nie zdobędzie tytułu. Naszym pozostaje walka o drugie i trzecie miejsce w cyklu. Na półmetku, dzięki fenomenalnemu startowi w Cardiff, jest bardzo dobrze. Fredrik Lindgren już ma niewielką przewagę nad trzecim Janowskim. Wydaje się, że Szwed jest w gorszej formie niż na początku sezonu. Bartek Zmarzlik dzięki... uwaga 19! punktom w Walii włącza się do rywalizacji o medale. O pudło powalczy też Rosjanin Sajfutdinow i niezniszczalny Amerykanin Greg Hancock! Potrójny mistrz świata ma już 45 lat!!! Reszta stawki będzie walczyć raczej o utrzymanie się w cyklu. To dotyczy mistrza świata i wicemistrza świata : Doyle i Dudek. Brat Piotrka - Przemek Pawlicki- musi tak jeździć jak w sobotę, żeby marzyć o czołowej ósemce. Tu pokazał w końcu, że umie się ścigać z najlepszymi i zaliczył najlepszy występ w sezonie awansując do półfinału. Lubię oglądać na torze Zmarzlika i cieszę się, że wygrał w Cardiff. Jeździ jak Tomek Gollob i myślę, że mistrz jest dumny z Bartusia:)) Z pewnością życzy mu medalu indywidualnego czy w przyszłości tytułu mistrza świata. Z pewnością jego jak i Maćka Janowskiego stać na to. W tym sezonie trzeba będzie się jednak zadowolić co najwyżej tytułem wicemistrza świata jak w zeszłym roku... Zawsze ktoś musi wyskoczyć... Czy to Doyle czy Woffinden czy Hancock... Nie można jednak nie cenić i nie lubić Tajskiego. To bardzo pomocny facet i to pokazuje swoją postawą nie tylko na torze, ale i poza nim. Prawdziwy ambasador speedway'a. Myślę, że jak w Toruniu zdobędzie tytuł, to dostanie owacje od polskich kibiców:)) My cieszmy się, że nasi pokazali klasę w Cardiff i wrócili do walki o medale. Emocje gwarantowane! Jak to zwykle w "czarnym sporcie" dla prawdziwych facetów:)) Oni nie jeżdżą dopiero wtedy jak im urwie nogę czy rękę. Jak jednak są cali to zawsze wyjeżdżają na tor. 

 

A CO JESZCZE W TRAWIE PISZCZY?


   Skupiłem się na skokach narciarskich i żużlu gdzie Polacy brylowali, ale mieliśmy przecież inne nadzieje jeszcze. W Holandii, w mistrzostwach Europy w siatkówce plażowej nie popisali się Kantor z Łosiakiem... Ich porażka w 1/8 finału to spore rozczarowanie!!! Grali co prawda z gospodarzami, ale ci odpadli już w następnym spotkaniu... Nie można się było pocieszyć, że PIERWSZA PARA WORLD TOURU uległa mistrzom Europy. Nadal Kantor z Łosiakiem pozostają bez medalu w wielkiej imprezie. A miało być tak pięknie... Przecież dwa tygodnie temu wygrali swój pierwszy wielki turniej World Touru w Warszawie. Gdzieś we wstępie użyłem chyba nie World Tour, a Grand Prix... Pomyłka cyklów z żużlem:)) 

   Powodów do radości nie mamy też na Tour de France. Oczyma wyobraźni widzieliśmy Polaka na podium na Polach Elizejskich, ale te marzenia trzeba znów odłożyć na przyszły rok... W tamtym roku Majka upadł i w tym też. Różnica jest taka, że w tym roku poobijał się na brukach do Roubaix... Taki etap zafundowali organizatorzy przed Alpami. Wydawało się, że jest świetnie przygotowany, ale ten upadek wpłynął na jego formę w Alpach. Poniósł wielkie straty i została tylko już walka o zwycięstwo etapowe. A miało być tak pięknie:)) Nie można mu odmówić walki i determinacji, jak na wczorajszym etapie, ale brakuje szczęścia Rafałowi. W Alpach też próbował, ale może jeszcze się uda coś osiągnąć w Pirenejach. Tam liderzy będą siebie pilnować i to będzie szansa dla Polaka na odjazd na którejś górze. Najlepiej jak będzie finisz pod górę, a nie jak na płaskim wczoraj, kiedy to rywale go doszli i minęli... Nie miał szans na samotny dojazd do mety i śmietankę etapową spił kto inny. A kto wygra? Pewnie ktoś ze Sky. Będzie to Froome albo Thomas, bo po tym jak Dumoline przegrał Giro to jakoś go nie widzę jako triumfatora Wielkiej Pętli. W Sky szaleje oczywiście Michał Kwiatkowski i też pojawiają się pytania czy nie czas, żeby został liderem innej grupy? Były mistrz świata w SKY zawsze będzie pomocnikiem... Co prawda najlepszym, ale czy to takie pocieszenie obserwować jak robi rzeź w peletonie, a potem na 5 kilometrów przed metą ustępuje swoim liderom? Nad tym też debatują kibice kolarstwa... Czy warto tak prowadzić karierę i pić szampana z Froomem i Thomasem? Obserwować jak to oni dostają buziaki na podium? Nie wiem, ale chyba też bym chciał zobaczyć Michała na Wielkim Tourze jako lidera jakiejś innej ekipy, a nie tylko pomocnika. Zgadzam się z Wyrzykowskim... 

 

   O szermierczych mistrzostwach świata pisał nie będę, bo tam po dwóch dniach sukcesów też brak. Za nami rywalizacja w czterech turniejach indywidualnych i jak na razie żadnego miejsca w ósemce... Za tydzień jednak coś na co czekamy, czyli oklaskiwanie naszych na mistrzostwach Europy w Berlinie. Dwa lata temu był grad medali w Amsterdamie!!! 12 medali (6-5-1) i zwycięstwo w klasyfikacji medalowej!!! Czy można to powtórzyć? Liczę znów na liczbę około 10. medali:)) Odbyły się mistrzostwa Polski w lekkoatletyce. Generalny sprawdzian przed imprezą docelową i można liczyć jak zwykle na Kszczota i Lewandowskiego. Swoje zrobi też Anita Włodarczyk. W kuli szansę wielką na tytuł mistrza Europy ma Michał Haratyk. W tyczce mamy Wojciechowskiego i Liska. Mamy też "Aniołki Matusińskiego" w sztafecie 4x400 metrów. W młocie dzielą i rządzą Nowicki z Fajdkiem. W kuli pań Paulina Guba ma formę nawet na zwycięstwo! Już nazbierałem prawie 10 medali:)) A może ktoś jeszcze wyskoczy? Może Justyna Święty albo Gosia Hołub indywidualnie na 400 metrów? Może Sofia Ennaoui? Może Andżelika Cichocka na 800 metrów? W słabszej formie są dyskobole niestety... Bednarek wzwyż też jakoś mizernie... Może Hoffmann czy Ania Jagaciak w trójskoku? Jak widać szans medalowych będzie sporo:)) Nie można zapominać też o sztafecie mężczyzn 4x400 metrów. To w końcu halowi mistrzowie świata!!! Jeżeli o kimś zapomniałem to może i lepiej, bo wtedy taki medal niespodziewany smakuje najbardziej:)) Będzie POLSKA KRÓLOWĄ W BERLINIE!!! Żal tylko, że bez KRÓLOWEJ IRENY SZEWIŃSKIEJ... Ona jednak wesprze naszą kadrę z góry tak jak Kamila Skolimowska wspiera Anitę Włodarczyk:)) 

 

 

   I nie creme de la creme na koniec... Zaraz ja idę zrobić trening biegowy, ale jeszcze kilka słów o polskiej "skopanej". Prawda, że po mundialu jesteśmy skopani? Może nawet nie skopani, ale zbici na kwaśne jabłko. Nawałka z podkulonym ogonem uciekł i czeka teraz aż Klafuricovi powinie się noga w Legii Warszawa:)) Jak Legia z taką kadrą nie awansuje do fazy grupowej Ligi Europy to jestem pewien, że Chorwat zakończy swoją przygodę na Łazienkowskiej. W obronie jest na razie fatalnie, bo i porażka z Zagłębiem i Arką w Superpucharze, a czasu nie ma... We wtorek przyjeżdża mistrz Słowacji Spartak Trnava i jakoś optymistą nie jestem... Jagiellonia też przegrała przed meczem w pucharach z portugalskim Rio Ave. Raziła nieskuteczność i zapamiętać można też brutalny faul Sławomira Peszki, ale nie chcę już kopać leżącego... Górnik Zabrze nie zatrzymał w składzie ani Wieteski ani Kurzawy ani Kądziora. Muszą liczyć na młodzież i na bramkarza Loskę w czwartek. Rywalem Trencin ze Słowacji. Mam tu też obawy czy młoda drużyna Brosza sobie poradzi... I jeszcze Lech Poznań. Urwali się ze stryczka z Gandzasarem, pokonali w końcówce Wisłę Płock, a teraz czeka ich podróż do Soligorska... Jakoś nie widzę tego. Spodziewam się najgorszego w wykonaniu polskich klubów w drugiej rundzie kwalifikacji do Ligi Mistrzów i Ligi Europy... Może jednak ktoś mnie zaskoczy in plus? A co w lidze jeszcze? Śląsk kontynuuje świetną grę z końcówki tamtego sezonu pod wodzą Pawłowskiego i fajnie to wygląda:)) Pokonali walczącą o... tytuł mistrza Polski Cracovię! Wisła Kraków cienko przędzie, ma kłopoty finansowe i na plus jest koniec zaciągu hiszpańskiego, a danie szansy Polakom. W Arce też wielkie zmiany jak co roku zresztą:) I swój pierwszy mecz w historii w debiucie w ekstraklasie wygrywa Miedź Legnica. Bardzo fajny klub i życzę im jak najlepiej:)) Oby Pogoń nie zaczęła jak w tamtym sezonie, bo znów będą pustki na stadionie... A mieszkam blisko Szczecina:)) I to tyle na dziś z mojej strony:)) Gorąco dziś jest. Prawie jak w Wołgogradzie, ale jak Polacy dali radę w takim piekle pokonać Japonię to i ja dam radę przebiec 10 kilometrów:)) Do następnego:))